Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Waldemar Fornalik: Nie odejdę z Ruchu dla pieniędzy!

Waldemar Fornalik opowiada "Gazecie", w jaki sposób piłkarze niebieskich wywarli na nim "wielkie wrażenie", gdzie zagra wiosną Andrzej Niedzielan i dlaczego tak bardzo nie lubi słowa "wyprzedaż".
Trener roku według "Piłki Nożnej", wyróżniony także podczas "Piłkarskich Oscarów" Canal+ 46-letni szkoleniowiec nie mógł sobie wymarzyć lepszego zakończenia roku.

Wojciech Todur: Jak do takich wyróżnień podchodzi środowisko trenerów? Sam Pan mówił, że piłka to nie matematyka. Trudno porównać warunki, w jakich pracuje trener Maciej Skorża w Wiśle, do tych, które ma Pan na Cichej.

Waldemar Fornalik, trener Ruchu: To wszystko prawda, ale też chyba nie ma szkoleniowca, który nie byłby zadowolony, gdy ktoś dostrzega i docenia jego pracę. Czuję się dumny, bo dołączyłem do grona znakomitych fachowców, którzy zdobywali tytuł Trenera Roku przede mną. Stara prawda mówi, że łatwiej wdrapać się na szczyt, niż potem się na nim utrzymać. Przede mną duże wyzwanie.

Ruch jest właśnie w trakcie emisji nowych akcji. Zainwestowałby Pan w niebieskich, gdyby miał taką możliwość?

- Oczywiście! Gdybym miał duże pieniądze, postawiłbym na Ruch. Dostrzegam kilka powodów, które ułatwiają taką decyzję. Przede wszystkim kibice, bez których nasza praca nie miałaby żadnego sensu. Po drugie, tradycja, przy której dokonania innych polskich klubów bledną. Trzecim - moim zdaniem najważniejszym - fundamentem sukcesu są pieniądze.

Miał Pan jakiś układ z zawodnikami? Przed Pana pojawieniem się na Cichej piłkarze często skarżyli się na opóźnienia w wypłatach. Jesienią - choć problem nie zniknął - szatnia milczała.

- Jestem pod wielkim wrażeniem zachowania piłkarzy. To się właśnie nazywa profesjonalizm. Problemy są na pewno mniejsze niż w chwili, gdy podpisywałem kontrakt, ale jednak są. Wydaje mi się, że zbliżamy się do punktu granicznego. Za słowami muszą pójść konkrety. Klub musi się odwzajemnić, a działacze zachować równie profesjonalnie co piłkarze.

Od działaczy Ruchu usłyszałem, że najbardziej pesymistycznym scenariuszem na zimę będzie sprzedanie jednego piłkarza. Gdybym miał go wytypować, to postawiłbym na Andrzeja Niedzielana. Jakie są szanse, że jednak zostanie w Chorzowie?

- Powiedziałbym, że duże. Musi jednak zostać spełnionych kilka warunków. Ruch musi być wiarygodny finansowo i nie może dojść do wyprzedaży zawodników. Tylko wtedy jest szansa na walkę o wyższe cele, a takie stawiają sobie piłkarze klasy Niedzielana. Andrzej to jest gość z fasonem i na pewno nie odejdzie, żeby zrobić nam na złość. Wierzę, że wiosną nadal będzie ubierał niebieską koszulkę. O ewentualnym przedłużeniu kontraktu, który obowiązuje do końca sezonu, na razie nie myślę.

Słyszałem, że celem transferowym na przerwę zimową ma być znalezienie kolejnego Niedzielana. Doświadczonego piłkarza na zakręcie kariery, który odżyje na Cichej. Widzi Pan takich?

- To nie takie proste. Sam fakt, że ktoś nie gra, a nam wydaje się, że mógłby, to za mało. Piłkarz musi mieć ukryty potencjał. Andrzej go miał.

Dziennikarze sporo spekulują teraz o transferach. Część z nich podsycają menedżerowie. A Pan ma menedżera?

- Nie mam. Ale zauważam, że to coraz częstsze zjawisko wśród szkoleniowców. Wydaje mi się, że jestem w takim wieku, że sam potrafię zadbać o swoje interesy. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości zdecyduję się na takie rozwiązanie.

O Pana przyszłości też się spekuluje. Słyszałem plotkę, że interesowało się Panem Zagłębie Lubin.

- Nie ma takiej opcji, żebym zimą opuścił Ruch. Mam tu zadanie do skończenia. Na pewno nie zdecyduję się na zmianę, bo gdzieś mógłbym zarobić więcej. Jeżeli jednak - w co nie wierzę - zimą dojdzie do wyprzedaży i okaże się, że nasza dotychczasowa praca nie miała większego sensu, to niczego nie gwarantuję. Także pozostania w Chorzowie.

Kto pewniakiem w Wiśle Kraków? ?