Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ściągawka dla Nawałki. Kamil "Mur" Glik polskim piłkarzem stycznia

"Mur", "Ściana", "Zapora nie do przejścia" - takie przydomki w styczniu nadała mu włoska prasa. Dzięki jego bezbłędnej grze Torino nie straciło żadnej bramki w trzech ostatnich spotkaniach i awansowało na szóste miejsce w tabeli Serie A. Dziś Kamil Glik swoją wysoką formę postara się potwierdzić w meczu z Milanem.


Śledź autora na twitterze @kaliszpiotr

Minęło siedem lat od kiedy trzech polskich piłkarzy podpisało kontrakt z rezerwami Realu Madryt. Krzysztof Król gra obecnie w Piaście Gliwice, Szymon Matuszek w Dolcanie Ząbki, a Kamil Glik regularnie występuje w Serie A. 25-letni kapitan Torino nie marnuje talentu i we Włoszech jest o nim coraz głośniej. Kilka dni temu trafił na okładkę gazety "Tuttosport".



Wszystkie piłki jego

Początek roku miał średnio udany - Torino przegrało z Parmą 1:3, a Glik popełnił błąd przy jednej z bramek. Kolejne mecze były już jednymi z najlepszych w jego karierze. Po bezbramkowym remisie z Fiorentiną włoskie media nadały mu przydomek "Un muro" (mur). Jego statystyki robiły wrażenie - 97 proc. celnych podań, trzy odbiory, przechwyt, cztery zablokowane strzały i siedem wybić. Serwis Torinogranata.it dał mu najwyższą ze wszystkich zawodników notę "7". "Zamurował bramkę, zespół ma prawdziwego kapitana" - pisali dziennikarze.



W kolejnym meczu z Sassuolo (2:0) Glik potwierdził wysoką formę. Dziesięć razy wybijał piłkę z pola karnego, kończąc tym samym akcje rywali. "Ma charyzmę, którą widać nie tylko w jego interwencjach, ale i zachowaniu poza grą. Jest zawsze tam gdzie trzeba być i stanowi punkt odniesienia dla dziesięciu swoich kolegów z zespołu" - pisał serwis Torinogranata.it. Glik otrzymał znów najwyższą w zespole notę - 7,5. Włoskie media dodatkowo chwaliły Polaka za gest fair play, gdy przyznał się, że wybił piłkę na rzut rożny, a sędzia tego nie zauważył.

A potem przyszedł mecz z Atalantą (1:0) i pochwał było jeszcze więcej. Fachowy portal Whoscored.com wybrał go nawet do "jedenastki" kolejki.



Statystyki znów miał świetne - 95 proc. celności podań, 17 skutecznych wybić, dwa odbiory i dwa zablokowane strzały. Niemal wszystkie włoskie artykuły z ocenami za mecz zawierały w tytule nazwisko Glika. "La Stampa": "Glik jest ścianą. Wszystkie piłki jego". "Toro News": "Ma serce smoka, to prawdziwy gladiator".

Marzenia nie kosztują

Dzięki dobrej grze polskiego obrońcy Torino awansowało na szóste miejsce w tabeli Serie A. Zespół Glika wyprzedzają tylko zespoły, które straciły mniej goli: Juventus, Roma, Napoli, Fiorentina oraz Inter. - Naszym pierwszym celem na ten sezon jest zdobycie 40 punktów [brakuje 8], a drugim zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce. Ale każdy z nas ma jeszcze większe ambicje. Marzenia o grze w europejskich pucharach nic nie kosztują. Wspaniale byłoby wprowadzić zespół do pucharów z opaską kapitana - mówi Glik, który w sobotę o podtrzymanie passy zagra przeciwko Milanowi (sobota, godz. 20.45). Będzie miał o tyle łatwiej, że "Rossoneri" zagrają bez Mario Balotellego. - To dla Milanu ważna strata, ale dla nas nic się nie zmienia. My i tak już udowodniliśmy, że potrafimy grać przeciwko wszystkim - stwierdził.

Wielki kapitan

Kiedy kilka miesięcy temu włoski raper nagrał o nim piosenkę można było się zastanawiać, czy te zachwyty nie są trochę nie na wyrost. Teraz jednak Glik potwierdza, że stał się prawdziwym sercem zespołu. Nie ma w Torino piłkarza, którego nazwisko byłoby tak często podczas meczów skandowane. "Od czasów wielkiego Giorgio Ferriniego [405 występów w Torino, mistrz Europy '68 z reprezentacją Włoch] nie mieliśmy takiego kapitana, jak ty. Dziękuję wielki gladiatorze" - napisał mu na Twitterze jeden z kibiców.



Widać, że Glik odnalazł swoje miejsce na piłkarskiej ziemi i świetnie się tu czuje. Wszystko wskazuje, że przedłuży obowiązujący do czerwca 2015 roku kontrakt z klubem. No chyba, że ten będzie chciał na nim zrobić dobry interes. Według Transfermarkt.de wartość Glika podskoczyła z 2,5 miliona do 4 milionów euro. A do Torino przychodził za marne 300 tys.

Nawałka obserwował

Pytanie tylko, co z kadrą? Małym szokiem było to, że Adam Nawałka nie uwzględnił go przy swoich pierwszych powołaniach. Z jednej strony - nie można tego wykluczyć - był tak pewny umiejętności Glika, że chciał sprawdzić innych. Z innej - bardziej prawdopodobnej - uznał, że nie pasuje mu do koncepcji. Z Glikiem w reprezentacji jest bowiem podobna sytuacja, jak z Robertem Lewandowskim. Choć walczy i stara się, nie potrafi dać z siebie tyle kadrze, ile klubowi. Problemem może być system, w jakim gra reprezentacja. Trener Giampiero Ventura wystawia Glika obok 22-letniego Nikoli Maksimovicia i starszego od Serba o dziesięć lat Emiliano Morettiego. Widać, że w tym systemie Glik się odnajduje. W reprezentacji musi grać czwórką obrońców, a w klubie trójką (kiedy zespół atakuje) i piątką (gdy się broni).

Być może dobrym pomysłem, byłoby przenieść pomysły Torino do kadry, szczególnie, że nie mamy lewego obrońcy. Biało-czerwoni mogliby grać np. w następującym zestawieniu: Boruc - Szukała, Glik, Jędrzejczyk - Brzyski, Krychowiak, Klich, Obraniak, Piszczek - Lewandowski, Milik.

Nawałka zdaje sobie sprawę, że to spore ryzyko, bo w takim systemie gra na co dzień niewielu polskich zawodników. Ale wszystko wskazuje, że Glika drugi raz nie pominie. Nawałka obserwował go we Włoszech i widział jego popisowy występ z Atalantą. Nie ma wątpliwości, że w takiej formie Glik powinien być, nomen omen, murowanym faworytem do gry w pierwszej "jedenastce".



"Ściągawka dla Nawałki" to coponiedziałkowy cykl, w którym robimy przegląd występów polskich piłkarzy w Polsce i za granicą. Tworzymy "reprezentację tygodnia", do której powołujemy piłkarzy, biorąc pod uwagę tylko ich ostatnie występy, a w comiesięcznym podsumowaniu wybieramy piłkarza miesiąca. W styczniu Kamil Glik trzykrotnie znalazł się w naszej "reprezentacji tygodnia", raz wygrał w Waszym głosowaniu na piłkarza tygodnia i raz zajął drugie miejsce.