Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Mistrz Lech roztrwonił kapitał

Po 20 kolejkach Lech - ponoć jeden z najbogatszych i najsensowniej budowanych klubów w Polsce - jest w tabeli tam gdzie Śląsk Wrocław czy GKS Bełchatów i niżej niż Lechia Gdańsk. Wisła Kraków uciekła już bardzo daleko
Drużyna zgrana, pełna klasowych jak na naszą ligę graczy. Doświadczenie z europejskich pucharów, zwycięstwa na Juventusem czy Manchesterem City, o jakich inne polskie drużyny mogą tylko pomarzyć. I nowy stadion z najwyższą frekwencją w kraju. Co zrobił z tym kapitałem mistrz Polski? Roztrwonił go.

Po remisie 2:2 ze Śląskiem u siebie, co jest kolejnym potknięciem "Kolejorza", szanse Lecha na obronę tytułu są właściwie żadne. Wyżej są Jagiellonia, Lechia, a nawet Legia, o której mówi się, że gra tragicznie, najgorzej od kilkunastu lat.

Śląsk i Bełchatów są sąsiadami Lecha w tabeli. Śląsk, którego kadra w żadnym razie nie może się równać z potencjałem poznańskiej drużyny. Śląsk, w którym poza Sebastianem Milą i może Przemysławem Kaźmierczakiem nie ma więcej piłkarzy lechowego formatu.

Dlaczego więc mistrz Polski z takimi piłkarzami daje plamę?

W listopadzie Lech wymienił trenera. W środku sezonu, co było sprzeczne z filozofią jego właścicieli. Trener Jacek Zieliński odszedł, a przyszedł José Bakero, który zauroczył prezesów "Kolejorza". To w końcu były piłkarz Barcelony, gracz wielkiego niegdyś formatu, o nazwisku, jakiego w Polsce na ławce trenerskiej dotąd nie było. Hiszpan potrafi wspaniale opowiadać o piłce, o procesie, jakim jest budowanie drużyny. Nie wspomina jednak o tym, że nie dostał przecież w Poznaniu drużyny do budowania, ale gotowy zespół, który potrafił wygrywać z Manchesterem City, za to tracił punkty np. z Zagłębiem Lubin. Teraz dalej je traci. Decyzje Bakero są niekiedy tak niezrozumiałe, że nasuwają wątpliwość, czy w jego poczynaniach jest jakaś głębsza myśl. A jeśli tak, to o co w niej chodzi?

W Lechu jest dziś kilku piłkarzy wściekłych nie dlatego, że nie grają - bo Lech wreszcie ma na tyle szeroką kadrę, że można mówić o rywalizacji o miejsca w składzie. Są wściekli, bo nie wiedzą, dlaczego siedzą na ławie albo na trybunach. - Cały czas się zastanawiam, co robię źle - mówił Siergiej Kriwiec, najlepszy piłkarz meczu ze Śląskiem. Jego postawa w tym spotkaniu nie gwarantuje mu jednak miejsca w składzie na przyszły mecz. Na trybunach z niepojętych przyczyn lądowali też inni - np. Artjoms Rudnevs.

Bośniak Semir Stilić został w piątek zmieniony po dobrej grze w 60. minucie. - Nie byłem zadowolony z tej zmiany. Nie kryłem tego - mówił po meczu. Po zejściu z boiska nie podał trenerowi ręki.

Hubert Wołąkiewicz debiutował w meczu ze Śląskiem od pierwszej minuty: - Przylgnęła do mnie łatka, że jestem graczem uniwersalnym i można mnie wystawiać wszędzie. Czyli w praktyce tam, gdzie nie ma nominalnego zawodnika. Taka sytuacja ma swoje plusy i minusy - taki zawodnik jak ja jest rzucany z pozycji na pozycję.

Akurat Bakero jest specjalistą w rzucaniu zawodników z pozycji na pozycję.

- Nie jestem magikiem, nie posługuję się tajemną wiedzą. Każda moja decyzja ma konkretne uzasadnienie. Zanim zadecyduję, kto zagra, oceniam pracę zawodników na treningach przez cały tydzień. Analizujemy też grę przeciwnika, jego możliwości. Dopiero na tej podstawie dobieram optymalny skład - wyjaśnia trener w rozmowie z klubowym "Magazynem Kolejorz". - Nie jest ważne ani to, czy jeden zawodnik gra więcej niż inny, ani kto wystąpi w najbliższym meczu. To nie jest temat do debaty

- Lubię, gdy zawodnicy się obrażają o to, że nie grają. Ja też się mogę po meczu obrazić, gdy ten czy inny zawodnik zagra źle, ale nikt mnie o to nie spyta, nikt nie pocieszy - dodaje trener Bakero. - Właśnie o to chodzi, by się obrażali.

- Cóż, jak trener powiedział, tak też jest - komentuje z lekkim uśmiechem Siergiej Kriwiec.

We wtorek Lech gra w półfinale Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała. To najbardziej realna dziś szansa na miejsce w pucharach. Bez gry w Europie rozwój klubu zostanie na rok zamrożony.