Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Korona: Kapitan grozi odejściem

Piłka nożna. Nikola Mijailović i Aleksandar Vuković chcą od władz klubu wyjaśnienia okoliczności zwolnienia z Korony Kielce prezesa Tadeusza Dudki. - Jeśli nie, to my odchodzimy - ostrzega serbski kapitan.
Atmosfera na zgrupowaniu w Krajnskiej Gorze jest daleka od ideału. Choć piłkarze i trener Marcin Sasal podkreślali, że po wyjeździe z Kielc skoncentrują się tylko na przygotowaniach do sezonu, to nie ukrywają, że tak nie jest. - Głowy wciąż mamy zaprzątnięte ostatnimi wydarzeniami. Nikt nam nie powiedział, czym naprawdę podyktowana była decyzja o zmianie prezesa [oficjalny powód to naruszenie przepisów antykorupcyjnych, czyli niezakończenie działalności biznesowej - przyp. red.]. Zbyt dużo niejasności w tym wszystkim - twierdzi Mijailović. Po powrocie ze Słowenii oczekuje, że z zespołem spotka się prezydent Wojciech Lubawski oraz przedstawiciele rady nadzorczej. - Nie mamy nic przeciwko nowemu prezesowi, ale z uwagi na fakt, że to pan Dudka nas zatrudniał i współpraca układała się bardzo dobrze, chcemy poznać szczegóły - przyznaje Serb. Mijailović sprawę stawia bardzo poważnie. Rozważa nawet odejście z klubu. - Tak złej atmosfery w Koronie nie było, odkąd tu trafiłem. Jeśli nic się nie zmieni, to ja i "Vuko" odejdziemy. Wiem, że pozostali piłkarze też zastanawiają się, co robić - mówi.

Jeszcze w komplecie Korona zagrała swój drugi letni sparing. Znów przegrany, ale tym razem po zdecydowanie lepszej grze niż tydzień wcześniej z Ruchem Radzionków (0:2). - Na tle zespołu, który niedługo będzie walczył o Ligę Mistrzów, zaprezentowaliśmy się korzystnie. Graliśmy szybko, ofensywnie, ale niestety po mistrzowsku marnowaliśmy okazje strzeleckie - opowiada Paweł Grabowski, kierownik drużyny. W pierwszej połowie celował w tym rozgrywający swój pierwszy mecz w Koronie Andrzej Niedzielan - zmarnował dwie sytuacje sam na sam z bramkarzem. Po przerwie podobnej szansy nie wykorzystał Cezary Wilk. Kielczanom brakowało też szczęścia - po strzale Pawła Sobolewskiego rywale piłkę wybili z linii bramkowej. Ale to 30-letni skrzydłowy w 55. min przełamał strzelecki impas Korony (gol po asyście Ediego). Na wicemistrza Czech to było jednak za mało. Bo wcześniej - po półgodzinie - Radosława Cierzniaka pokonał Tomas Jablonsky, a pięć minut przed końcem spotkania jego zmiennika Zbigniewa Małkowskiego do kapitulacji zmusił Tomas Pekhart. - Zemściły się niestety proste błędy w obronie - ocenia Grabowski.

FK Jablonec - Korona Kielce 2:1 (1:0)

Bramki: Jablonsky (30.), Pekhart (85.) - Sobolewski (55.).

Korona: Cierzniak (46. Małkowski) - Markiewicz (75. Lech), Hernani (50. Malarczyk), Stano, Mijailović (46. Kal) - Sobolewski, Vuković (46. Kowalski), Wilk, Janić (46. Kaczmarek) - Gajtkowski (46. Edi), Niedzielan (46. Korzym).