Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona walczyła o lidera i... Winni tylko sobie

Piłka nożna. Korona nie wykorzystała wybornej szansy na zbliżenie się, a nawet przeskoczenie w ligowej tabeli liderującej Jagiellonii Białystok. - Sami jesteśmy sobie winni - podsumował porażkę 1:2 z Arką Gdynia trener kielczan Marcin Sasal.
Dwie godziny przed rozpoczęciem meczu do kieleckiego zespołu dotarły wieści z Łazienkowskiej: Legia wygrała 2:0 z Jagiellonią. W przypadku remisu w Gdyni Korona zbliżyłaby się do białostoczan przed niedzielną (godz. 17.45) bezpośrednią konfrontacją na punkt. Zwycięstwo pozwalało zmienić "Jagę" w fotelu lidera ekstraklasy. - Na pewno piłkarze wiedzieli, jak zakończyło się spotkanie w Warszawie, ale ja specjalnie nie wspominałem o tym w szatni. Nie chciałem wywierać na nich dodatkowej presji. Mieliśmy po prostu wyjść bez zbędnego obciążenia i zagrać swoją piłkę - przyznał Sasal.

Ale jego piłkarze jej nie zagrali. Tak jak można było się spodziewać nie zaprezentowała również Arka. Korona licząc, że gdynianie zagrają jak mają w zwyczaju, czyli gęsto ustawią się w obronie, wyczekując okazji do kontrataków, srogo się przeliczyli. To do gospodarzy należała inicjatywa. Korona za to bez żadnych argumentów z przodu (osamotniony w ataku Maciej Tataj przez 90 minut nie oddał ani jednego strzału), z nieskoordynowaną grą obronną całego zespołu i serią indywidualnych pomyłek w defensywie, aż prosiliła się by ją karcić.

Gospodarze do lekcji przystąpili bardzo szybko. Już w 6. min. po dośrodkowaniu Filipa Burkhardta w dogodnej sytuacji nieczysto główkował Paweł Zawistowski. Sześć minut później Arka już prowadziła. Joseph Mawaye nie atakowany przez nikogo z głębi pola zagrał prostopadle między dwójkę kieleckich stoperów do Tadasa Labukasa. Pędzącego Litwina próbował - nie wiadomo po co - uprzedzić wybiegając z bramki Zbigniew Małkowski. Zrobił to wyjątkowo niezdecydowanie i napastnik z łatwością posłał piłkę obok niego. Arka dopiero się rozkręcała. Gospodarze zasypywali strzałami kielecką bramkę. Szczególnie między 36, a 42 minutą, gdy piłka co chwila szybowała w kierunku Małkowskiego. O centymetry od szczęścia był Zawistowski, którego uderzenie trafiło w słupek. Kielczanie bezradni. Jedyny pomysł, jak mieli na rozgrywanie swoich akcji to długa, kilkudziesięciometrowa piłka do Tataja. Oczywiście po żadnej z nich nawet na chwilę nie zapachniało dla Korony golem. W 44. min. podopieczni Sasala oddając swój pierwszy celny strzał w meczu niespodziewanie jednak... wyrównali. Przerzut od Aleksandara Vukovicia, przytomnie zgrał przed "16" do Ediego Maciej Korzym, a Brazylijczyk bez przyjęcia huknął nie do obrony.

Korona z przychylności losu tym razem skorzystać jednak nie potrafiła. Choć kielczanie do korzystnego wyniku po chwili dostali piętnaście minut w szatni by przedyskutować i uspokoić poczynania na drugą połowę wszyli równie rozkojarzeni. I już pierwsza akcja po przerwie mogła zakończyć się dla Arki powrotem na prowadzenie. Mawaye łatwo oszukał kielecką obronę zauważył Labukasa, ale tym razem górą nad Litwinem był Małkowski. Sytuacji, w których trener Sasal musiał łapać się za głowę spoglądając na wyczyny swoich zawodników było więcej. Najgorsze czekało go w 70. min. Spore musiało być bowiem zdziwienie szkoleniowca, gdy jego piłkarze przez kilkanaście sekund w niegroźnej sytuacji nie potrafili wybić piłki we własnym polu karnym. W końcu udało się to Pavolowi Stano, ale zagrał wprost pod nogi Zawistowskiego, który z 10 m pokonał Małkowskiego.

Stwierdzenie, że po stracie gola kielczanie rzucili się do odrabiania strat byłoby zdecydowanie na wyrost. Jedynym, który tego próbował był bowiem Edi. 36-letni Brazylijczyk zajmował się na boisku wszystkim. Sam (dla siebie) odbierał piłkę, sam ją sobie rozegrał i wypracowywał do strzału. Wierząc najpewniej w swój dobry dzień w próbach z dystansu dwukrotnie zza pola karnego próbował zaskoczyć Witkowskiego. Jednak najpierw golkiper Arki z trudem sparował piłkę na rzut rożny, a chwilę później futbolówka przeleciała tuż nad poprzeczką.

Arka Gdynia - Korona Kielce 2:1 (1:1)

Bramki: Labukas (13.), Zawistowski (70.) - Edi (44.)

Arka: Witkowski Ż - Bruma (51. Wilczyński), Szmatiuk, Rozić, Noll - Bożok (87. Czoska), Płotka, Zawistowski, Burchardt (66. Budziński) - Labukas, Mawaye.

Korona: Małkowski - Golański, Malarczyk, Stano Ż, Markiewicz - Sobolewski (81. Janić), Vuković, Jovanović (71. Nowak), Korzym - Tataj, Edi.

Sędziował: Włodzimierz Bartos. Widzów: 3200.