Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch miażdży Jagiellonię na ekodopingu

Niebiescy wrócili na pozycję wicelidera ekstraklasy po swoim najlepszym meczu w sezonie! Chorzowscy piłkarze grali z Jagiellonią na naturalnym wspomaganiu. Energii dodały im cytryny i miód! Ruch jest jedyną drużyną w ekstraklasie, która na własnym stadionie nie straciła nawet punktu.
- To był nokaut. Pięć bramek w meczu ekstraklasy to przecież wielka rzadkość - cieszył się Artur Sobiech, napastnik niebieskich, który w tym sezonie strzelił już pięć bramek.

Spotkanie Ruchu z Jagiellonią można było reklamować jako potyczkę kichających z kaszlącymi. Przed meczem w szatniach obu drużyn tyle samo co o taktyce rozmawiało się o lekach przeciwko przeziębieniu. Michał Probierz, trener drużyny z Białegostoku z trwogą wyliczał, że ma w kadrze jedenastu chorych ludzi i nie wykluczał, że będzie się starał o przełożenie meczu. Tomasz Brzyski, obrońca niebieskich odpowiadał, że w szatni Ruchu też w każdym rogu, ktoś wyciera nos albo pokasłuje. Chorzy byli też trenerzy! Probierz żartował nawet, że Waldemar Fornalik zaraził go przez... telefon.

Grypową psychozę postanowił zatrzymać Dariusz Smagorowicz. Przewodniczący rady nadzorczej niebieskiej spółki przyniósł do szatni skrzynkę cytryn i kilka słoików miodów. - Nie ma jak medycyny naturalna - żartował potem. - Wszyscy zagrają - zapewnił. Na boisko wybiegł nawet Brzyski, który przez cały tydzień kulał na prawą nogę (w meczu z Legią skręcił kostkę). - W tym meczu było wszystko. To jedno z naszych najlepszych spotkań w sezonie - cieszył się Fornalik.

Mecz na Cichej był wyzwaniem dla napastników obu drużyn. Ci z Chorzowa kombinowali jak przechytrzyć Grzegorza Sandomierskiego, który nie puścił gola w sześciu kolejnych meczach. Tomasz Frankowski i Kamil Grosicki główkowali skolei jak rozbić niebieski mur, który w tym sezonie na boisku w Chorzowie odbił wszystkie strzały.

- Chorzowianie na pewno wygrali ten pojedynek. Andrzej Niedzielan i Artur Sobiech byli bardzo skuteczni - oddali po dwa strzały i zdobyli po dwa gole - chwalił Frankowski. - Teraz jesteśmy górą. A jak będzie za tydzień? Jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz - uśmiechał się Niedzielan.

Pierwsza zakończyła się seria 20-letniego bramkarza Jagiellonii (555 minut bez straty gola). Na bramkę Sobiecha najmocniej zapracował Krzysztof Nykiel, który dynamicznym atakiem rozbił obronę drużyny z Białegostoku. Napastnik niebieskich dopadł do piłki na linii pola karnego i jakby od niechcenia przymierzył pod poprzeczkę. Piłkarze Ruchu obiecywali Sandomierskiemu "koszmar minionego lata", bowiem ten ponad rok temu przepuścił na Cichej cztery bramki.

Tym razem bramkarz Jagiellonii już w przerwie rozpamiętywał trzy stracone gole. To było najlepsze 45 minut Ruchu w tym sezonie! Niebiescy co chwilę powtarzali skuteczny schemat - kilka spokojnych podań w środku boiska i po chwili podanie w pole karne po którym obrońcom "Jagi" trzęsły się nogi. Ruch pulsował energią na którą pracowali wszyscy zawodnicy w niebieskich koszulkach. Gdy Niedzielan z kilku metrów nie zdołał przestrzelić Sandomierskiego na wylot z odsieczą już spieszył Sobiech, który spokojnie dobił piłkę pod poprzeczkę. Łukasz Janoszka popisywał się niezwykle precyzyjnym lobem, a Niedzielan jak ojciec pilnował by piłka pewnie wtoczyła się do bramki.

- Moja seria skończyła się z wielkim hukiem. Za wysoka ta porażka - smucił się Sandomierski. - Szkoda mi Grześka, bo niemal wszystkie piłki, które wpadły do siatki przeleciały mu po rękach - dodał Frankowski.

Na Cichej okazało się, że Jagiellonia z piłką i bez piłki to dwie zupełnie inne drużyny. W obronie momentami bezradni, w ataku chwilami zabójczo niebezpieczni. Akcja Kamila Grosickiego po której Remigiusz Jezierski jako pierwszy piłkarz w tym sezonie trafił do siatki Ruchu na Cichej była imponująca!

Pomocnik Jagiellonii zaczarował cała defensywę i pół linii pomocy niebieskiej drużyny. Gdy podawał piłkę do Jezierskiego ten stał w polu karnym sam, gdy asystował przy bramce Marco Reicha - ten mógł wybierać w który róg strzelać.

- Moja bramka na pewno ma swoją wartość. Szkoda tylko, że gdy strzelaliśmy gola Ruch zaraz skutecznie odpowiadał następnym - martwił się Jezierski, którego zespół nie potrafi wygrać na wyjeździe od 23 miesięcy.

- Tyle strzeliliśmy bramek, a jednak jest lekki żal. Nasze boisko nie jest już magiczne, straciliśmy na Cichej pierwsze gole - martwił się Maciej Sadlok, stoper Ruchu.

- Gdy puszczałem drugą bramkę kibice śpiewali mi akurat "sto lat" z okazji urodzin i to był przykry moment. Seria bez straty gola na Cichej była imponująca, ale nie rozmyślałem o niej na boisku. Kiedyś musiała się skończyć - podsumował Krzysztof Pilarz, bramkarz chorzowskiej drużyny.

Dobrą grę Ruchu oglądało kilku skautów z zachodnich klubów. Wysłannicy PSV Eindhoven, którzy chcieli przyjrzeć się Sobiechowi i Niedzielanowi na pewno się nie zawiedli. Ten duet współpracuje tak dobrze, że nie zdziwimy się, gdy ktoś kupi ich w pakiecie! Międzynarodowych transferów może być więcej, bowiem chrapkę na chorzowskich piłkarzy (m.in. Maciej Sadlok) ma też włoskie Chievo Verona.

Ruch Chorzów - Jagiellonia Białystok 5:2 (3:1)

Bramki: 1:0 Sobiech (15. - z podania Nykiela), 1:1 Jezierski (25. - z podania Grosickiego), 2:1 Sobiech (36. - z podania Niedzielana), 3:1 Janoszka (44. - z podania Grzyba), 3:2 Reich (59. - z podania Grosickiego), 4:2 Niedzielan (60.) , 5:2 Niedzielan (89.)

Ruch: Pilarz - Nykiel, Sadlok, Grodzicki, Brzyski - Grzyb, Baran, Straka, Janoszka (74. Zając) - Sobiech Ż (85. Pulkowski), Niedzielan Ż (90. Balaz)

Jagiellonia: Sandomierski - Lewczuk, Skerla, Cionek, Norambuena - Grosicki, Hermes Ż (75. Geworgjan), Bruno, Jarecki (46. Reich) - Frankowski, Jezierski (64. Pawłowski)

Sędziował: Marek Karkut (Warszawa). Widzów: 8000.