Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona - Bełchatów. Hit i tyle

Piłka nożna. Przed sezonem takie stwierdzenie potraktowano by jako żart. Ale nie teraz. W sobotę o godz. 19.15 na Ściegiennego zagra drugi z trzecim zespołem ekstraklasy. Stawką nawet fotel lidera
Obie drużyny są rewelacjami rozgrywek. Ale o ile kielczanie czasem - po udanej końcówce poprzednich rozgrywek - byli wymieniani w gronie tych, którzy mogą zamieszać w czołówce, to bełchatowian już nikt tak nie traktował. Mimo że w tabeli uplasowali się od Korony wyżej. GKS przed sezonem - przynajmniej na papierze - tylko się osłabiał. Z klubem pożegnała się czwórka podstawowych graczy (Dariusz Pietrasiak, Patryk Rachwał, Jakub Tosik, Mariusz Ujek), a uznawanego za jednego z najzdolniejszych polskich trenerów Rafała Ulatowskiego, zastąpił mało znany i zaledwie 33-letni Maciej Bartoszek. Jakby tego było mało, bełchatowianie odesłali do rezerw swojego najlepszego piłkarza Dawida Nowaka, bo podpisał wstępną umowę z Polonią Warszawa. 26-letni napastnik ostatecznie wycofał się jednak z chęci przenosin na Konwiktorską, przedłużył kontrakt z GKS-em i wrócił do pierwszego składu (a finał sprawy z Polonią rozstrzygać będzie sąd).

I taki zespół pod wodzą trenerskiego debiutanta wygrał pięć z ośmiu meczów, urywając już punkty całej wielkiej trójce. Bełchatowianie wybili piłkę z głowy na Łazienkowskiej Legii (2:0), ostudzili huraoptymizm Lecha po zwycięstwie w Lidze Europejskiej z Salzburgiem (1:0) i zremisowali 1:1 (pechowo) z Wisłą. - Gdy będziemy się tego trzymać, to jest szansa, że na koniec sezonu powiemy sobie, że dokonaliśmy wielkiej rzeczy. Pamiętam, jak się mówiło i pisało o nas przed sezonem... To przypominało lament, wieszczono wręcz koniec klubu - mówi Bartoszek.

Szkoleniowiec przed przyjazdem do Kielc jest pewny swego. - Mamy dobrą drużynę, świetnie się rozumiemy i przede wszystkim gramy coraz lepiej. Chcemy przywieźć z Kielc trzy punkty i zrobimy wszystko, żeby tak się stało - zapowiada. Ostrożniejszy - jak zwykle - jest trener kielczan Marcin Sasal. - Spotkają się dwie drużyny lubiące atakować, w każdym meczu trafiające do siatki, na pewno będzie ciekawie - przyznaje. Liczy jednak, że w sobotni wieczór to jego zespół punktowy dorobek wzbogaci o kolejne trzy "oczka". - Celujemy w zwycięstwo. Solidnie popracowaliśmy, żeby wyeliminować mankamenty, które ostatnio pojawiły się w naszej grze - podkreśla. W Chorzowie Korona mimo zwycięstwa 1:0 nie stwarzała sytuacji, oddała zaledwie dwa strzały na bramkę Ruchu. - Zmieniliśmy plan treningowy. Skupiliśmy się bardziej nad wypracowywaniem okazji, poćwiczyliśmy celność podań, strzałów - dodaje Sasal.

I jako wzór podaje ostatnią wizytę Bełchatowa na Ściegiennego. Wtedy kielczanie na bramkę GKS-u strzelali aż 24-krotnie (choć tylko jeden strzał Ediego, i to z rzutu karnego, znalazł drogę do siatki). - Myślę, że pod tym względem to było najlepsze spotkanie za mojej kadencji. Mieliśmy w tym meczu wyjątkową łatwość dochodzenia do sytuacji bramkowych - przypomina.

Nie wiadomo jednak, czy w sobotę w zdobywaniu bramek pomoże najskuteczniejszy piłkarz ekstraklasy Andrzej Niedzielan. 31-letni napastnik wrócił już zza oceanu, ale jeszcze nie trenował z zespołem. Po długiej podróży otrzymał dzień wolnego i na zajęciach ma zjawić się dopiero dziś. - Niewykluczone, że będziemy musieli poszukać innego rozwiązania w ataku - ostrzega Sasal. Coraz bardziej natomiast prawdopodobne jest, że zespołowi w tym roku nie pomoże już Nikola Mijailović. Serbski obrońca najbliższe tygodnie ma poświęcić na leczenie. - To ciężka kontuzja, a właściwie dwa urazy: zapalenie spojenia łonowego i dolegliwość przywodziciela uda. Nie potrafię powiedzieć, kiedy będzie mógł wrócić na boisko - potwierdza Cezary Klank, lekarz klubowy Korony.