Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Andrzej Juskowiak o Arkadiuszu Miliku: Drugiego takiego nie było

- Nie zgodzę się, że Arek wyjeżdża za wcześnie. Wiek to jeden z jego największych atutów. 18-latek nie musi się wstydzić, że będzie się uczył. Niemcy to wkalkulowali - mówi o Arkadiuszu Miliku Andrzej Juskowiak, komentator Bundesligi na Eurosporcie.
Przemysław Iwańczyk: Jesteś w Niemczech, co tamtejsze media mówią o transferze Arkadiusza Milika z Górnika Zabrze do Bayeru Leverkusen za 2,6 mln euro?

Andrzej Juskowiak: Polska perełka, którą udało się zagarnąć mimo zainteresowania kilku klubów. Skoro tak poważna gazeta jak "Kicker" poświęciła transferowi dużo miejsca, to znaczy, że jest to dla Niemców istotna sprawa.

A czy to dobrze, że Milik już teraz zdecydował się na transfer?

- Bardzo dobrze, z wielu powodów. Leverkusen gra jednym napastnikiem, jest nim Stefan Kiessling. Milik będzie się od niego uczył, są do siebie bardzo podobni w sposobie gry i poruszania się po boisku. Nie wierzcie, że przypadkiem postawili na Arka. Z premedytacją szukali kogoś takiego. Gdyby transfer nie doszedł do skutku, szukaliby dalej, aż znaleźliby piłkarza przypominającego Kiesslinga. A musieli szukać, bo Chilijczyk Junior Fernandes, którego kupili za 3,5 mln euro, zupełnie się nie sprawdził. Powiem więcej, on w ogóle nie pasuje do systemu gry trenerów Sachy Lewandowskiego i Samiego Hyypii. Gra Bayeru oparta jest na bardzo szybkich skrzydłowych - Andre Schürrle i Gonzalo Castro - dorzucających piłkę napastnikowi. Milik będzie musiał się naharować, żeby nadążyć za ich akcjami. Kiedy rozpoczynają atak od połowy boiska, mało kto potrafi ich dogonić. Przestaje wtedy mieć znaczenie, kto jest na jakiej pozycji - trzeba się odnaleźć na każdej, byle akcja nie straciła tempa. To najtrudniejsze zadanie Arka: by odnalazł się w takiej strategii. Do tego musi być zabójczo skuteczny.

Poradzi sobie, bo wiemy, jakie ma odejście na kilku metrach, do tego jest kreatywny w sytuacjach sam na sam.

Naprawdę podoła wszystkim wymaganiom?

- Ligę mamy słabą, co pokazują choćby puchary, ale zdarzają się w niej talenty. Niemcy o tym wiedzą, tym bardziej że świetną reklamę polskim napastnikom zrobił Robert Lewandowski. Nie bez znaczenia było również, że po pół roku adaptacji regularnie zaczął strzelać były gracz Lecha Artjom Rudniew. Obaj obalili pokutującą latami opinię, że do Polski nie ma po kogo jechać.

Można u nas kogoś znaleźć, ale jest warunek: kandydat do gry w Bundeslidze nie może odbiegać motorycznie od konkurentów. Taki kłopot miał Mateusz Klich, który w Polsce wyróżniał się techniką, opanowaniem piłki, wszystko łatwo mu przychodziło, w pewnym momencie był kluczowym graczem Cracovii. Ale w Wolfsburgu motorycznie odpadł, był zupełnie nieprzygotowany do wyjazdu. W Niemczech sprawdzają się tylko piłkarze pod tym względem wybitni.

Arek ma wszystko: szybkość, wytrzymałość i instynkt strzelecki. Reszty się nauczy. Proszę mi wierzyć, w Europie nie było do wzięcia wielu rówieśników Milika z taką motoryką i już takim doświadczeniem. Bayer potrzebował takiego chłopaka, te klocki pasują do siebie, skorzystają obie strony. Kiessling wygląda na ślamazarnego, ale w tym sezonie strzelił już 12 goli i miał dwie asysty. Jest zabójczo efektywny, nie traci piłki, w ostatnim spotkaniu z Hamburgiem uratował straconą już, wydawałoby się, piłkę, otwierając drogę do bramki Schürrlemu.

W wieku Milika najważniejsze, by regularnie grać. Czy to na pewno czas na naukę u boku Kiesslinga?

- Czasu na naukę to nie ma 25-latek, który przyjeżdża do Bundesligi i musi być gotowy do największych wyzwań. Gdy ma się 18 lat, kiedy motoryka nie wymaga poprawy, jest chwila, by się dopasować. To nie będzie trwało wieki, bo Kiessling nie jest w stanie grać w każdym meczu. Trenerzy będą wpuszczać Arka na kwadrans, 20 minut. Szansę dostanie na pewno, może być spokojny.

Trzeba zdać sobie sprawę, że te 18 lat to jeden z największych atutów Arka. On nie musi się wstydzić, że będzie się uczył, ogrywał. Niemcy to wszystko wkalkulowali.

Trener Waldemar Fornalik obawia się jednak o swojego kadrowicza.

- Stawiam się w roli selekcjonera i rozumiem, że martwi się o to, co teraz. Chciałby mieć piłkarza grającego regularnie. Dla kadry byłby lepiej przygotowany, będąc w rytmie meczowym, ale przecież w reprezentacji Milik nie będzie grał po 90 minut. Jego rola zdubluje się z zadaniami, jakie dostanie w Bayerze. Na dłuższą metę zda to egzamin, niewykluczone, że Arek stanie się poważnym konkurentem Lewandowskiego. A może wtedy Fornalik wystawi ich obu.

W Polsce Milika porównuje się teraz do Lewandowskiego, wskazując, że pierwszy z nich szybciej dostał szansę debiutu w ekstraklasie.

- To zupełnie inni piłkarze. Robert, co pokazał w niedzielnym meczu z Hoffenheim, gra obiema nogami, Arek głównie używa lewej. W powietrzu mają podobny styl, choć Robert dość późno zaczął wykorzystywać tę umiejętność. Teraz strzela głową bezpośrednio po rzutach rożnych, co czyni go zawodnikiem bardzo wszechstronnym.

Do tego się jednak dojrzewa. Arek znacznie szybciej niż Robert wpadnie w niemiecki rytm treningowy. Jestem pewien, że wyeliminuje mankamenty bardzo szybko. To 18-latek odporny na duże obciążenia. Dzięki temu nie będzie łapał kontuzji.

W Niemczech pracuje się tak ostro, że da o sobie znać każde niedoleczone ścięgno. Regeneracja to podstawa, tego też trzeba będzie się uczyć. Wpadając w rytm, piłkarz marzy, by nie miał dwóch, trzech dni wolnego, bo wtedy wrócić na wysoki poziom treningu jest niezwykle trudno.

Wiesz już, dlaczego wyjazd Milika nastąpił w odpowiednim momencie? Organizm nastolatka łatwiej się adaptuje do takiej pracy, a wiem, co mówię, bo przeszedłem przez niemiecką szkołę. To wszystko miało znaczenie przy tym transferze. Wszyscy w Leverkusen są przekonani, że podjęli dobrą decyzję. We wszystkim pomógł też trener kadry, bo powołaniem, a później dobrymi występami Arek potwierdził swoje walory.

Który z polskich napastników - Milik, Lewandowski, Artur Sobiech - ma największy potencjał?

- Potrzeba pół roku na takie porównanie. Pamiętajmy też, że w Bundeslidze nie wystarczą walory piłkarskie, liczy się również strona psychologiczna. Najważniejsze po transferze jest przełamanie. Lewandowski na początku nie miał miejsca w jedenastce, wydawało się, że Lucas Barrios nigdy nie przestanie strzelać goli, a nasz napastnik zasiedzi się na ławce. Umówmy się, Paragwajczyk był nie do ruszenia. Robertowi wystarczyła jednak mała szansa, by pokazał trenerowi, kolegom z drużyny i kibicom: to ja jestem w Dortmundzie numerem jeden.

Kiessling też nie będzie grał wiecznie, choć akurat Arkowi będzie trudniej niż Robertowi. Powód jest prosty: obecna gwiazda Bayeru to dobra niemiecka szkoła. Im bardziej będzie zagrożony, tym mocniej będzie pracował. Barrios padł mentalnie.

Myślę też, że zdarzy się sytuacja, w której trenerzy Bayeru spróbują gry dwoma napastnikami. Temu przecież wejście do składu Hannoveru zawdzięcza Sobiech.

Podsumowując, daję Milikowi pół roku na dopasowanie się do Bayeru. Nie zgodzę się, że dla 18-latka to za wcześnie. To najlepszy moment na wyjazd do tak silnej ligi. Arek może być drugim Lewandowskim

Grałeś w Borussii Mönchengladbach, VfL Wolfsburg, Energie Cottbus. Wtedy Bundesliga stała Polakami. A teraz?

- Wtedy jeszcze więcej Polaków grało w niższych ligach. To nie przypadek, że wracamy do tej tendencji. Powiedziałem kiedyś, że trójka z Dortmundu zrobi nam dobrą reklamę. Grają, decydują o wynikach - to w Niemczech jest w cenie. Gdyby nasze drużyny odegrały jakąś rolę w pucharach, transferów byłoby jeszcze więcej. Polska jest ciekawym kierunkiem dla klubów Bundesligi pod każdym względem, także marketingowym. Jej oglądalność w Eurosporcie bywa wyższa niż polskiej ligi. Niemcy także na to patrzą. Z prywatnego doświadczenia wiem, że moi koledzy z Polski oglądają tylko te mecze, w których grają rodacy. To świadome budowanie marki.

Po Miliku będą następni?

- Michał Żyro z Legii miałby szansę z powodzeniem walczyć o miejsce w klubie Bundesligi. Z czystym sumieniem mogę go polecić, choćby z powodów, o których mówiłem w przypadku Milika. Reszta może by i chciała, ale miałaby olbrzymi problem. Co z tego, że Razack Traore błysnął w Lechii i może wyjechać za darmo? To ukształtowany piłkarz, a to, co prezentuje, może być jego apogeum. Niemcy nie chcą zawodników, którzy już nie gwarantują postępu.