Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch zadziwia: pół roku bez straty gola!

Na chorzowskiej defensywie połamali sobie zęby napastnicy sześciu kolejnych drużyn. W piątek od niebieskiego muru ma się odbić Lechia Gdańsk, która trenerowi Waldemarowi Fornalikowi kojarzy się z czyśćcem.
Fantastyczna seria Ruchu do obejrzenia na Ekstraklasa.tv ?

Ostatnią drużyną, która zdołała pokonać bramkarza niebieskich w lidze - gdy ten miał ze plecami chorzowskich kibiców - był GKS Bełchatów, a działo się to 25 kwietnia. Ruch grał jeszcze wtedy na Stadionie Śląskim, jednak z powrotem na Cichą nic się nie zmieniło. Ta imponująca seria rozpoczęła się z chwilą, gdy na trenerskiej ławce drużyny z Cichej usiadł Waldemar Fornalik.

Szkoleniowiec już na początku zapowiedział, że budowę "chorzowskiego domu" rozpocznie od postawienia solidnych fundamentów czyli obrony. - Taka seria bez bramek to imponujące osiągnięcie, więc fajnie byłoby ją kontynuować - mówi Wojciech Grzyb, pomocnik niebieskich. Lechia na wyjazdach strzeliła dotąd osiem goli w czym lepsze są od niej tylko Wisła (9) i Lech Poznań (12). - Ale też aż sześć bramek wbili Cracovii na stadionie w Sosnowcu . Gdy pominie się ten mecz ich wynik nie jest już tak dobry. To jednak nie zmienia faktu, że to bardzo groźny zespół. Nasz sposób na czyste konto pozostaje ten sam. Pierwszym obrońcą będzie już najbardziej wysunięty napastnik. W odbiór piłki angażuje się cały zespół - analizuje taktykę Grzyb.

Dwa tygodnie temu Lechia przerwała już jedną zwycięską passę, gdy odebrała punkty Polonii Bytom. - Myślę, że zaważyła na tym głównie słabsza postawa bytomian - zaznacza Grzyb.

Trenerowi Fornalikowi Lechia kojarzy się z pamiętnym meczem z roku 1987, który przesądził o spadku niebieskich z ekstraklasy. To właśnie wtedy piłkę do własnej bramki wrzucił sobie bramkarz Janusz Jojko. - Pamiętam tę sytuację bardzo dobrze, bo ta piłka miała trafić właśnie do mnie. To był bolesny spadek, bo pierwszy w historii klubu. Później okazało się jednak, że to był nasz czyściec. Po roku gry w drugiej lidze sięgnęliśmy przecież po mistrzostwo - wspomina szkoleniowiec.

Piłkarze wracają do ligowej rywalizacji po dwóch tygodniach przerwy. Gdy na początku września niebiescy odpoczywali równie długo to zaraz potem przegrali z GKS-em Bełchatów. - Nie ma co się doszukiwać analogi. Jak nie idzie to zawsze znajdzie się powód - a to muszki, a to pogoda. Zagraliśmy wtedy słabiej. Teraz jednak powalczymy z Lechią na Cichej. Dopingowani przez naszych kibiców - przypomina Grzyb.

Pogoda jednak może być problemem. Na grząskim boisku Ruch może stracić swój największy atut czyli szybkość. - To na pewno nie będzie to samo co gra w ciepełku, ale nie sądzę, żeby to mogło zaważyć na wyniku meczu. W dobie podgrzewanych muraw warunki aż tak bardzo się nie zmienią - zapewnia Fornalik, który zmarzniętym piłkarzom zaproponuje dłuższą i bardziej intensywną rozgrzewkę. - Są też inne sposoby na ochronę przed wychłodzeniem organizmu. Specjalne podkoszulki, rozgrzewające maści - zauważa Michał Pulkowski, pomocnik niebieskich.

- Pobiegają kilka minut i zapomną o chłodzie. A co ma powiedzieć trener? - żartuje Fornalik. Pulkowski obawia się, że zimowa aura może zniechęcić kibiców do przyjścia na mecz. - Najwierniejsi na pewno nie przestraszą się mrozu. Teraz jest moda na chodzenie na Ruch - zapewnia Grzyb.

Początek meczu o godzinie 20.