Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Omega zniknie z Cichej?!

Grzegorz Małyska strażnik chorzowskiego zegara ma dosyć. Podczas ostatniego meczu kibole znowu obrzucili mechanizm kamieniami. Małyska dostał sprzączką w głowę. Na feralną trybunę wracać już nie chce.
"Trudno było wybrać bardziej godnego kandydata. Drużyna jedna z najlepszych jakie polskie piłkarstwo posiadło, doskonały klub, o wielkich zasługach, (.), klub posiadający wspaniały stadjon, największy bodaj w Polsce, dotychczas pozbawiony był tej pięknej i pożytecznej inwestycji, jaką jest zegar boiskowy OMEGA" - tak pisał w maju 1939 roku krakowski tygodnik "Raz Dwa Trzy". To właśnie wtedy zakończył się redakcyjny konkurs na wybór klubu, który otrzyma mechanizm. Po dwóch miesiącach zmagań wygrał Ruch! "Bo na Ruch głosowali wszyscy. Nie tylko Ślązacy, którzy ławą szli do głosowania, mobilizując wszystkie siły, ale także i z Warszawy i z Krakowa, ze Lwowa, z Poznania, z Pomorza, z Kresów Wschodnich, Zachodnich, Południowych i Północnych. Zewsząd otrzymywaliśmy paczki kuponów, zewsząd dochodziły do nas głosy, domagające się wprost przyznania zegara Ruchowi" - to kolejny cytat z gazety.

Z narażeniem życia

Od chwili, gdy szwajcarski mechanizm pojawił się na Cichej opiekuje się nim jedna rodzina. Pierwszym strażnikiem zegara był Augustyn Ferda - zegarmistrz i gospodarz klubu, który z narażeniem życia - w czasie wojny - ukrył mechanizm w węglarce tak by nie wpadł w łapy nazistów. Zegar przetrwał okupację, kwaśne deszcze i ciężkie śląskie powietrze. Legenda zachwiała się dopiero pod naporem bandytów, którzy mają się za kibiców. Konstrukcja zegara stoi w fatalnym miejscu, bo w sektorze dla fanów gości. Ci nie raz obrzucali go kamieniami. Siniaków nie zliczy też Grzegorz Małyska - wnuk Ferdy, który dba dziś o mechanizm. - Można powiedzieć, że wraz z upływem lat do tego przywykłem. Jednak po ostatnim meczu nie wytrzymałem - mówi. Kibole Cracovii byli bardzo agresywni. Małyska specjalnie założył grubą kurtkę by chronić się przed miotanymi kamieniami, ale i tak dostał w twarz. - Gdy Ruch strzelił drugiego gola fani z Krakowa byli jak w amoku. Na wszelkie sposoby starali mi się utrudnić ustawienie tabliczki z cyfrą "". Po meczu nie mogłem zdemontować mechanizmu. Kibice byli tak agresywni, że nie mogli sobie poradzić z nimi nawet ochroniarze. Wtedy coś we mnie pękło. Przecież nie mogę narażać swoje życia - martwi się Małyska, który najpierw poszedł szukać wsparcia u działaczy Ruchu. - Zawiedli mnie. Może nie wprost, ale zrozumiałem, że sam jestem sobie winny, że prowokuję - macha ręką.

Małyska wysłał więc pismo do Marka Kopla, prezydenta Chorzowa i Henryka Wieczorka, przewodniczącego Rady Miasta. Za strażnikiem zegara wstawili się też u władz miasta pracownicy Huty Batory. Małyska prosi o przeniesienia konstrukcji zegara w inne miejsce - bezpieczne - stadionu. To miałoby historyczne uzasadnienie, bowiem początkowo Omega stała naprzeciw trybuny krytej.

Awangarda na skalę Europy

"Gazeta" już proponowała takie rozwiązanie. Prezydent Kopel stwierdził wtedy: "Są plany by zadaszyć trybunę, na której miałaby stanąć Omega. Co wtedy? Zegar stałby się niewidoczny. Może lepiej obudować zegar specjalnymi pleksiglasowymi płytami, tak by nikt nie mógł go obrzucić kamieniami?".

Niestety nic takiego się nie stało. - Przez siatkę czy pleksi nie wiele byłoby widać, więc ten pomysł upadł. Nie da się ukryć, że dziś sytuacja jest patowa - przyznaje Alina Zawada, dyrektor chorzowskiego MORiS-u, który zarządza obiektem.

Tym razem jednak Małyska nie zamierza odpuszczać. Znalazł sojuszników w osobach inspektora Państwowej Inspekcji Pracy i Miejskiego Konserwatora Zabytków. - Nie mogę pracować w dotychczasowym miejscu. To lekceważenie mojego zdrowia i życia - podkreśla Małyska, którego wspiera Andrzej Kamela, inspektor PIP-u. - Jeżeli Omega nie zostanie przeniesiona PIP będzie interweniował - usłyszał "strażnik zegara".

Małyska może też liczyć na pomoc Henryka Mercika, miejskiego konserwatora zabytków. - Na stadionie Ruchu są dwie perełki - obok zegara jest nią także kryta trybuna. Niezwykłe dzieła techniki, które zasługują na coś więcej niż stwierdzenie, że to zabytek. To unikaty nie tylko w skali miasta, ale i całego kraju. Przypominają, że w latach 20-tych minionego wieku Królewska Huta szczyciła się awangardą techniczną na skalę europejską! - podkreśla Mercik, który zapewnia, że jeżeli tylko Małyska się do niego zwróci to Omega zostanie wpisana do rejestru zabytków. - Wtedy zyskamy oręż, który pozwoli nam chronić czy też przenieść Omegę jeżeli poleci w jej kierunku chociaż jeden kamień - dodaje. - Tak zrobię - zapewnia Małyska.

Serce powstańców

"Każdy głosuje na ten klub, który uważa za najgodniejszy otrzymania tak wspaniałej inwestycji, jaką jest zegar boiskowy Omega. Jest to inwestycja niezwykle cenna, gdyż kosztuje około 4.000 zł. Sama cena pozwala sobie już zdać sprawę z tego, że zdobycie zegara boiskowego OMEGA jest celem marzeń wielu klubów" - czytamy w "Raz Dwa Trzy" z 16 kwietnia 1939 roku. Zegarów rozdano wtedy kilka. Przed Ruchem z nagród cieszyły się m.in. Cracovia, Wisła czy Pogoń Lwów. Nie została po nich nawet sprężyna. Chorzowski mechanizm jest ostatni. - Usłyszałem ostatnio, że ten zegar jest jak serce powstańców, którzy na niego głosowali. Żal byłoby, żeby to serce stanęło - martwi się Małyska.