Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Znachor" znacznie przyspieszył grę piłkarzy Ruchu

Spotkacie go niemal na każdym meczu na Cichej. Siedzi cicho z boku, coś tam notuje, przekazuje trenerom uwagi, a potem Ruch gra coraz szybciej...
Stwórz drużynę - zagraj i Wygraj Ligę! ?

Doktor Jerzy Wielkoszyński to nietuzinkowy człowiek. 79-latek o niespożytej energii, który stawiał na nogi najbardziej połamanych sportowców. Specjalista, który potrafi zmienić piłkarza porównywanego do powolnej węglarki w ekspresowe TGV! W środowisku mówią na niego "szaman" albo "znachor". On sam często powtarza, że jego praca jest żmudna jak końska harówka. - Nikogo nie czaruję. Po prostu szukam odpowiedzi - podkreśla.

Na Cichej nie mają wątpliwości, że jego wiedza i niezwykłe wyczucie przełożyły się na skuteczną grę Ruchu i pozycję wicelidera ekstraklasy. - Niezwykła postać. Znamy się od ponad 20 lat i zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć. Lubię z nim rozmawiać, dyskutować. Na wyniki Ruchu pracuje sztab ludzi, ale cegła, jaką dołożył pan doktor, jest niezwykle ważna - mówi Waldemar Fornalik, szkoleniowiec niebieskich.

Analizując grę Ruchu, łatwo zauważyć, że gdy Wielkoszyńskiego nie ma na Cichej, to nie ma i wyników na miarę oczekiwań kibiców. Doktor pożegnał się z niebieskimi ponad dwa lata temu po awansie chorzowian do ekstraklasy. Zbiegło się to z odejściem trenera Marka Wleciałowskiego, który dał do zrozumienia, że kończy pracę, gdyż Ruch nie potrafi docenić Wielkoszyńskiego. - Nie chcę do tego wracać. Na Cichej wciąż są ludzie, którzy nie darzą mnie sympatią. Wróciłem dla trenera Fornalika, którego lubię i szanuję - mówi Wielkoszyński.

Specjaliści, oceniając grę niebieskich, jako największy atut wymieniają szybkość - dokładnie tak, jakby spijali te słowa z ust Wielkoszyńskiego. - Szybkość zdominowała nowoczesny sport. Postawiła w cieniu wytrzymałość i wydolność. Kto jest szybki, ten wygrywa - wyjaśnia doktor.

W składzie Ruchu jest teraz kilku piłkarzy, którzy szybkość mają w genach - Andrzej Niedzielan, Artur Sobiech, Marcin Zając. Za czasów Fornalika sprinterem stał się jednak nawet Grzegorz Baran, który dotąd uchodził raczej za tego, który prędzej zabiega kogoś na śmierć, niż wyprzedzi. - Zawodników trzeba non stop badać. Podchodzić do każdego piłkarza indywidualnie. Nie można spocząć na laurach, tylko trzeba cały czas szukać nowych rozwiązań. Tylko wtedy można z nich wykrzesać cechy i umiejętności, o które się nie podejrzewali. Zapraszam do mnie. Zaręczam, że po kilku tygodniach pracy będzie pan szybszy - uśmiecha się Wielkoszyński.

Dlaczego to samo nie udawało się Duszanowi Radolsky'emu i Bogusławowi Pietrzakowi, którzy pracowali przed Fornalikiem? - Tych trenerów umieściłbym na dwóch przeciwległych biegunach. Słowak to bardzo rzetelny trener. Solidna szkoła oparta na wytrzymałości. Niestety, ciągle powtarzał, że nie ma szybkich piłkarzy. Pietrzak znakomicie przygotował zespół pod względem siły. To także dzięki niemu łatwiej dziś pracować nad szybkością - ocenia doktor, który patrząc w przyszłość niebieskich, jest optymistą. - Muszę nim być. Chociaż błąd w sztuce zawsze zdarzyć się może - kończy.

Jerzy Wielkoszyński

Ur.18 stycznia 1930 r.

Pochodzi z Łucka na Wołyniu. Na Śląsk przyjechał z rodzicami odkrytym wagonem w 1945 r. Ukończył Akademię Medyczną w Zabrzu i poznańską Akademię Wychowania Fizycznego.

Współpracował z wieloma trenerami m.in. z Orestem Lenczykiem, Antonim Piechniczkiem, a także z Tomaszem Służałkiem, który zapewnia, że bez doktora nie byłoby mistrzowskich tytułów koszykarzy Zagłębia. Współpracował też z siatkarskim Płomieniem Milowice, gdy ten sięgał w 1978 r. po klubowy Puchar Europy, a także z lekkoatletycznym "wunderteamem". Stawiał na nogi wielu piłkarzy, m.in.: Jakuba Błaszczykowskiego, Radosława Kałużnego, Marka Citkę.

Najnowsze informacje o Ruchu Chorzów - sprawdź ?