Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch jeden mecz od Europy!

Trener Waldemar Fornalik jeszcze z niebieskimi nie przegrał. Czy chorzowianom starczy sił i pomysłu, żeby zatrzymać faworyzowanego Lecha? Początek finałowego meczu o Puchar Polski o godz. 20. Na taki sukces śląska piłka czeka już 16 lat.
Finał Pucharu Polski: Ruch II Chorzów - GKS Katowice. 23 czerwca 1993 r. Bilety po 60 i 90 tys. zł. Kobiety i młodzież szkolna wchodzą za darmo. Początek o godz. 18... Takiej treści plakat wciąż wisi na ścianie sali konferencyjnej, w której spotkali się przed wtorkowym finałem trenerzy Ruchu i Lecha. Spotkanie sprzed 16 lat było ostatnim finałem PP, który odbył się na Śląskim. - Byłem na tym meczu. Jeszcze jako nastolatek! Porażka Ruchu była dla mnie wielkim rozczarowaniem. Mam nadzieję, że teraz będzie odwrotnie - mówił Wojciech Grzyb, kapitan niebieskich.

Ruch jest ostatnim śląskim klubem, który zdobył cenne trofeum, a działo się to aż 16 lat temu. Niebiescy ograli wtedy GKS Bełchatów (1:0) i zdobyli Puchar po raz trzeci w historii klubu. - Warto walczyć o zwycięstwo, bo wielu z nas może już nigdy nie dostać takiej szansy - podkreślał Grzyb.

Waldemar Fornalik i Franciszek Smuda - trenerzy obu klubów - przed pierwszym gwizdkiem nie szczędzą sobie komplementów. - To dla nas wielkie wyróżnienie, że zagramy o Puchar właśnie z Lechem. Pokazali w tym sezonie - szczególnie w europejskich pucharach - kawał dobrej piłki - chwalił szkoleniowiec Ruchu. - Ale się nasłuchałem komplementów - żartował Smuda. - To nie będę dłużny... Forma Ruchu na pewno idzie w górę. W ostatnich tygodniach nie przegrywają. Ograli dwa razy Legię. Mało? - pytał szkoleniowiec.

Smuda podkreślał, że o zwycięstwie zadecyduje dyspozycja dnia i szczęście pod bramką. - Szanse oceniam 50 na 50 - kontynuował. - Fakt, zadecyduje forma dnia, ale to na pewno nie Ruch jest faworytem - dodał Grzyb.

Za niebieskich będzie zdzierać gardła ponad 15 tys. kibiców, ale piłkarzom Lecha na pewno nie będą z tego powodu drżeć łydki.

- W europejskich pucharach grali na równie gorących stadionach i jednak dawali radę - przypomniał Grzyb. - To jest finał! Nie ma znaczenia, czy mecz odbędzie się w Warszawie, na Śląskim, czy na stadionie przy ulicy Cichej - podkreślał Smuda.

W tym sezonie bilans potyczek Ruchu z Lechem jest zdecydowanie na korzyść niebieskich, którzy jesienią pewnie wygrali na Cichej, a kilkanaście dni temu zremisowali w Poznaniu.

- Nie ma co do tego wracać. Mecz w Chorzowie przegraliśmy na własne życzenie. Ośmiu zawodników wracało wtedy do gry po meczach w reprezentacjach swoich krajów. Trudy podróży odczuwali między innymi Hernan Rengifo czy Semir Stilić - przypomniał Smuda. Teraz Rengifo też nie jest w pełni sił, ale trener Lecha zapewnia, że we wtorek wieczorem będzie gotowy do gry. Fornalik nie może liczyć na kontuzjowanych Marcina Zająca i Macieja Sadloka. Pod znakiem zapytania stoi też występ Krzysztofa Nykiela. - Dla nas ten mecz będzie nagrodą, odskocznią od ligowej piłki. Wierzę, że moi piłkarze będą chcieli się pokazać z jak najlepszej strony - mówił Fornalik. Wygrana zapewni piłkarzom Ruchu nie tylko 300 tys. zł nagrody, ale i awans do europejskich rozgrywek.

Na pucharowy sukces niebieskich pracowało w tym sezonie trzech trenerów. Działacze nie zapomnieli o Duszanie Radolskim i Bogusławie Pietrzaku, którzy również będą ściskać kciuki za zespół. Na Śląski wybiera się też legendarny Gerard Cieślik. - Jeżeli zdrowie mu pozwoli, to na pewno będzie razem z Ruchem - zapewnił Jan Rudnow - były piłkarz i trener niebieskich - który ma towarzyszyć Cieślikowi.