Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Andrzej Kuchar wystawia ocenę Lechii: 3+

- Kiedy patrzyłem w sobotę na radość piłkarzy i kibiców Lecha, pomyś;ałem sobie: może za trzy-cztery lata podobna, mistrzowska feta odbędzie się w Gdańsku? - mówi właściciel Lechii Gdańsk Andrzej Kuchar
Tomasz Osowski: Lechia skończyła sezon na 8. miejscu, była w półfinale Pucharu Polski, ale wiosną, szczególnie w końcówce, prezentowała się słabo. Jak pan oceni postawę drużyny - co się panu podobało, a co trzeba poprawić?

Andrzej Kuchar : Jak to zwykle bywa, było trochę plusów, trochę minusów, ale ja chciałbym zwrócić uwagę przede wszystkim na dwie sprawy. Pierwsza, negatywna: do rundy wiosennej zespół był słabo przygotowany pod względem fizycznym. Ileż było meczów, w których do 60.-70. minuty Lechia grała dobrze, agresywnie, odpowiedzialnie, a w końcówce piłkarzom wyraźnie brakowało zdrowia. Najbardziej jaskrawy przykład to wyjazdowy mecz z Lechem. Przez ponad godzinę chłopaki prezentowali superpiłkę, na tle przyszłego mistrza Polski wyglądali bardzo korzystnie i nagle zupełnie się posypali. Mówiłem już wcześniej, że dla trenera Tomasza Kafarskiego zimowe przygotowania zespołu będą pierwszym poważnym testem. Nie do końca go zdał, ale wierzę, że w przyszłości wyciągnie wnioski. A jeśli chodzi o pozytywy, to największym jest według mnie próba wypracowania własnego, unikalnego stylu gry. Kiedy zespół miał swój dzień, na jego grę naprawdę patrzyło się z przyjemnością. Podoba mi się taka "krakowska" piłka, polegająca na dużej ilości szybkich, krótkich podań. Jedni grają długą piłką, na przerzut, inni próbują znaleźć bardziej wyrafinowany sposób. Cieszę się, że Lechia jest w tej drugiej grupie. Ogólnie z przebiegu całego sezonu jestem umiarkowanie zadowolony. Gdybym miał wystawić szkolną ocenę, maksymalnie byłoby to 3+.

Których piłkarzy by pan wyróżnił, a może ktoś wyjątkowo pana zawiódł?

- Najbardziej podobał mi się Hubert Wołąkiewicz. Nieraz już chwaliłem tego chłopaka, on naprawdę może być ostoją Lechii na długie lata. Nie wiem, czy ma predyspozycje, aby być liderem zespołu z prawdziwego zdarzenia, zarówno na boisku, jak i poza nim, ale pod względem sportowym jest naszym ogromnym atutem. Podoba mi się też gra Ivansa Lukjanovsa, dla którego idealną pozycją jest według mnie skrzydło. To taki "zewnętrzny" napastnik, w typie Jurgena Klinsmanna, albo z dalszej przeszłości - Karla-Heinza Rummenigge. Może nie strzela dużo goli, ale jest pożyteczny dla zespołu, walczy, szarpie i asystuje. Z tego co wiem, Ivans na wiosnę przytył 3 kg i być może dlatego nie był już tak dynamiczny, jak na początku sezonu. Jeśli to są 3 kg mięśni, to na pewno zaowocuje to w przyszłości. Jeśli 3 kg tłuszczu, to bardzo niedobrze.

A jak pan oceni postawę Tomasza Dawidowskiego? Z jednej strony ogromna ambicja, która przynosiła zespołowi dużo korzyści, z drugiej wiele nieodpowiedzialnych zachowań osłabiających zespół?

- Tomek ma być wartością dodaną w zespole, dlatego musi przemyśleć pewne sprawy i zmienić swoje postępowanie. Ale to już zadanie dla trenera. Dawidowski to inteligentny chłopak, jestem pewny, że w przyszłym sezonie będzie zachowywał się bardziej odpowiedzialnie.

Najwięcej niedosytu pozostawił występ w Pucharze Polski, a właściwie pierwszy mecz półfinałowy z Jagiellonią Białystok, w którym trener Kafarski wystawił rezerwowy skład.

- Mam o to do niego wielki żal. Popełnił wielki błąd, mam nadzieję, że to był wynik braku doświadczenia. To była jego suwerenna decyzja. Trener popełnił grzech pychy, przez co straciliśmy szansę na Puchar Polski. Szkoda.

Niektórzy kibice uważają, że to pan stał za tą decyzją, gdyż we wcześniejszym wywiadzie udzielonym "Gazecie" powiedział pan, że zdobycie Pucharu Polski byłoby "pewnym problemem". Oczywiście chodziło o problem w pozytywnym sensie tego słowa, ale kibice zinterpretowali to po swojemu...

- To kompletny absurd. Przecież start w europejskich pucharach to same zyski dla klubu - finansowe i wizerunkowe. A teraz dowiaduję się, że zdobywca Pucharu Polski może trafić na takie zespoły, jak Liverpool czy Juventus! Przecież to by było niesamowite święto nie tylko dla naszego klubu, ale i całej polskiej piłki! Tym bardziej żal straconej szansy.

A jak pan całościowo oceni pracę Kafarskiego w tym sezonie? On sam powtarzał, że jeśli Lechia nie zajmie 8. miejsca, prawdopodobnie straci posadę.

- Dla Kafarskiego nie było żadnego ultimatum. Bez względu na miejsce zespołu na koniec sezonu, jego posada była niezagrożona. To chyba najlepiej świadczy o zaufaniu, jakim go darzę. Owszem, zrobił kilka błędów, ale biorąc pod uwagę potencjał zespołu, jego pracę oceniam pozytywnie.

Innego zdania są niektórzy kibice, którzy na ostatnim meczu z Jagiellonią wywiesili nieprzychylny jemu i piłkarzom transparent, a ci bardziej porywczy chcieli nawet po meczu złożyć zespołowi "wizytę w szatni". Jest konflikt na linii klub-kibice?

- Nie wydaje mi się. Oczywiście wizyty kibiców w szatni to niedopuszczalna praktyka i nawet nie ma o czym dyskutować. Szatnia jest dla piłkarzy, a trybuny dla kibiców. Ale równocześnie kibice mają prawo wyrażać swoje niezadowolenie, jeśli zespół gra słabiej. To normalne. Muszą jednak pamiętać, że ze swoim zespołem powinni być na dobre i na złe. Szczególnie jeśli piłkarze na boisku dają z siebie wszystko.

Żeby zrobić kolejny krok do przodu, niezbędne są wzmocnienia.

- I będą. Na pewno do Lechii przyjdzie latem od trzech do pięciu piłkarzy. Nie będzie miało znaczenia, czy piłkarz jest do wzięcia za darmo, czy trzeba za niego zapłacić. Jeżeli uznamy, że ktoś znacząco wzmocni siłę zespołu, wyłożymy odpowiednie pieniądze. Budżet klubu na przyszły sezon ma wynosić ok. 20 mln zł, część z tych środków będzie wydana na transfery. Potrzebujemy zawodników na boczne sektory boiska - obrońców i pomocników, bramkostrzelnego napastnika oraz stopera, który byłby uzupełnieniem dla pary Wołąkiewicz - Kożans.

Jaki będzie cel na przyszły sezon?

- Minimum 6. miejsce. Najtrudniej będzie jednak zrobić krok następny. Zawsze łatwiej jest przeskoczyć np. z 16. miejsca na 6., niż potem z 6. na 3. Ale jak patrzyłem w sobotę na radość piłkarzy i kibiców Lecha, pomyślałem sobie: może za trzy-cztery lata podobna, mistrzowska feta odbędzie się w Gdańsku?