Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona na dobrych torach

Ekstraklasa. Korona na mecz do Gdańska udała się pociągiem i... wróciła na dobre tory. Kluczem do siódmego zwycięstwa w sezonie znów konsekwentna gra w defensywie.
Już przed starciem z Lechią podopieczni Marcina Sasal byli najlepiej radzącym sobie poza domem zespołem w lidze. Ostatni raz bez punktów wracali 3 kwietnia czyli w poprzednim sezonie z Gliwic (0:1). W sobotnie popołudnie swoją serię jeszcze wyśrubowali (8 wyjazdowy mecz bez porażki). A wcale nie miało być o to łatwo.

Trener Sasal musiał bowiem zdecydować się na małą rewolucję, czyli zmianę żelaznej pary swoich stoperów. Kontuzjowanego Hernaniego zastąpił 19-letnim Piotrem Malarczykiem, któremu w tym roku w ekstraklasie pozwolił zagrać przez... dwie minuty. I nawet jeśli w Gdańsku młodzieżowy reprezentant Polski zaliczył swój ostatni pełny występ, to udowodnił, że zasługuje na więcej szans. Zwłaszcza, że forma Hernaniego jest chwiejna, a Pavol Stano mimo, że często należy do najlepszych na boisku liczy już 33 wiosny. To, że metryką nie warto jednak się sugerować regularnie udowadnia o rok starszy od Słowaka Jacek Markiewicz. Znów na lewej stronie obrony był bohaterem pierwszych minut, kiedy dwukrotnie z poświęceniem przecinał piłce drogę do napastników Lechii. Nie zawsze jednak nadążał przy linii bocznej za szybkim jak wiatr Bedim Buvalem. W 11. min. Francuz urwał się z pod jego opieki wpadł w pole karne, zagrał na piąty metr do Ivansa Lukjanovsa, ale strzał piętą Łotysza nie sprawił problemów Radosławowi Cierzniakowi. Korona odgryzła się tylko raz, tuż przed przerwą, gdy pięknie z dystansu i minimalnie niecelnie strzelił Edi.

Kielczanie największe chwile grozy (i dozy szczęścia) przeżywali zaraz po zmianie stron. Najpierw Lukjanovs zagrał (bo z pewnością nie strzelał) z narożnika pola karnego, a piłka szybująca odbiła się od słupka i pleców frunącego w powietrzu Cierzniaka. Ale potoczyła się wzdłuż bramki... Chwilę później mocno zza "szesnastki" przymierzył Łukasz Surma i tylko centymetrów zabrakło mu by wrzucić futbolówkę za plecy golkipera Korony. Piłkarze Sasala skupieni przed wszystkim na wystrzeganiu się pomyłek w defensywie pod bramką Sebastiana Małkowskiego gościli sporadycznie. Ale w 80. minucie szybką wymianą podań rozmontowali obronę Lechii. Markiewicz posłał w sprinterski bój rezerwowego Macieja Tataja, 31-letni napastnik rozejrzał się, odszukał przed polem karnym swojego imiennika Korzyma, ten ułożył sobie piłkę na lewej nodze i z 15 metrów strzelił nie do obrony tuż przy słupku. Kontratak Korony był mistrzowski i miał tylko jedno ale... Tataj w chwili podania od Markiewicza był na minimalnym, lecz jednak na spalonym.

Drugą część nadmorskiego punktowego planu kielczanie będą zrealizować w sobotę (godz. 19.15) w Gdyni z Arką.

Lechia Gdańsk - Korona Kielce 0:1 (0:0)

Bramka: Korzym (80.)

Sędziował: Robert Małek (Katowice). Widzów: 7635.

Korona: Cierzniak - Golański (68. Kuzera), Malarczyk, Stano, Markiewicz - Maliszewski (76. Tataj), Vuković, Jovanović (82. T. Nowak), Sobolewski - Korzym, Edi.

Lechia: Małkowski - Deleu, Bąk, Kozans, Kaczmarek - Lukjanovs (72. Dawidowski), Surma, Buzała (80. Sazankou), P. Nowak - Traore (84. Zieńczuk), Buval.