Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Marek Leśniak: Boję się o Wichniarka

- Bayern będzie mistrzem, a Ribery jest lepszy od Ronaldo - mówi przed startem niemieckiej Bundesligi Marek Leśniak, były piłkarz reprezentacji Polski, a także Bayeru Leverkusen, Uerdingen i Wattenscheid, strzelec 42 goli w Bundeslidze
>> Konkurs *Załoga G*. Łap nagrody

Z Markiem Leśniakiem rozmawia Piotr Kalisz

Kto w tym roku wygra Bundesligę?

- Bayern. Ma w składzie Francka Ribery'ego, który jest lepszym piłkarzem od Cristiano Ronaldo. Nic dziwnego, że Bayern zażyczył sobie za niego 100 milionów euro, bo po prostu nie chciał go stracić. Z Bayernem powalczy aktualny mistrz VfL Wolfsburg, ale tam nie ma już trenera Feliksa Magatha. Wspaniały fachowiec objął Schalke, dlatego ten zespół też trzeba wymieniać w gronie faworytów. Jest jeszcze Werder Brema. W zeszłym sezonie grał słabo, w tym będzie w czubie.

Jakieś niespodzianki? Ktoś na miarę rewelacji ubiegłego sezonu, Hoffenheim?

- Nie będzie żadnych niespodzianek. A Hoffenheim teraz będzie bez szans. Namieszać w czołówce mogą jeszcze, prócz wymienionych, VfB Stuttgart i Borussia Dortmund. A ja trzymam kciuki za Bayer Leverkusen, w którym jako piłkarz spędziłem kilka lat.

Pewnie trzyma pan też kciuki za Polaków, którzy teraz grają w Bundeslidze.

- Mam stały kontakt z Arturem Wichniarkiem. Szkoda, że Arminia Bielefeld spadła z ligi, tam wszyscy grali pod Artura i mógł się pokazać. Teraz, po trzech latach wrócił do Herthy Berlin. Problem w tym, że tu nigdy nie szło mu najlepiej. Jest już lepszym zawodnikiem, ale mam obawy, czy będzie równie bramkostrzelny. Liczę na dobrą grę Kuby Błaszczykowskiego. To nie przypadek, że interesowały się nim kluby z Anglii. Kuba, jak jest zdrowy, jest jednym z najlepszych piłkarzy w Bundeslidze. Trener Jurgen Klopp chce, by grał w ataku, ale moim zdaniem powinien zostać na prawej pomocy. Jacek Krzynówek gra niestety w słabym zespole. Hannover nie będzie miał nic do powiedzenia w tym sezonie. Walka o 10. miejsce to szczyt możliwości tego klubu. Jedynym pozytywem jest to, że Jacek sobie na pewno pogra. W Hercie jest jeszcze Łukasz Piszczek, ale on mało gra. Moim zdaniem powinien pomyśleć nad zmianą klubu.

A pan czym się teraz zajmuje? Miał pan wrócić do Polski i trenować pierwszoligowca - Tura Turek.

- Nie udało się. Mam drugi stopień trenerski, Tur musiał zatrudnić szkoleniowca z pierwszym stopniem. PZPN nie wyraził zgody, żebym został trenerem. Dla mnie to dziwne. W Niemczech, jeśli jakiś trener obejmuje zespół i nie ma odpowiednich papierów, dostaje termin, rok czy dwa, żeby je zrobić. PZPN nie dał mi takiej szansy. Szkoda.

Więc wrócił pan do Niemiec.

- Tak. Objąłem zespół, który trenowałem już cztery lata wcześniej - SSVg Velbert (5. liga niemiecka). Chcę zrobić pierwszy stopień trenerski, a potem rozejrzeć się za zespołami, które grają w wyższych ligach. Tyle, że taka szkoła trenerska to nie jest prosta sprawa. Zajęcia trwają 11 miesięcy, cztery dni w tygodniu, po parę godzin dziennie. Jak czas pozwoli, to w przyszłym roku się tym zajmę.

"Trenerka" sprawia panu dużo satysfakcji?

- Mnóstwo. Ja się z piłką urodziłem i chyba z nią umrę (śmiech). Wszystko w moim życiu kręci się wokół piłki i nie powiem, żebym z tego powodu narzekał. Sam się jeszcze ruszam, gram z chłopakami, trenuję ich, oglądam mecze - to wielka frajda. W tym roku chcę wprowadzić mój zespół do 4. ligi. Jeśli się uda, będzie to mój mały trenerski sukces.

W piłkę gra pana syn, Wojciech. Jest szansa, że zobaczymy kiedyś Leśniaka juniora w polskiej kadrze?

- Słyszałem, że do Ruchu Chorzów trafił Niemiec Paul Grischok. To chłopak, z którym Wojtek grał w Bayerze Leverkusen [do 16 roku życia, teraz ma 23 lata]. A gdy Wojtek był na boisku, Paul grzał ławę. Teraz Wojtek będzie grał w Rot-Weiss Essen (4. liga niemiecka). Mógłby występować w polskiej lidze, ale nie chcę go do Polski wysyłać. Wolę, żeby był ze mną w Niemczech. Jestem przekonany, że mógłby kiedyś trafić do pierwszej reprezentacji Polski. Gdyby grał w polskiej lidze, ktoś by go na pewno dostrzegł. Niestety, ciągną się za nim kontuzje, niedawno miał operację kręgosłupa.

Widać, że śledzi pan polską piłkę. W ekstraklasie też ma pan upatrzonych faworytów?

- Dwóch. Wisłę i Legię. Bardzo chciałbym, żeby już w tym sezonie do ekstraklasy weszła Pogoń. To zespół, z którego wyszedłem. Czytałem, że na inaugurację 1. ligi w Szczecinie było 12 tysięcy kibiców. To robi wrażenie. Takie wsparcie może piłkarzy wywindować o klasę rozgrywkową wyżej.

A nasza kadra? Jak ocenia pan pracę Leo Beenhakkera?

- Oglądałem mecz Niemcy-Polska na mistrzostwach Europy w zeszłym roku i to było przykre doświadczenie. Przykre, bo zespół, który tak dobrze spisuje się w eliminacjach, tak słabo zaprezentował się w turnieju. Nie wiem, dlaczego gramy jednym napastnikiem, a z pięcioma czy sześcioma obrońcami. Po co taka defensywa? To strach? Prędzej czy później i tak tracimy gola, a szans na strzelenie go jest mało. Piłkarzy mamy niezłych, może niektórych paraliżują turnieje? Wiem tylko, że jeśli zakwalifikujemy się do mistrzostw świata, to chciałbym oglądać dwóch, trzech piłkarzy w napadzie.

Na przykład Artura Wichniarka?

- To był błąd Beenhakkera, że nie dawał szans Arturowi w kadrze. Nie wiem, w jakiej formie jest teraz, ale był okres, kiedy jednym tchem wymieniało się go wśród zaledwie kilku najlepszych napastników Bundesligi. Nie strzelał kilku bramek, tylko kilkanaście. Nie wiem, czym selekcjoner się kierował, nie wystawiając go do gry. Ale nawet nie znam tego pana, ocenianie go i jego poczynań tylko po tym, co widzę w telewizji czy w prasie nie jest fair. Po prostu twierdzę, że zrobił błąd.

Wspomina pan czasem swoje przygody z reprezentacją? Np. tę sytuację, gdy w 1993 roku w zremisowanym 1:1 meczu z Anglią w Chorzowie był pan sam na sam z bramkarzem, a gola nie strzelił? Dariusz Szpakowski, komentując ten mecz, krzyknął wtedy "Jezus Maria"!

- No nie, a już myślałem, że mi się upiecze! (śmiech) Zawsze jak ktoś z Polski do mnie dzwoni, to mi o tym przypomina. Ale odbieram to pozytywnie. Ta sytuacja nigdy nie wyjdzie z mojej głowy. Ciągle myślę, co by było, gdybym wtedy trafił. Może w reprezentacji zagrałbym nie 20, a 50 razy? To były piękne czasy. Szkoda tylko, że wtedy nasza piłka wyglądała trochę inaczej i nigdy nie udało mi się zagrać na mistrzostwach świata.

Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl
Hotel dla zwierząt


Więcej o: