Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sasal - Mijailović. Mieli odejść razem

Piłka nożna. Echa rozstania z Nikolą Mijailoviciem. W Koronie jego wybuchowy charakter spotkał się z nie mniej ekspresyjnym trenera Marcina Sasala. Iskrzyć między oboma musiało
Szkoleniowiec miał swój klucz do zawodnika. Często osiągał z nim porozumienie z pominięciem protokołu obowiązującego w drużynie. Nikoli można było więcej. Sasal jego specjalnym traktowaniem nierzadko zresztą narażał się na pretensje innych piłkarzy. - Wiem, że byli o to trochę urażeni. Zawsze podchodziłem do niego szczególnie, wiele razy wyciągałem rękę - to słowa z ostatniej konferencji przed meczem z Widzewem w Łodzi.

Mijailović do Korony trafił we wrześniu 2009 roku. Sasal pracę w Kielcach rozpoczął trzy miesiące później. Pod jego wodzą Serb stał się jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym piłkarzem w zespole. Kapitanem. Krytykowała to "Gazeta", a Sasal wyboru mocno bronił. - Lubię ludzi z silnym charakterem. Widzę u Nikoli wiele podobieństw ze mną - twierdzi.

Mijailović potrafił mu się odwdzięczyć. Krąży opowieść, jak negocjował przedłużenie kontraktu. Sporną kwestię - czas jego obowiązywania - załatwił w minutę. - A trener do kiedy ma umowę? - zapytał ówczesnego prezesa Tadeusza Dudkę. - Do 30 czerwca 2012 roku - usłyszał. - To ja też taką chcę. Będę grał w Koronie, dopóki trener będzie pracował - zapowiedział. Sasal wspominał tamtą sytuację w grudniu w rozmowie z "Gazetą". - Nigdy do nikogo złego słowa na Nikolę nie powiedziałem i nie powiem. Mamy razem wypełnić kontrakty, i tego się trzymam.

Dziś, choć jest mocno rozgoryczony stylem, w jakim przyszło im się pożegnać, nie daje się namówić na oceny współpracy. - I tak za dużo powiedziałem na konferencji - rzuca. Na spotkaniu z dziennikarzami trudno było mu ukryć emocje. - Jeśli się dogadałem z kimś: mam zasady, kontrakt i pieniądze, to nie chodzę i nie jątrzę, że mi mało - denerwował się.

Bomba tykała wcześniej. Pierwszy zgrzyt pod koniec ostatnich wakacji. To wtedy się okazało, że piłkarz jest w posiadaniu aneksu do umowy pozwalającego mu w każdej chwili za darmo odejść z Korony. Do Polonii Warszawa nie trafia tylko dzięki mediacji Sasala. Po kilku dniach wraca z Serbii i dołącza do zespołu na minizgrupowanie w Wolbromiu. Dwa miesiące później sytuacja jednak niespodziewanie się zaostrza. Leczący kontuzję Serb przed jednym z treningów zrzeka się kapitańskiej opaski. Trener zapewnia, że między nimi nie ma żadnego konfliktu. Choć podkreśla: - Jest czas i miejsce na takie ruchy. Połowa rundy nie jest na pewno takim momentem.

Mijailović pierwotnie o swoich powodach mówi dużo, potem jednak dzwoni i prosi o złagodzenie wypowiedzi. Niedługo później na miesiąc wyjeżdża na Bałkany. Oficjalnie na leczenie. Sasal cały czas namawia go do powrotu. Piłkarz wraca na dwa ostatnie jesienne mecze. Mimo zapewnień o rehabilitacji widać, że kontuzja przywodziciela wciąż mu doskwiera.

Uraz ma wyleczyć dopiero podczas styczniowej operacji w Monachium. Płaci za nią z własnej kieszeni, twierdząc, że nie chce od klubu żadnych pieniędzy. Teraz kwestia zwrotu kosztów to jeden z argumentów do odejścia. - Jak trzeba było grać z kontuzją, to nie było problemu. OK, stać mnie na to, ale to chyba nie jest w porządku - mówi w poniedziałek.

Do końca stycznia przebywał na zwolnieniu lekarskim, treningi wznowił dopiero na zgrupowaniu na Cyprze. Według naszych informacji doszło tam do ostrej wymiany zdań między nim a Sasalem. Piłkarz zabiera ze sobą prywatnego trenera od przygotowania fizycznego. Miał do niego zaufanie, chciał, żeby pomógł mu wrócić do formy. Szkoleniowiec protestował, traktował to jako wotum nieufności wobec sztabu. Konflikt przybrał na sile. Mijailović nie mówił już o wspólnym wypełnieniu umów, nowa wersja to dotrwanie do końca sezonu. Jednak cztery godziny przed meczem w Lubinie przyszedł do hotelowego pokoju Sasala i poinformował, że odchodzi. Już. Trener mimo to zdecydował się wystawić go do gry. Przeciwko Zagłębiu serbski obrońca był jednym z najlepszych na boisku. Zostawia jednak zespół kolejny raz i jedzie do Rosji (decyzja czy zostanie w Amkarze Perm prawdopodobnie w sobotę).

Znów bez niego Korona gra w sobotę o 17 z Widzewem.