Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Puchar Polski jednak nie dla Ruchu

I jak tu nie wierzyć, że Śląski, finał Pucharu Polski i Ruch to wyjątkowo pechowe zestawienie!? Piąty raz w historii klubu niebiescy walczyli o trofeum na chorzowskim stadionie i po raz piąty przegrali! Puchar i 300 tysięcy złotych nagrody zgarnął Lech Poznań.
- Przed meczem czytałem, że Śląski to nie jest dobre miejsce dla Ruchu, gdy stawką jest Puchar Polski. Miałem nadzieję, że odwrócimy złą passę. Nie udało się i teraz czuję się gorzej niż szesnaście lat temu, gdy przeżywałem porażkę niebieskich jako kibic - smucił się Wojciech Grzyb, kapitan chorzowskiej drużyny.

Piłkarze Ruchu koncentrowali się przed meczem niczym buddyjscy mnisi. - Siedzą w szatni w zupełnej ciszy. Jest jak w kościele - zdradził jeden z działaczy, który zajrzał do szatni chorzowskich piłkarzy.

Kilkadziesiąt metrów dalej, na trybunach, kibicowskie bębny wyznaczały już rytm zbliżających się emocji. W tym samym czasie Marek Szczerbowski, dyrektor Śląskiego objeżdżał stadion meleksem i sprawdzał, co tu jeszcze można poprawić. Szczerbowski nawet nie chciał słuchać, że Śląski to dla niebieskich pechowy stadion. - Nie ma co wracać do przeszłości i czterech przegranych finałów. To przecież ich domowy stadion. Do pięciu razy sztuka! - zaklinał.

Finał Pucharu Polski odbył się na Śląskim już po raz dziesiąty, ale nigdy dotąd dotarcie na chorzowski obiekt nie było takim problemem! Policja obstawiła trasę przemarszu poznańskich kibiców z przystanku kolejowego na Załężu, blokując jednocześnie wszystkie drogi dojazdowe na stadion. Efekt był taki, że bladzi z nerwów kierowcy bezskutecznie szukali miejsca do zaparkowania, a pod samym Śląskim parkingi były puste.

Przed meczem Franciszek Smuda, trener Lecha nie szczędził Ruchowi komplementów, przypominał niedawne wygrane z Legią. Co jednak myślał naprawdę, skoro jeszcze kilka dni temu nie miał wątpliwości, że chorzowski zespół to mniej niż ligowy średniak? Smuda pytany o wynik ligowego meczu w Gdyni obstawił, że Arka - tej wiosny wciąż bez zwycięstwa - ogra niebieskich 2:0.

Ruch jednak wygrał w Gdyni i Lecha też się nie bał. - Mogę odpuścić kilka meczów w lidze, byle tylko zdobyć ten puchar! - mówił Remigiusz Jezierski. 33-letni napastnik wyszedł na murawę tak napompowany adrenaliną, że już po 59 sekundach pochylał głowę przed sędzią i z pokorą godził się na żółtą kartkę po faulu na Manuelu Arboledzie.

Trybuny podzieliły się w dopingu, ale Ruch miał przewagę zarówno w sile gardeł, jak i pomyśle na grę. Dobre akcje skrzydłami zepchnęły Lecha do obrony. Grzybowi zabrakło centymetrów by głową stracić piłkę do bramki, a po chwili Ireneusz Adamski oddał prawdopodobnie najlepszy strzał odkąd podpisał kontrakt w Chorzowie! Ivan Turina aż przysiadł, gdy piłka przeleciała mu nad głową, ale i... nad poprzeczką.

Chorwat musiał pomyśleć - "Ale ja mam szczęście!", ale po chwili i po akcji Jezierskiego musiał aż krzyknąć "Powinienem grać w totka!". Jezierski miał bowiem wymarzoną okazję, by dać swojej drużynie prowadzenie. Marcin Nowacki pięknie dograł mu piłkę, ale ten z kilku metrów chybił. Piłka odbiła mu się od czoła, tak jakby to było kanciaste. Trener Waldemar Fornalik aż jęknął z bólu!

- To mogła być piłka meczowa... Potem mieliśmy jeszcze jedną świetną okazję. Żałuję kontry, gdy Peszko w ostatniej chwili przeciął moje podanie do Marcina Nowackiego. "Mały" miałby sytuację sam na sam - opowiadał Jezierski.

Lech odpowiedział strzałem głową Macedończyka Zlatko Tanevskiego i próbą wymuszenia rzutu karnego przez Tomasza Bandrowskiego. Pomocnik Lecha to niedoszły piłkarz Ruchu. Na Cichej dobrze pamiętają, jak Bandrowski mnożył wymagania i problemy, żeby tylko wykpić się z danego słowa i doprowadzić do zerwania rozmów.

Tuż przed końcem pierwszej połowy piłkarskie święto zamieniło się na chwilę w ligową codzienność. Pseudokibice zaczęli ganiać się po koronie stadionu, ochroniarze przypomnieli sobie, że są w pracy. Szkoda, że fani nie potrafili wziąć przykładu z młodych piłkarzy Szkółki Piłkarskiej "Gol" z Jeleniej Góry, którzy przed meczem zastanawiali się komu będą kibicować, aż w końcu jeden z nich zaproponował by krzyczeć - "Ruch! Ruch! Kolejorz!" - i w ten sposób docenić oba kluby.

Na awans Ruchu do finału zapracowało trzech trenerów - Fornalik, Bogusław Pietrzak i Duszan Radolsky. Działacze liczyli, że trio stawi się na Śląskim w komplecie, ale niestety Słowak musiał zostać w domu. - Sprawy rodzinne. Sercem jestem za Ruchem, ale Lech to bardzo mocny zespół. Chorzowianie nie mogą przysnąć nawet na chwilę - przestrzegał Radolsky. Ta chwila, niestety, zdarzyła się na początku drugiej połowy. Poznaniacy szybko wymienili piłkę, obrońcom Ruchu zakręciło się w głowach, a na koniec Sławomir Peszko mocno i celnie uderzył piłkę tuż obok wyciągniętej ręki Krzysztofa Pilarza.

Szesnaście dni temu - w lidze - Ruch też przegrywał z Lechem 0:1. Niebiescy doprowadzili jednak do wyrównania za sprawą pięknego strzału Tomasza Brzyskiego. Na Śląskim pomocnik chorzowskiej drużyny był bliski, by skopiować swój wyczyn. Tak jak w Poznaniu, pięknie ułożył stopę i zakręcił piłką tuż między spojenie słupka i poprzeczki. Różnica była jednak taka, że Turina nie popełnił błędu Krzysztofa Kotorowskiego (bronił w lidze) wyciągnął ręce tak, że jego bramkarska koszulka zatrzeszczała w szwach i pewnie odbił piłkę. - Uderzyłem podobnie, ale jednak słabiej niż w lidze. Szkoda, że jak na Turinę to za słabo - krzywił się Brzyski.

Porażka przymknęła przed Ruchem drzwi do europejskich pucharów, ale nie zamknęła ich na dobre. Teraz chorzowianie muszą ściskać kciuki za Lecha, który zwolni miejsce dla niebieskich, jeżeli wywalczy mistrzostwo Polski.

Ruch Chorzów 0

Lech Poznań 1 (0)

Bramki: 0:1 Peszko (51. z podania Rengifo)

Ruch: Pilarz - Jakubowski, Grodzicki Ż, Adamski, Brzyski - Grzyb, Pulkowski (77. Straka), Nowacki (55. Sobiech), Baran, Balaz - Jezierski Ż (65. Janoszka).

Lech: Turina Ż - Kikut, Tanevski Ż, Arboleda, Henriquez - Peszko (89. Wilk), Bandrowski Ż, Murawski, Stilić (73. Injac) - Lewandowski (90. Djurdjević), Rengifo.

Sędziował: Tomasz Mikulski (Lublin)

Widzów: 25 000

Rozmowy pod szatnią

Wojciech Grzyb

piłkarz Ruchu

Myślę, że organizatorzy popełnili błąd. Atmosfera była wspaniała, ale jeżeli by nie ograniczano na siłę liczby kibiców do 25 tysięcy, to byłoby jeszcze lepiej. Ten stadion mógł i powinien się zapełnić do ostatniego miejsca. Mam też żal do sędziego Mikulskiego. Powinien chyba prowadzić mecze kobiet. Każdą sytuację bark w bark interpretował jako faul. Szkoda, bo walka to był nasz atut, który mógł zniwelować przewagę Lecha.

Ireneusz Adamski

piłkarz Ruchu

Zaczęliśmy ten mecz z mocnym postanowieniem, że musimy wygrać, wywalczyć ten puchar! Teraz czuję niedosyt. Żal pierwszej połowy, gdy mieliśmy kilka naprawdę dobrych okazji, żeby wyjść na prowadzenie. Myślę, że to było ciekawe widowisko. Teraz koncentrujemy się tylko na walce o utrzymanie w lidze.

Tomasz Brzyski

piłkarz Ruchu

Czego zabrakło? Bramek. Chociażby jednej! Nie wiem, co się z nami stało po przerwie. Trudno tak ocenić na gorąco, ale na pewno nie graliśmy tak jakbym sobie wymarzył. Mecz przegraliśmy w pierwszej połowie, gdy zabrakło skuteczności pod bramką rywala.

Marcin Nowacki

piłkarz Ruchu

Zdobywałem już puchar w barwach Groclinu i wiem, że złoty medal ma jednak inną wartość niż ten, który wisi teraz na mojej szyi. Stworzyliśmy sobie za mało okazji pod bramką rywala, żeby cieszyć się teraz z wygranej. Szkoda, że organizatorzy nie pozwolili by mecz obejrzał komplet. Ten finał zasługiwał na taką oprawę.

Remigiusz Jezierski

piłkarz Ruchu

Graliśmy jak zawsze - na 100 procent, bez żadnych kalkulacji. Czuję duży niedosyt. Po raz drugi w karierze przegrywam finał. Nie udało mi się w Izraelu, przegrywam i w Chorzowie. Jestem bardzo rozczarowany. Liczyło się tylko zwycięstwo.

Zdaniem trenerów

Franciszek Smuda

Lech

Cieszę się z mojego pierwszego Pucharu Polski. Był to dobry mecz rozgrywany w niezłym tempie. W finale rzadko pada dużo bramek, tak było i dziś

Waldemar Fornalik

Ruch

Lech wygrał zasłużenie, ale piłkarze wstydu Śląskowi i Ruchowi nie przynieśli. W I połowie pokazaliśmy, że potrafimy grać. Po stracie gola ciężko było stworzyć jakąś sytuację

Powiedzieli

Antoni Piechniczek

senator, były selekcjoner

Zasłużone zwycięstwo Lecha. Dla Ruchu dojście do finału to duże osiągnięcie, ale więcej nie mógł osiągnąć

Mariusz Klimek

właściciel Ruchu

Gra nie była nadzwyczajna. Na taki mecz lepiej trzeba było wpuścić Fabusza niż Janoszkę

Mirosław Mosór

dyrektor Ruchu

Szkoda, tak daleko zaszliśmy. Lech miał więcej szczęścia. Jeden moment nieuwagi kosztował nas porażkę. Teraz trzymamy kciuki za Lecha.

Mariusz Śrutwa

były piłkarz Ruchu

Ruch daleko doszedł, ale w finale zabrakło armat, nie miał kto strzelać bramek. Tyły za to wypadły bardzo przyzwoicie, zdarzyła się im tylko jedna wpadka. Widać, że chłopcy bardzo chcieli, ale zabrakło szczęścia i umiejętności. Trzeba wyciągnąć wnioski, tak, żeby za rok Ruch znów zagrał w finale.

Radosław Gilewicz

były piłkarz Ruchu

Gdyby to Ruch pierwszy strzelił bramkę pewnie by wygrał. Prawie nie było sytuacji podbramkowych

not. pacz, tod