Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Szczęsny: Wrócę mocniejszy niż byłem

Wyrok jest w miarę łagodny, wyjdę na boisko około 20 kwietnia. Nic mnie nie powstrzyma, ten uraz też - mówi Sport.pl bramkarz Arsenalu, który we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Barceloną zszedł z boiska z powodu kontuzji dłoni.
0 : 1
-
SPORT.PL na FACEBOOK-u - wejdź na nasz profil, zostań fanem. Komentuj, dyskutuj, radź >

Robert Błoński: Operacja nie jest konieczna, czyli nie należy spisywać tego sezonu na straty...

Wojciech Szczęsny: Przez cztery tygodnie zupełnie nie mogę ruszać kontuzjowanym palcem. Później prześwietlenie, rehabilitacja, po dwóch kolejnych tygodniach może wrócę na boisko. Około 20 kwietnia. Po tym, czego się spodziewałem, wyrok jest w miarę łagodny. Jeszcze w środę wydawało się, że ścięgno jest tylko naderwane, ale okazało się, że jest zupełnie zerwane i było niemal pewne, że czeka mnie operacja. Dopiero w czwartek specjalista dokładnie wszystko obejrzał i stwierdził, że przy dobrym usztywnieniu ścięgno zrośnie się samo.

Jak doszło do tego urazu?

- Kontuzja palca to dla bramkarza chleb powszedni. Czasem piłka trafi tak, że tylko zaboli, a czasem efektem jest zerwane ścięgno. Nie mogłem wyprostować palca. Na treningu takich sytuacji, że bramkarz wybija sobie palec, jest mnóstwo. Tym razem dostałem niefortunnie w wyprostowany palec i musiałem zejść z boiska. Dobrze, że chociaż udało mi się utrzymać piłkę w rękach. Popełniłem jednak błąd techniczny i zrobiłem sobie "kuku".

Zejście w 20. minucie meczu z Barceloną na Camp Nou to chyba duże nieszczęście.

- Wszystko dotarło do mnie w chwili, kiedy lekarz powiedział, że nie ma szans, bym dalej grał, że to nie drobny uraz. Uczucie było okropne. Opuszczając boisko, musiałem się mocno powstrzymywać przed łzami. Schodziłem z niego w meczu, o którym zawsze marzyłem. W szatni czułem ogromną bezradność, bo nic już nie mogłem zrobić, a tak bardzo chciałem grać.

Arsenal planuje wypożyczyć innego bramkarza?

- Nie mam pojęcia, nie byłem w klubie, ale nie byłbym zdziwiony.

Przeżywam mocno całą sytuację, smutno, że tak się stało. Ale to nie powstrzyma mnie przed tym, by jak najszybciej wrócić, i to mocniejszym niż byłem. To nie długi i skomplikowany uraz, rozwoju nie zastopuje. Jak się spojrzy na bramkarzy, mało jest takich, których nic nie bolało. Wiem, że to nie jest mój pierwszy ani ostatni raz. Dobrze, że skończyło się tak jak teraz i w tym sezonie jeszcze wrócę między słupki.

Jak potoczą się twoje losy w klubie?

- Po powrocie zrobię wszystko, by odzyskać swoje miejsce w bramce, i udowodnię, że mi się należy. Nie wiem, co zrobi boss, ale ze swojej strony postaram się, by miał prosty wybór. Choć trzeba docenić Almunię za grę w Barcelonie. Dzięki niemu skończyło się tylko 1:3. Ale to nie znaczy, że po jednym meczu oddaję mu miejsce w bramce.

Barcelona była do wyeliminowania?

- Absolutnie zasłużyła na awans, nie mam wątpliwości. Ale mogliśmy ją wyeliminować, tylko że teraz to już gdybanie. Awansował zespół zdecydowanie lepszy tego dnia. Statystyki mówią za siebie: 19-0 w strzałach świadczy o dużej różnicy. Graliśmy z najlepszą drużyną świata. Raz ją pokonaliśmy, w drugim spotkaniu pokazali, dlaczego są najlepsi. Angielska liga jest moim zdaniem najlepsza i najbardziej widowiskowa na świecie, ale najlepszy klub świata gra w Hiszpanii. Barca nie musi raz na jakiś czas pojechać na mecz do Stoke, gdzie rywale eliminują trzech graczy. Oni takich problemów nie mają. Kontuzji jest mniej niż w Anglii.

Nim zagraliście w Barcelonie, Arsenal przegrał finał Pucharu Ligi Angielskiej z Birmingham po twoim nieporozumieniu z Laurentem Koscielnym.

- Mówiłem, że zdarzą mi się błędy czy słabsze mecze, i tak jest. Zupełnie się tym nie przejmuję, na mnie nie zrobiło to wrażenia, choć byłem wkurzony porażką. Styl przestał mieć znaczenie. Pomogło mi to, że po rozmowach z trenerami i tatą żaden nie miał do mnie pretensji. Wyglądało to rzeczywiście głupio, kiedy wypuściłem piłkę z rąk, a wcześniej krzyknąłem, że ją złapię. Gol był kuriozalny, ale ja się o niego nie obwiniałem.

W ćwierćfinale Pucharu Anglii Arsenal gra w sobotę z Manchesterem United, do którego traci w lidze trzy punkty. Do zdobycia wciąż zostały dwa trofea.

- Puchar zdobędzie pewnie zwycięzca sobotniego spotkania i mam nadzieję, że nie będzie to Manchester. Tak samo uważam, że jesteśmy faworytem do mistrzostwa. Arsenal jest najrówniej grającą drużynę w Premiership. Od prawie trzech miesięcy nie przegraliśmy - ostatni raz w lidze pokonało nas właśnie United. A tutaj nie ma łatwych meczów, remisy - jak ostatnio 0:0 z Sunderlandem - się zdarzają. Z 12 meczów wygraliśmy dziewięć, jak utrzymamy ten bilans i nie przegramy już spotkania, wywalczymy tytuł. MU i Arsenal to w tej chwili dwa najlepsze angielskie kluby, w każdym tygodniu jesteśmy w stanie zagrać dobrze. To samo drużyna sir Aleksa Fergusona.

Czytaj o Lidze Mistrzów i Wojciechu Szczęsnym »


Więcej o: