Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

19-latek z Nowego Targu w kadrze Iraku. "Myślałem, że to jaja"

Kiedy bramkarzowi Wisły Kraków, Kaisowi Al Aniemu zaproponowano grę dla Iraku, jego ojciec nie był zachwycony. Teraz jest największym kibicem syna. A Kais mówi, że w Bagdadzie traktują go jak gwiazdę. 19-latek urodzony w Nowym Targu chce wywalczyć z Irakiem awans do mistrzostw świata 2018 roku

Irbil to jedno z najstarszych miast na świecie. Założone ponad 8 tys. lat temu leży na północy Iraku, u podgórza Gór Kurdyjskich. Liczbą zamieszkałej tam ludności dorównuje Warszawie. Na obrzeżach metropolii położony jest podstarzały stadion nazwany imieniem Franso Haririego, lidera Demokratycznej Partii Kurdystanu, który w 2001 roku został zamordowany na ulicy przez politycznych oponentów. W czerwcu 2016 r. na trawiastym boisku Erbil SC, spadkowicza z irackiej ekstraklasy, nie królowała jednak polityka, a futbol. A wśród kilkudziesięciu młodych ludzi, wyłącznie brunetów, wyróżniał się jeden - wysoki blondyn. Chyba tylko ktoś niespełna rozumu uwierzyłby, że gdzieś na rubieżach Iraku trenował sobie Polak, nastolatek z Nowego Targu, bramkarz krakowskiej Wisły.

- Byłem w szoku. Moje włosy zrobiły furorę, może nawet większą, niż moje umiejętności - śmieje się w rozmowie ze Sport.pl Kais Al Ani, 19-letni golkiper, który wkrótce może zadebiutować w seniorskiej reprezentacji Iraku. Obecnie przebywa w Bagdadzie, gdzie ma odebrać iracki paszport. Potem uda się z kadrą do Iranu, gdzie czeka go zgrupowanie, a następnie dwa mecze eliminacji mistrzostw świata w Rosji - 23 marca w Teheranie z Australią i 28 marca w Dżuddzie z Arabią Saudyjską.

Okup: 100 tys. dolarów


Skąd nastoletni góral w irackiej reprezentacji? Z Facebooka. W ten sposób Zaid Yousif Dawood, skaut IFA, irackiej federacji piłkarskiej, który wyszukuje zawodników mających korzenie sięgające Zatoki Perskiej skontaktował się z Al. Anim. Na początku piłkarz Wisły uznał to za żart.

- Napisał do mnie jakiś koleś, który oświadczył, że mogę grać dla Iraku. No jaja. Nigdy wcześniej nie myślałem o reprezentowaniu ojczyzny taty, więc po prostu zlekceważyłem tę wiadomość. Ale on nie odpuszczał. Pisał do mojej siostry, do braci. Powiedziałem o wszystkim mamie, ale też nie podjęła tematu. Sprawą zajęli się dopiero moi agenci. To oni porozmawiali z Zaidem i dali znak, że wszystko jest na serio - wspomina Kais, a dla kolegów z drużyny - "Ali".

Nikt w domu piłkarza nie ucieszył się jednak z zainteresowania irackich działaczy. Wręcz przeciwnie. Pełen obaw był szczególnie ojciec, którego do puszczenia syna do Iraku namawiał sam selekcjoner reprezentacji Radhi Shenaishil.

- Tata przyjechał do Polski w latach 70-tych. Pracował w ambasadzie. Miał sporo pieniędzy i kochał góry, więc często jeździł do Zakopanego. Tam poznał moją mamę i został w kraju na stałe - opowiada Al Ani junior. Rodzina ojca wciąż jednak mieszkała w Iraku. Kilka lat temu spotkała ich wielka tragedia. Jeden z kuzynów Kaisa został porwany dla okupu. - Porywacze zażądali 100 tys. dolarów. Rodzina zapłaciła, chcieli ratować kuzyna. Opowiadał później, że cały czas siedział z workiem na głowie, słyszał tylko rozmowy bandytów - mówi piłkarz.

Iracki pierwszy raz


Pierwsze powołanie na zgrupowanie "Lwów Mezopotamii", jak określana jest iracka kadra, "Ali" otrzymał w czerwcu ubiegłego roku. Przebywał wówczas w Hiszpanii, gdzie pomagał mieszkającej w Esteponie siostrze w prowadzeniu butiku. - Kiedy przyszedł faks z zaproszeniem, byłem u Fatimy. Poprosiłem więc działaczy o lot z Malagi i tak przez Stambuł trafiłem do Irbil - tłumaczy.

Kilka dni później po raz pierwszy postawił stopę na irackiej ziemi. - Irak odwiedzała siostra, brat, ale ja - nigdy. Dlatego na początku poczułem dziwną dumę. Albo radość. Trudno to opisać. Chociaż byłem tam po raz pierwszy, to właściwie byłem u siebie - wspomina. Największe wrażenie zrobiły na nim szalone irackie ulice. - Kierowcy nie tylko jeździli na czerwonym, ale robili to na oczach policji! A policjanci patrzyli na wszystko spokojnie - mówi ze śmiechem i dodaje: - Policja jest w Iraku wszechobecna. Tak samo wojsko. Jadąc autem co kilkaset metrów trzeba zatrzymywać się w checkpoincie, na którym sprawdzane są przepustki, a samochody dokładnie przeszukiwane.

Al Ani zapewnia, że wrażenie zrobiła także baza na stadionie Erbil SC. - Sam obiekt był stary, ale murawę utrzymali w niezłym stanie. Mieszkaliśmy w  pięciogwiazdkowym hotelu, nie brakowało nam dosłownie niczego. Organizacja była na wysokim poziomie. Poza tym na treningi przychodziło po tysiąc kibiców! - zachwyca się.

Gwiazda Bagdadu


Golkiper wypożyczony jesienią do trzecioligowego Podhala Nowy Targ wciąż nie ma irackiego paszportu. Co prawda złożył wymagane dokumenty, miał już nawet odbierać paszport w Bagdadzie, ale papiery zaginęły. - Mówili o tym nawet w telewizji. Zrobiła się afera, bo przyjechał piłkarz po paszport, a tu nikt nic nie wie. Na szczęście wszystko uda się załatwić - tłumaczy. I dodaje, że przez kilka ostatnich dni czuł się w stolicy Iraku jak prawdziwy celebryta:

- Ludzie podchodzili i prosili o wspólne zdjęcia. Wszyscy wiedzieli, kim jestem. Czekali na mnie dziennikarze, a na treningach kibice pozdrawiali mnie krzycząc "Welcome Kais!".

Irakijczycy kusili młodego piłkarza jeszcze w Warszawie. Na kolację rodzinę Kaisa zaprosił ambasador Iraku w Polsce Asaad Sultan Hachem Abogulal. - Zostaliśmy przyjęci po królewsku. Ambasador zapewniał, że ambasada to nasz drugi dom i zawsze jesteśmy tam mile widziani. Zjedliśmy pyszny obiad, a na lotnisko w Warszawie odwiozła nas dyplomatyczna limuzyna - ekscytuje się Al Ani.

Gdyby nie kłopoty paszportowe, Polak miałby za sobą znacznie więcej zgrupowań. A tak przez brak obywatelstwa ominęły go co najmniej trzy obozy. Tym razem wszystko ma się udać.

- Nie chcę robić sobie nadziei, ale po ostatnich treningach dałem trenerowi do myślenia. Nie mam napinki na grę, ale czekam na szansę. Mam już nawet numer, to 30. Zawsze taki chciałem mieć. Ewentualnie wziąłbym jeszcze 33. Dwie trójki miał na plecach Radek Cierzniak, którego podziwiam - zdradza nam Al Ani.

 

Gdzie jest bomba?


Reżim Saddama Husajna został obalony blisko 15 lat temu, w 2003 r. po interwencji międzynarodowych sił pod wodzą, ale wojenne blizny widoczne są do dziś. - Wszędzie leży gruz. Wojnę czuć na każdym kroku, chociażby przez obecność wojska. W Bagdadzie zamieszkałem w hotelu, z którego sam nie mogę wyjść. Wokół stoi kilku uzbrojonych ochroniarzy. Przed głównymi drzwiami ustawili wykrywacz metali. Kiedy podjechaliśmy autem, zostało przeszukane, czy nie ma ukrytej bomby. Cały czas ktoś kogoś sprawdza. Czasem są jakieś wybuchy, ale jest bezpiecznie - zapewnia. Zresztą gwarancję bezpieczeństwa dali Kaisowi i jego ojcu działacze irackiej federacji.

To dlatego nad Al Anim czuwa trener bramkarzy reprezentacji. - Ma specjalną przepustkę, dzięki której wszędzie możemy wjechać. Ale jeśli ktoś chciałby przylecieć do Iraku sam, to odradzam. Trzeba mieć kogoś, kto wie, gdzie można iść, z kim i co mówić - tłumaczy. Dodaje, że w Irbil, gdzie trenował, wojnę mógł oglądać tylko w telewizji: - To obszar kontrolowany przez Kurdów, jest bardzo spokojnie i bezpiecznie. Takie klasyczne państwo w państwie.

Al-Kaida z Nowego Targu

 

- Nawet przez moment! - tak Kais odpowiada na pytanie, czy wahał się podejmując decyzję o reprezentowaniu Iraku. Po ewentualnym debiucie w meczu eliminacyjnym zamknie sobie drogę do gry w polskiej kadrze. Nastolatek jest jednak przekonany, że postąpił słusznie. - Nawet mój tata, który miał wątpliwości, teraz jest napalony. Cały czas dzwoni do ludzi z federacji, podpytuje, coś dopowiada. Jest moim wielkim kibicem. Kolejnych mam w Iraku. Jednego dnia poznałem pięciu członków naszej rodziny, następnego dziewięciu kolejnych! Nie wiem nawet, ilu ich tam jeszcze zostało - mówi.
Ale pierwszą ojczyzną dla Kaisa jest Polska. I to mimo, iż jego rodzeństwo nad Wisłą spotkało wiele przykrości. - Najgorzej miała Fatima. Nauczycielka od matematyki powiedziała jej wprost, że nie lubi Arabów i dlatego nie puści jej do kolejnej klasy. Rodzice musieli zabrać ją do salezjańskiego liceum w Czarnym Stawie. Bracia też nie mieli lekko. Jasin, aby się bronić, zaczął nawet trenować sporty walki - opowiada i przyznaje, że on - najmłodszy z rodzeństwa - miał najmniej kłopotów: - W szkole koledzy wołali na mnie Al-Kaida, ale traktowałem to w kategoriach żartu.
Dziś cała rodzina radzi sobie świetnie. Wspomniana Fatima ma butik w Hiszpanii. - Brat Ali śpiewa, był nawet w X-Factorze, dał występ w Sali Kongresowej. Drugi brat, Jasin otworzył stronę internetową. A ja gram w piłkę. I choć w życiu bym nie przypuszczał, że będę robił to dla Iraku, to cieszę się chwilą. Futbol mnie zaskoczył, teraz ja chciałbym zaskoczyć kibiców. I polskich, i irańskich.