Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentant Togo postrzelony i jeszcze płacić trzeba

Na piłkarza Togo Kodjovi Obilale najpierw zasadzkę zastawili terroryści, a potem zasadzką okazało się osadzenie w południowoafrykańskim szpitalu. Ratunek nadciągnął z Francji.
W styczniu separatyści z Kabindy - prowincji odciętej pasem ziemi kongijskiej od reszty Angoli - ostrzelali autokar z drużyną zmierzającą na Puchar Narodów Afryki. Ostrzelani wycofali się z turnieju, za co działacze rządzący futbolem na kontynencie ukarali reprezentację Togo dyskwalifikacją w dwóch następnych turniejach.

Drugi trener i rzecznik prasowy w tamtej strzelaninie zginęli, bramkarz Obilale odniósł ciężkie obrażenia. Rannego przewieziono do szpitala w Johannesburgu, tam przeszedł operację. Przeżył.

Chciał czym prędzej wrócić do domu. Do domu, czyli do Francji - gra tam w czwartoligowym amatorskim klubie Pontivy. Niestety, okazało się, że koszty leczenia oraz podróży, podczas której musiałby pozostać pod stałą opieką medyczną, wzrosły według "L'Equipe" do niewyobrażalnych dla niego 65 tys. euro.

Obilale liczył, że zapłaci federacja Togo albo federacja Angoli, gospodarza Pucharu Narodów Afryki. Żadna nie chciała pomóc, tymczasem przepisy FIFA stanowią, że w razie sporu koszty podróży ponosi klub. Ale Pontivy to klub amatorski, którego na takie ekstrawagancje nie stać. Jego szef twierdzi, że Angolczycy obiecali uregulować wszystkie rachunki.

Przyjaciółka i siostra piłkarza doleciały do szpitala tylko dzięki wsparciu Emmanuela Adebayora, który sfinansował lot. Zdesperowany piłkarz udzielił dramatycznego wywiadu. "Leżę w tym łóżku od półtora miesiąca. Boję się, że mój stan się pogorszy, bo noce są okropne. Wciąż widzę żołnierzy, idę na wojnę, ten sen powtarza się każdej nocy. Nie ma tutaj nikogo, kto powiedziałby mi, co ze mną będzie" - opowiadał francuskiemu radiu RTL. Usłyszał go Jean-Pierre Escalettes, prezes francuskiej federacji. Zadzwonił i obiecał Obilale, że sfinansuje mu powrót do domu.

Angolscy działacze odwiedzili piłkarza w szpitalu. Jego dziewczynie i siostrze przynieśli perfumy i kwiaty.

Gernot Rohr ? trenerem reprezentacji Gabonu