Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bez kibiców Korony randka z Legią

Bez udziału publiczności odbędzie się piątkowy (godz. 20) mecz Legii Warszawa z Koroną Kielce. To wyjątkowo zła wiadomość dla kieleckich kibiców, dla których miał to być ostatni wyjazd w sezonie.
W związku z awanturami kibiców Legii Warszawa i Lecha Poznań na wtorkowym finale Pucharu Polski wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski ogłosił w czwartek na specjalnie zwołanej konferencji prasowej decyzję o zamknięciu stadionu Legii dla publiczności. Negatywną opinię na temat możliwości zapewnienia bezpieczeństwa na obiekcie przy Łazienkowskiej wydała bowiem policja. Funkcjonariusze uzasadnili ją m.in. odpalaniem rac, wulgaryzmami oraz okrzykami antysemickimi pojawiającymi się wiosną na stadionie Legii.

Bez pomocy swoich kibiców Korona zaczyna tydzień prawdy, w ciągu ośmiu dni zagra trzy mecze. Po nich będzie wiadomo, o którą połówkę tabeli kielczanie powalczą w końcówce sezonu. Po spotkaniu z Legią Warszawa, już w środę (godz. 20.45) Korona podejmie przy Ściegiennego Lechię Gdańsk, a w sobotę (14.45) również przed własną publicznością Arkę Gdynia. - Zaczyna się dla nas intensywny czas. Okazało się, że te mecze w obecnej sytuacji są dla nas kluczowe. Bo teraz, niestety, musimy oglądać się za siebie, do tej pory dół nas nie interesował - mówi trener Marcin Sasal. Łatwego zadania jego podopieczni w żadnym z tych trzech meczów mieć jednak nie będą. Legia po triumfie w Pucharze Polski wreszcie powinna złapać w grze większy luz, Lechia walczy o europejskie puchary, a Arka bije się o ligowy byt. - Zdajemy sobie sprawę ze skali trudności, ale nam też brakuje punktów. Chciałbym dopisać sobie po tych spotkaniach dziewięć, bo wtedy końcówka rundy będzie dla nas zdecydowanie bardziej komfortowa - dodaje szkoleniowiec Korony.

Jednak to nie rywali, ale siebie samych kieleccy piłkarze powinni obawiać się najmocniej. Bo to własna psychika wydaje się ich największym wrogiem. Jeśli jednak w Warszawie uwolnią myśli od ostatnich niepowodzeń, nie pozwolą sobie na taką dekoncentrację i przestoje w grze jak przed tygodniem w Bełchatowie, mają szansę na zmazanie plamy za dotychczasowe wpadki. Wygrana przy Łazienkowskiej, choć w tym sezonie nie jest wielką sztuką (już cztery porażki Legii u siebie), to wciąż spora nobilitacja. - Na takie mecze nikogo nie trzeba mobilizować. To jak randka z dziewczyną. Jak jest ładna, to serce mocniej bije, a jak mniej - to już niekoniecznie... Liczę, że nikomu z nas nie zabraknie tej motywacji - przyznaje Aleksander Vuković, przez osiem lat zawodnik Legii.

Recepta serbskiego pomocnika na powodzenie w Warszawie wydaje się prosta. Kielczanie muszą zagrać z takim zaangażowaniem jak w meczu z Wisłą Kraków. - Trzeba biegać, mocno się nabiegać. Bo Legia, choćby była w najsłabszej formie, na swoim stadionie gra ofensywnie, atakuje. Musimy być przygotowani, że oni będą utrzymywać się przy piłce, mieć swoje bramkowe szanse. Nie może nas to zniechęcać, trzeba być skoncentrowanym i walczyć od pierwszej do ostatniej minuty na więcej niż 100 procent - podkreśla "Vuko".

On wspólnie z Vlastimirem Jovanoviciem ma odpowiadać za ruchliwy środek pola, na skrzydłach bez wielkiego pola manewru trener Sasal postawi na duet Maciej Korzym - Sander Puri (wczoraj dostał powołanie do reprezentacji Litwy na mecze eliminacyjne do mistrzostw Europy 2012 z Włochami i Wyspami Owczymi). Niespodzianki można spodziewać się z przodu, gdzie Andrzejowi Niedzielanowi partnerować będzie najprawdopodobniej ekslegionista Dawid Janczyk. Z konieczności zmiany będą w defensywie. Na środku obrony obok Hernaniego zagra Jacek Markiewicz, a prawy bok zabezpieczał będzie wracający po urazie barku Paweł Golański.

maciej.sierpien@kielce.agora.pl