Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna. Probierz: Polscy trenerzy to nie "ogórki"

- Na treningach pomaga mi dwóch tłumaczy. Jeden tłumaczy z niemieckiego, którym władam, na grecki, a drugi z greckiego na hiszpański, bo w drużynie jest wielu hiszpańskojęzycznych piłkarzy - mówi o swojej pracy w Grecji Michał Probierz. Od niedzieli jest na ustach całej Grecji.
Dwa zwycięstwa w czterech meczach, w tym 3:1 nad słynnym Panathinaikosem. To bilans miesiąca pracy Michała Probierza w Arisie Saloniki.

Polski trener przejmował klub, który od początku sezonu nie wygrał meczu. W niedzielę Aris pokonał 3:1 walczący o mistrzostwo Panathinaikos, dla którego była to pierwsza przegrana w lidze w tym sezonie.

Zwycięstwo zespołu Probierza trafiło na czołówki serwisów sportowych w Grecji. "PanathinaiKosowi takie rzeczy nie powinny się przytrafiać" - napisał w relacji grecki dziennik "Ta Nea". Przyznaje jednak, że Aris był lepszy i już w pierwsze połowie stworzył sobie wiele okazji do strzelenia gola.

- Trener nas zjednoczył. Cieszymy się nie tylko z wygranej, ale też z efektownego stylu, jaki zaprezentowaliśmy - powiedział po meczu jeden ze zdobywców bramek dla Arisu obrońca Francis Dikoh.

Piłkarze mówią o zmianie atmosfery po przyjściu nowego trenera i jego zamiłowaniu do ciężkiej pracy. Podkreślają też świetnie rozpracowanie rywala. - Tydzień przygotowywaliśmy się do spotkania. Dowiedzieliśmy się o wszystkich przewagach i słabościach Panathinaikosu - powiedział pomocnik Manolis Papasterianos

Gdyby ateńczycy wygrali, wyprzedziliby Olympiakos Pireus i liderujący AEK. Przegrali jednak łatwo, tracąc gole tuż przed i tuż po przerwie. To pierwsza porażka Panathinaikosu od sierpnia, gdy przegrał 0:3 w eliminacjach Ligi Europejskiej z Maccabi Tel Awiw.

Za to Probierz odniósł drugie zwycięstwo w czterech meczach, w których prowadził Aris. Dwa tygodnie temu pokonał na Krecie OFI 1:0. Dzięki temu piłkarze z Salonik mają bezpieczną - czteropunktową - przewagę nad strefą spadkową.

Z Michałem Probierzem rozmawia Robert Błoński

Robert Błoński: Czy po zwycięstwie z Panathinaikosem kibice już chcą panu stawiać pomniki w Salonikach?

Michał Probierz: Radość była ogromna, bo Aris odniósł chyba dopiero drugie w historii zwycięstwo nad Panathinaikosem. Ale to tylko jeden mecz. Jeszcze nic wielkiego się nie wydarzyło. W Grecji od miłości do nienawiści droga jest bardzo krótka, dlatego najbardziej pamiętam o nienawiści. Przede mną wciąż wiele pracy z Arisem, do przodu idziemy małymi krokami. W najbliższą niedzielę gramy bardzo ważny mecz, na wyjeździe z Asteras Tripolis. Rywal jest w tabeli o jedno miejsce i jeden punkt za nami. Musimy zorganizować się i zagrać jeszcze lepiej.

Pracuje pan w Grecji równo miesiąc, wszystko jest uporządkowane?

- Mam mieszkanie, ale całe dnie spędzam w klubie. Na treningach pomaga mi dwóch tłumaczy. Jeden tłumaczy z niemieckiego, którym władam, na grecki, a drugi z greckiego na hiszpański, bo w drużynie jest wielu hiszpańskojęzycznych piłkarzy. Pierwsze dni poświęciłem na selekcję. Miałem aż 37 zawodników. To był duży problem, bo z tak liczną ekipą nie da się trenować. Dziś zostało 26. Kilku przesunęliśmy do rezerw, z innymi rozwiązaliśmy kontrakt. Udało się poukładać drużynę. Zawodnicy widzą, że praca daje efekty, są wyniki. Zaczynałem od meczu z Olympiakosem, przegraliśmy 2:3. Potem pokonaliśmy OFI Kreta na wyjeździe 1:0 i przegraliśmy 1:2 z Panioniosem. Niedzielna wygrana z Panathinaikosem jest naszą drugą w sezonie, przejąłem zespół po sześciu meczach bez zwycięstwa. Powoli wychodzimy z zapaści. Pracuje mi się łatwiej niż w Polsce przede wszystkim dlatego, że nie ma zimy. Teraz jest 15 stopni, można przygotowywać się na normalnych boiskach.

Złapał pan język z zawodnikami? Zatrudnienie polskiego trenera musiało być dla niektórych zaskoczeniem...

- Jest nieźle. Nie mam nic do zarzucenia, jeśli chodzi o sumienność. Zawodnicy - jest kilku niezłych - widzą, że się rozwijamy, mam nadzieję że będą zadowoleni ze współpracy. Do meczu z Panathinaikosem nikt mnie w Grecji nie znał. Trzeba podtrzymać passę, jedna wygrana nic nie znaczy.

Jak Grecy przyjęli losowanie grupy Euro 2012?

- Są zadowoleni - tak jak Polacy, Czesi i Rosjanie. Po ostatnich meczach grupowych w dwóch krajach będzie wielka rozpacz, ale Grecy wierzą, że nie u nich. Doskonale zdają sobie sprawę, jak ważny będzie dzień 8 czerwca, czyli mecz otwarcia z Polską.

Traktuje pan pracę w Arisie jako kolejny przystanek w drodze do pracy z reprezentacją Polski?

- Mam 39 lat, wiele przede mną. Na razie nie wypowiadam się na ten temat. Pracuję tam, gdzie mnie chcą, najlepiej jak umiem, i zobaczymy, co z tego kiedyś wyniknie.

Przychodząc w sierpniu do ŁKS, zastrzegł pan możliwość odejścia w dowolnym momencie do zagranicznego klubu. To była tylko przezorność?

- Nie. Z Arisem rozmawiałem długo, były też propozycje z dwóch innych klubów, ale musiałem czekać. Poszedłem do ŁKS, żeby popracować ze starszymi, doświadczonymi zawodnikami. W dodatku w mieście, w którym mieszkam. To też było dla mnie ważne. Teraz jestem w Arisie. Po dwóch zwycięstwach nie chcę uchodzić za wielkiego znawcę, ale też chciałbym pokazać, że polscy trenerzy nie są takimi "ogórkami", za jakich wielu nas uważa.