Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch, Puchar Polski i przeklęty Śląski

Piąty raz w historii klubu niebiescy będą walczyć o cenne trofeum na chorzowskim obiekcie. To... nie jest dobra wiadomość! Chociaż przed laty o sile Ruchu stanowili tej klasy piłkarze co Eugeniusz Lerch, Antoni Nieroba czy Eugeniusz Faber, cztery poprzednie finały na Śląskim kończyły się porażkami niebieskich.
Ekstraklasa.tv: Ruch znów strzeli Lechowi taką bramkę? »

- Chce pan rozmawiać o moich meczach w finale Pucharu Polski? A o czym tu gadać, wszystko przegrałem - śmieje się 70-letni Faber. W latach 60. był bożyszczem chorzowskich kibiców. Nieśmiertelność zapewniła mu niesamowita łatwość zdobywania goli, których strzelił dla niebieskich aż 104 (w 284 ligowych meczach). Faber dwa razy zdobywał z Ruchem mistrzostwo Polski, ale upragnionego pucharu nad głowę nigdy nie podniósł. - Mój bilans to dwa finały na Śląskim i dwie porażki - wspomina Faber, który kończył karierę we francuskim RC Lens i w kraju na Sekwaną mieszka do dziś.

Swój pierwszy finał przegrał w roku 1963 z Zagłębiem Sosnowiec. - Jechaliśmy na Śląski jak po swoje. Byliśmy u siebie - w Chorzowie - pewni tego, że Zagłębie nam nie podskoczy. No i byliśmy też zdecydowanie lepsi, ale Witek Szyguła zamurował bramkę - mówi Faber.

Skończyło się porażką 0:2, a drugą bramkę dla Zagłębia strzelił Andrzej Gaik. - Zdecydowanie lepsi? Chyba się Genkowi coś pomieszało - żartuje Gaik. - W gazetach pisali, że na meczu było 70 tys. kibiców, ale wszyscy wiedzieli, że na trybunach było i 100 tys. ludzi. Nie baliśmy się Ruchu, bo za naszymi plecami też stało ponad 30 tys. fanów z Sosnowca - mówi Gaik, który nawet po 46 latach potrafi z precyzją chirurga odtworzyć sytuację, po której wpadł drugi gol.

- Zmieniłem się miejscami z Józkiem Gałeczką - on poszedł na prawe skrzydło, a ja do środka. Dostałem piłkę od Witolda "Gigi" Majewskiego, niemal na środku boiska. Biegłem z nią ile sił, a za mną kilku piłkarzy Ruchu. Najdłużej nie dawał za wygraną Mietek Siemierski, zwany też Siekierą. Jeszcze po latach, gdy spotkałem się z Siekierą na kuracji, ten dopytywał się, skąd miałem tyle sił! Strzelałem z linii pola karnego. Niemal upadłem, a piłka po słupku wtoczyła się do bramki. Pamiętam, że po meczu nasi kibice wracali do Sosnowca autostradą na piechotę! Do późnej nocy śpiewali pod moimi oknami - uśmiecha się 67-letni Gaik.

Pięć lat później Ruch znowu walczył o Puchar na Śląskim, tym razem chorzowianie mieli za rywala Górnika Zabrze. - Trzy dni wcześniej wygraliśmy z Górnikiem na Śląskim (3:1) i zapewniliśmy sobie mistrzostwo Polski. W klubie trwało wielkie świętowanie. Pewnie, że znajdą się tacy, którzy będą twierdzić, że był układ - mistrzostwo za Puchar - ale to nieprawda. Na koniec cały Śląsk cieszył się, że obydwa cenne trofea zostały w naszym regionie, a nie pojechały na przykład do Warszawy. To były inne czasy. Piłkarze Ruchu i Górnika żyli w zgodzie. Działacze się przyjaźnili, nawet kibice pozostawali w dobrych relacjach - opowiada 62-letni Jan Rudnow, mistrz Polski w niebieskich barwach z roku 1968.

Przełom lat 60. i 70. był okresem pucharowej dominacji Górnika, który triumfował w tych rozgrywkach aż pięć razy z rzędu. Po drodze - w roku 1970 - zabrzanie po raz kolejny ograli Ruch.

- Dobrze nam się ten mecz ułożył. Pierwszą bramkę strzelił Józik [zmarły przed dwoma laty Józef Gomoluch - przyp. red.], potem jednak Górnik szybko sprowadził nas na ziemię. Czułem, że mój czas w Ruchu dobiega końca, marzyłem o tym Pucharze, ale - widać - nie było mi dane. Co ciekawe, nie powiodło mi się też we Francji. W 1975 roku doszedłem do finału razem z RC Lens. Na Stade de France naszym rywalem był zespół St. Etienne. Domyśla się pan, jaki był wynik? A jakże, przegraliśmy 0:2. Oj, nie dla mnie krajowe puchary - uśmiecha się Faber.

Finał wraca na Stadion Śląski po 16 latach przerwy. W 1993 roku nieoczekiwanym finalistą i rywalem GKS-u Katowice została rezerwowa drużyna Ruchu, która po drodze musiała wyeliminować aż 14 klubów. Finałowe spotkanie nie miało takiej oprawy jak przed laty. Marian Janoszka, który strzelił wtedy gola dla "Gieksy", wspomina, że na trybunach zasiadło niewiele ponad 10 tys. fanów. - Do finału prowadziła długa i kręta droga. Zaczęliśmy od 3:0 z Wawelem Wirek, grałem wtedy w ataku razem z Tomkiem Jaworkiem - wspomina Maciej Mizia, który dziś prowadzi w Sosnowcu szkółkę piłkarską.

- Z czasem rezerwę wzmacniało coraz więcej piłkarzy z pierwszej drużyny, która nie awansowała do ćwierćfinału po porażce z Widzewem Łódź. A sam finał? Nie grałem z powodu przewlekłej kontuzji kręgosłupa, której nabawiłem się właśnie w pucharowym meczu z Rakowem Częstochowa. Przegraliśmy pechowo po karnych [decydującej jedenastki nie wykorzystał Radosław Gilewicz - przyp. red.] - dodaje 44-letni Mizia.

A jak będzie dzisiaj? - Sercem i duchem zawsze za Ruchem! - uśmiecha się Rudnow. - Po tym, jak zespół objął trener Waldemar Fornalik, jeszcze nie przegrali. Wierzę, że ograją i Lecha - dodaje.

- Odżyłem po ligowej wygranej z Arką. Z dobrymi wieściami z Gdyni zadzwonił do mnie kolega z... Paryża. Co poniedziałek rozmawiam z Asiu Marksem [Joachim Marx, kolejny piłkarz Ruchu, który po zakończeniu kariery osiadł we Francji - przyp. red.]. Plotkujemy przez pół godziny o grze Ruchu, ale i o formie innych drużyn, których mecze oglądamy w telewizji. I wie pan co? Ruch wcale nie jest bez szans. Tylko ten przeklęty Śląski - uśmiecha się Faber.

Finały PP Ruchu na Śląskim

1 maja 1963 r., Zagłębie Sosnowiec - Ruch Chorzów 2:0 (1:0)

26 czerwca 1968 r., Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 3:0 (1:0)

20 kwietnia 1970 r., Górnik Zabrze - Ruch Chorzów 3:1 (0:1)

23 czerwca 1993 r., Ruch II Chorzów - GKS Katowice 1:1 (1:0, 1:1), karne: 4:5