Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ruch Chorzów wydarł punkt Lechowi

Chorzowianie nie pokazali w meczu z Lechem nic wielkiego, ale spokojnie wywieźli punkt z Poznania. Początek tego nie zapowiadał.
Akcje "Kolejorza" prowadzone prawym skrzydłem siały trochę popłochu pod bramką Krzysztofa Pilarza. Tylko trochę, bo groźnych strzałów nie było. I być nie mogło, bo na bramkę strzelali głową niewysocy Sławomir Peszko i Jakub Wilk.

Tradycyjnie problemy miał też Robert Lewandowski. Choć co chwilę sięgał po inny zwód ze swojego całkiem bogatego repertuaru, to szybko okazywało się, że tłoku bardziej przydatne były kilogramy i mięśnie Rafała Grodzickiego. To on skutecznie powstrzymywał snajpera Lecha. Lewandowski największe brawa dostał w 23. min, ale za akcję na środku boiska, gdy skutecznie chronił piłkę atakowany przez trzech rywali.

Jeszcze głośniejsze oklaski usłyszał Krzysztof Kotorowski, gdy trzynaście minut później wygrał pojedynek sam na sam z Łukaszem Janoszką. Napastnik Ruchu miał mnóstwo miejsca (Manuel Arboleda zapodział się pod bramką chorzowian) i czasu, ale trafił w bramkarza Lecha.

Lech zdobył gola po kontrataku w ostatniej minucie przed przerwą. Bodaj najlepszy w poznańskiej ekipie Peszko rozpoczął akcję, a potem zagrał pod bramkę tak, że Lewandowski wepchnął piłkę z bliska bez problemów. Wreszcie miał trochę miejsca, bo większość rywali była tym razem poza polem karnym.

Bramkarz Lecha Kotorowski pewnie byłby jednym z bohaterów meczu, gdyby nie strzał Tomasza Brzyskiego z rzutu wolnego w 66. min. Obrońca Ruchu uderzał prawie spod linii autowej, ale zaskoczył bramkarza "Kolejorza" tym, że trafił tuż przy bliższym słupku. - Na początku chciałem dośrodkowywać w pole karne. Zobaczyłem jednak, że Kotorowski nie jest najlepiej ustawiony i zdecydowałem się na strzał w krótki róg - mówił Brzyski.

Do końca było prawie pół godziny, ale Lech stworzył w tym czasie tylko jedną sytuację bramkową - po ładnej akcji Rafał Murawski trafił w Pilarza. Ruch pokazał gospodarzom, jak ci powinni grać na utrzymanie wyniku. Przesunął się na poznańską połowę i Pilarz, zamiast zwijać się w opałach, raczej solidnie się wynudził.

Lech Poznań - Ruch Chorzów 1:1 (1:0)

Bramki: 1:0 Lewandowski (45.), 1:1 Brzyski (66., z rzutu wolnego)

Lech: Kotorowski - Kikut, Bosacki (64. Tanevski), Arboleda, Henriquez - Murawski, Bandrowski (78. Cueto) - Peszko Ż, Stilić, Wilk - Lewandowski.

Ruch: Pilarz - Nykiel Ż (34. Adamski), Brzyski Ż , Kieruzel Ż , Brzyski - Straka Ż , Baran, Pulkowski - Grzyb, Balaz Ż (90.+3 Nowacki) - Janoszka (86. Jezierski).

Sędziował: Adam Kajzer (Rzeszów). Widzów: 17000.



Rozmowy po meczu

Waldemar Fornalik, trener Ruchu: W naszej sytuacji każdy punkt jest bezcenny. Tym bardziej, że graliśmy na boisku Lecha, drużyny bardzo dobrej, która walczy o mistrzostwo Polski. Cieszę się tym bardziej, że pokazaliśmy charakter - przegrywaliśmy, a jednak wyrównaliśmy. Pewnie byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby Łukasz Janoszka wykorzystał sytuację przy stanie 0:0. Ale nie bądźmy pazerni, jestem zadowolony i z wyniku, i z tego, jak się zaprezentowaliśmy.

Franciszek Smuda, trener Lecha: Gdy jedna drużyna walczy o tytuł, a druga o uniknięcie spadku, to zawsze jest dużo nerwowości. W takich meczach jak dzisiaj jedna bramka musi wystarczyć, a tu tracimy kolejnego gola przez bramkarza, po strzale z dalszej odległości. Tego nie można już znieść. W następnym meczu do bramki wróci Turina. Nie kazałem piłkarzom tylko się bronić w drugiej połowie. Przysięgam, że kazałem im atakować, tak jak w pierwszej połowie.

Tomasz Brzyski, obrońca Ruchu: Punkt zdobyty w Poznaniu, z zespołem z czołówki tabeli, jakim jest Lech, jest dla nas bardzo cenny. Gola straciliśmy moim zdaniem trochę niefortunnie, tuż przed przerwą. Na szczęście udało się wyrównać i dowieźć remis do końca.

Dariusz Gęsior, menedżer Ruchu: Lech w pierwszej połowie miał przewagę, ale do momentu strzelenia gola to tylko Ruch stworzył sobie stuprocentową sytuację, gdy Janoszka przestrzelił. W drugiej połowie chorzowianie starali się grać do przodu i można było mieć obawy, czy to nie skończy się jakąś kontrą, ale okazało się, że lechici nie stworzyli większego zagrożenia pod bramką Pilarza.
Hajto porównuję Legię i Lecha, z którymi ostatnio grał


not. pele, nos