Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Belgia podziwia Wasilewskiego

- Sam byłem w szoku, że trener dał mi zagrać od pierwszej do ostatniej minuty - mówi po wygranym 2:1 meczu z Zulte obrońca Anderlechtu Marcin Wasilewski, który strzelił pierwszego gola. 15 miesięcy temu rywal złamał mu kość piszczelową i strzałkową. Polak przeszedł pięć operacji
- Cieszę się, że wrócił po tak ciężkiej kontuzji. Nic więcej nie mogę powiedzieć, bo po tym urazie nie widziałem go na boisku. Niech gra jak najwięcej, przed nikim nie zamykam drogi do reprezentacji - mówi selekcjoner Franciszek Smuda.

Kiedy powrót do kadry

Belgijska prasa pieje z zachwytu. Zdjęcia Wasilewskiego cieszącego się po golu widniały wczoraj na czołówkach stron sportowych wszystkich gazet. W "La Derniere Heure" w sondzie na piłkarza kolejki Polak dostał ponad 80 procent głosów! - Zapowiedziałem Wasylowi przed meczem, że jeżeli strzeli gola, wszystkim stawia szampana. Teraz musi to zrobić, inaczej ściągniemy pieniądze z jego pensji. Mówiąc poważnie, to prawdziwy lider, w drugiej połowie, krzyczał najwięcej i najgłośniej ze wszystkich - opowiadał bramkarz Silvio Proto.

Taki Wasilewski przydałby się w reprezentacji. Gdyby odzyskał formę i sprawność fizyczną sprzed kontuzji, której doznał 30 sierpnia 2009 roku, selekcjoner miałby rozwiązany problem prawej obrony. Formacji, w której ma największy deficyt dobrych piłkarzy.

Dziś pewniakiem jest dość podatny na urazy 24-letni Łukasz Piszczek z Borussii Dortmund. Wartościowego zmiennika nie ma. Grający na co dzień w drużynie mistrza Belgii Wasilewski, wydaje się dobrym kandydatem. Do czasu kontuzji wystąpił w większości meczów kadry Leo Beenhakkera. Był na Euro 2008, a Holender mówił o nim "mój Schwarzenegger".

- W trakcie ostatnich wakacji spotkałem trenera Smudę na meczu ligowym - opowiada Wasilewski. - Powiedział, że jak tylko znowu będę grał w klubie, da mi szansę. Mam więc nadzieję, że w temacie reprezentacji nie wszystko jest dla mnie stracone.

Następny mecz w pełnym składzie kadra rozegra dziewiątego lutego. Przeciwnik nie jest znany. 25 i 29 marca rywalami Polaków będą Litwa oraz Grecja. Mecze poprzedzi kilkudniowe zgrupowanie. Jeśli Wasilewski będzie regularnie grać w Belgii, trudno sobie wyobrazić, żeby Smuda go nie powołał.

Pewniak Jacobsa

W poprzednią sobotę 30-letni Polak wszedł na boisko w 84. minucie meczu z Charleroi. Minęło osiem dni i zagrał w podstawowej jedenastce.

- Wszystko dzieje się szybciej, niż mógłbym sobie wymarzyć, ale to nie jest tylko przypadek - opowiada piłkarz. - Przez te wszystkie dni, tygodnie i miesiące cierpliwie walczyłem o powrót. Przeszedłem gehennę, ale od razu po wypadku powiedziałem sobie, że jeszcze zagram w piłkę. Stawiałem przed sobą konkretne cele i realizowałem je krok po kroku. Pierwszym było sprawne chodzenie. Ostatnim jest powrót do kadry. Dziś tak daleko nie sięgam, tylko koncentruję na poszczególnych etapach. Ale właśnie pokonałem kolejny szczebel - wróciłem do jedenastki Anderlechtu. O tym, że wystąpię z Zulte, dowiedziałem się dzień przed meczem. Trener Jacobs zapytał, jak się czuję i czy dam radę. W drużynie nie ma kontuzji, reprezentant Belgii Guillaume Gillet, z którym rywalizuję o miejsce w składzie, zagrał na prawej pomocy. Cieszę się, że tak szybko dostałem szansę. Najważniejsze, że w niedzielę nie miałem najmniejszego problemu z nogą, nic mnie nie bolało. Wślizgi robiłem normalnie, zarobiłem żółtą kartkę. Grałem poprawnie, zachwyty belgijskich gazet są na wyrost - ocenia Wasilewski.

Pierwsza połowa zbliżała się do końca, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Polak z pięciu metrów strzelił głową bramkę. Drużyna eksplodowała radością. Wasilewski, machając zgiętymi w łokciach rękami, pobiegł do kibiców Anderlechtu podziękować im za wsparcie. - Kiedy wchodzę na boisko, krzyczą: "Wasyl, Wasyl", właśnie tak charakterystycznie machając rękami. Chciałem się odwdzięczyć - opowiada piłkarz, któremu w czerwcu kończy się umowa z drużyną mistrza Belgii. - Jeśli tylko dostanę propozycję, przedłużam ją bez wahania. Anderlecht ma u mnie pierwszeństwo za to, jak zajął się mną w ciężkich chwilach. Nigdy im tego nie zapomnę. Nawet jeśli zgłosi się Chelsea czy Manchester United, będą musieli zaczekać.

Zasłużył na pomnik

W Anderlechcie euforia : - Myślę, że właśnie dokonaliśmy naszego pierwszego zimowego transferu. Jeżeli dalej będzie tak grać, na pewno przedłużymy z nim kontrakt. Zaproponuję to wkrótce zarządowi - powiedział menedżer Herman Van Holsebeeck. I dodał : - Od kibiców zasłużył na pomnik.

- Z czasem prawie zapomnieliśmy, że on tak dobrze potrafi grać głową - stwierdził prezes Roger Vanden Stock. - Po golu widziałem w jego oczach wielkie szczęście. Zdobyliśmy trzy punkty, ale widzieliśmy też zwycięstwo człowieka. Wspaniała wiadomość również dla nas, bo wszyscy cierpieliśmy z nim - dodał jego konkurent z obrony Gillet.

23 stycznia Anderlecht gra ze Standardem Liege. Wasilewski znowu spotka na boisku Axela Witsela, który 15 miesięcy temu brutalnie go sfaulował. Belg chce osobiście przeprosić polskiego piłkarza.



Jürgen Geril

dziennikarz "Nieuwsblad"

Nikt się nie spodziewał, że Marcin z Waregem zagra od początku. W kilku momentach widać było, że brakuje mu ogrania, był nieco zachowawczy, ale generalnie zaprezentował się dobrze. Najważniejsze dla niego, że nie myślał o tym, co się stało 15 miesięcy temu, choć nie używał nadmiernie swoich charakterystycznych wślizgów.

Przed kontuzją Marcin dał się poznać raczej dlatego, że nie zaliczał się do piłkarzy o wielkich umiejętnościach technicznych. Pod tym względem nie pasował do Anderlechtu, który preferuje zawodników grających ładnie. Po kontuzji stał się bohaterem klubu. Nawet kiedy nie grał, nie było meczu, na którym kibice Anderlechtu nie skandowali jego nazwiska.

Zasłużył sobie na taki szacunek nie tylko tym, że miał pecha i został brutalnie sfaulowany. Nawet kiedy się leczył, nie opuścił Belgii, dzień w dzień przychodził do klubu i spędzał po osiem godzin, spotykał się i rozmawiał z kibicami. Normalny człowiek, po wypadku, który spotkał Wasilewskiego, pewnie by się poddał. On pokazał silny charakter wielkiego sportowca. Dziś wszyscy w Belgii to doceniają.

Kolejne trafienie Roberta Lewandowskiego»


Więcej o: