Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch pokonał Bełchatów i jest bliżej czołówki!

Teraz już nikt nie powie o Ruchu, że nie potrafi wygrywać z drużynami z czołówki. O zwycięstwie nad GKS-em Bełchatów przesądził rzut karny. Andrzej Niedzielan pierwszy raz od złamania kości twarzy usiadł na trybunach.
Chorzowianie musieli się srogo namęczyć, żeby zdobyć komplet punktów. Wysiłek i tak zdałby się jednak na nic, gdyby nie pechowe zagranie Jakuba Tosika, który powalił w polu karnym Łukasza Janoszkę. Czy był faul? - Oczywiście! Najpierw trafił mnie w nogi, a potem w piłkę - zapewniał Janoszka.

Grzyb, który podszedł do ustawionej na jedenastym metrze piłki, podkreślał, że spornej akcji dokładnie nie widział. - Stałem pięćdziesiąt metrów dalej - mówił. - To był mecz na remis. Mamy jednak trzy punkty i to jest najważniejsze. Styl idzie w niepamięć, a nasza przewaga nad GKS-em rośnie [to już cztery punkty - przyp. red.] - uśmiechał się Grzyb.

Kibice wchodząc na stadion wpatrywali się w sylwetki rozgrzewających się piłkarzy, bo nie byli pewni, czy w meczowych koszulkach zobaczą Macieja Sadloka i Artura Sobiecha. Młodzi liderzy niebieskich byli mocno poobijani po pucharowym spotkaniu z Legią, ale zacisnęli zęby, wsmarowali w obolałe miejsca rozgrzewające maści i wybiegli na boisko. Po raz pierwszy od czasu fatalnej kontuzji na Cichą zawitał też Andrzej Niedzielan. Na jego twarzy na szczęście nie widać śladów złamania kości policzkowej. Piłkarz początkowo usiadł między kibicami, ale po chwili prezes klubu Katarzyna Sobstyl zaprosiła go do loży.

Wśród sportowych gadżetów, które promują klub z Bełchatowa, są też podkładki pod piwo z wizerunkami piłkarzy. Na jednej z nich Dariusz Pietrasiak dzieli się ważną myślą. Kapitan zespołu podkreśla, że czuje pełnię szczęścia, gdy jedenastka na boisku jest jednością. GKS rzeczywiście pokazał na Cichej, że jest drużyną, w której trudno o słabe punkty. Działacze niebieskich z zazdrością mogli spoglądać szczególnie na skrzydłowych. Zimą Ruch liczył przecież na pozyskanie Tomasza Wróbla, a dużo wcześniej zabiegał o Macieja Małkowskiego.

To właśnie Małkowski pierwszy postraszył Krzysztofa Pilarza. Uderzenie z dystansu było bardzo dobre, ale gdy pod koniec pierwszej połowy bramkarz chorzowskiej drużyny z wielkim wyczuciem wyszedł z bramki i odbił piłkę, która pewnie zmierzała pod poprzeczkę, co bardziej wrażliwym kibicom stanęło serce!- W naszej drużynie najlepszy był właśnie Krzysiek - chwalił po pierwszej połowie Niedzielan, który także był pod wrażeniem gry skrzydłowych GKS-u. - Powinniśmy prowadzić. Miałem pecha, że trafiłem akurat w wychodzącego z bramki Pilarza. Takie mecze musimy wygrywać, jeżeli wciąż chcemy się liczyć w walce o czołowe miejsca w lidze - martwił się Małkowski, którego zespół przegrał pierwszy ligowy mecz w tym roku

O ile zespół z Bełchatowa konstruował akcje jak sprawny mechanizm, to już ataki Ruchu przypominały trudną do opanowania nawałnicę. Groźnie strzelał z woleja Sobiech, sprytnie i celnie główkował Grzegorz Baran. Łukasz Sapela, bramkarz GKS-u, konsekwentnie pracował na wysoką ocenę, ale gdy Grzyb huknął z karnego, był bezradny. Goście stracili nie tylko bramkę, ale i ukaranego za faul czerwoną kartką Tosika. Ruch grał jednak z przewagą jednego zawodnika niespełna trzy minuty - po drugiej żółtej kartce boisko opuścił bowiem Baran.

- Wtedy tak naprawdę rozpoczął się ten mecz. Wcześniej obie drużyny robiły wszystko, żeby przede wszystkim gola nie stracić - komentował Rafał Ulatowski, trener GKS-u. - Grę obu drużyn rzeczywiście zdominowała taktyka - przyznał trener niebieskich Waldemar Fornalik, który podkreślał, że zwycięstwo jest tym cenniejsze, że odniesione w osłabionym składzie.

Ruch Chorzów - GKS Bełchatów 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Grzyb (77. karny)

Ruch: Pilarz- Nykiel, Stawarczyk, Grodzicki, Sadlok Ż (72. Świerblewski) - Grzyb, Pulkowski (67. Lisowski), Baran Ż, CZ Janoszka - Zając (82. Scherfchen), Sobiech

GKS: Sapela - Tosik CZ, Pietrasiak, Lacić, Popek - Wróbel, Rachwał (83. Zakrzewski), Cetnarski Ż (60. Gol), Małkowski (78. Janus) - Ujek, Nowak.

Sędziował: Marek Karkut (Warszawa)

Widzów: 7000