Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Powrót. Do formy i na stare śmieci

Piłka nożna. Z Arką wreszcie zagrał na miarę oczekiwań i możliwości. Znów był motorem napędowym akcji Korony. - Mam jeszcze rezerwy - mówi 31-letni skrzydłowy, eksbiałostoczanin Paweł Sobolewski. W sobotę o 14.45 jego Korona gra w Białymstoku z... jego ?Jagą?.
Postawę kieleckiego zespołu w rundzie wiosennej najlepiej chyba obrazowała dyspozycja wychowanka Mazura Ełk. Obok Hernaniego najdłużej grający w Kielcach piłkarz (od wiosny sezonu 2006/07) rozczarowywał najbardziej. Im gorzej grała Korona, tym mniej było go widać na boisku. Tylu słabych meczów z rzędu nie zaliczył, odkąd trafił do Kielc. Po występach z Cracovią, Ruchem Chorzów czy GKS-em Bełchatów spadła na niego fala krytyki. Sam również nie wiele robił, aby ocieplić wizerunek. Po meczu w Krakowie odwrócił się na pięcie od przepytujących go dziennikarzy, by chwilę później rzucić do kolegi z drużyny słynne już: "Niech spier...". Po tamtym wydarzeniu przedstawicieli mediów omijał szerokim łukiem. I wydawało się, że w tej kwestii oraz postawy sportowej - przynajmniej w tej rundzie - już niewiele się zmieni.

Metamorfoza Sobolewskiego przyszła nieoczekiwanie. Po kartkowej absencji z Legią Warszawa (1:3), w kolejnym spotkaniu z Lechią Gdańsk (2:3) wyszedł w podstawowym składzie. I obok Aleksandara Vukovicia była najlepszy na boisku. Trzy dni później przeciwko Arce Gdynia (1:0) na murawie nie miał już sobie równych. Nie tylko zaliczył asystę przy trafieniu Pavola Stano, ale znów jak za najlepszych czasów szalał na lewym skrzydle. Gdyby w 74. minucie celniej obsłużył partnerów jego rajd, w którym przedryblował czwórkę rywali, pewnie znalazłby czołowe miejsce w kronikach tego sezonu. - Każdy ostatnio widział, my też to czuliśmy, że nie idzie... Trzeba było coś zmienić. Jest nowy trener, wygraliśmy mecz i teraz tylko to się liczy, nieważne już, co było wcześniej - przyznał po końcowym gwizdku. - Czuję, że moja forma idzie w górę. Ale myślę, że mam jeszcze rezerwy. Jeśli z Jagiellonią zagramy z taką konsekwencją jak ostatnio, powinno być dobrze - podkreśla.

Przed dzisiejszym meczem nie tylko ze względu na jakość, jaką tydzień temu dał drużynie, oczy będą skierowane na niego. Przy Słonecznej spędził trzy i pół roku. Gdy w 2007 roku za rekordowe 800 tys. zł odchodził do Korony w Białymstoku żegnano go ze łzami. "Nie sposób opisać, ile dla nas zrobiłeś. Na razie koszulka z twoim numerem 19 zawiśnie w naszej małej galerii chwały i póki nie wrócisz, nikt koszulki z tym numerem nie założy" - mówił ówczesny prezes białostoczan Aleksander Puchalski.

Wydawało się, że plan uda się zrealizować przed obecnym sezonem. W czerwcu Sobolewski jedną nogą znów był w Jagiellonii. Miejscowi działacze ostatecznie z transferu zrezygnowali, a pomocnik przedłużył na kolejne dwa lata kontrakt w Kielcach. - Każdy mecz z Jagiellonią jest szczególny. Choć w tej drużynie nie ma już żadnego piłkarza, z którym występowałem. Na pewno nie będę w stanie pomóc trenerowi w przekazaniu mu jakichkolwiek informacji - uśmiecha się.