Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pitry wyregulował celownik - Górnik wygrał

Górnik Zabrze nie dał na wyjeździe żadnych szans Stali Stalowa Wola. - Górnik przyjechał zmobilizowany i to było widać na boisku. Dzisiaj dużo nam brakowało do zawodników z Zabrza - skomentował po meczu obrońca Stali, Bartłomiej Piszczek.
Po sensacyjnym pucharowym zwycięstwie nad Lechem Poznań niemal wszyscy w Stalowej Woli byli przekonani, że Stal w końcu zacznie regularnie zdobywać ligowe punkty. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo brutalna. Podopieczni Janusza Białka w niczym nie przypominali drużyny, która kilka dni wcześniej z Lechem z poświęceniem walczyła o każdy metr boiska.

Kibice jeszcze nie zdążyli się wygodnie rozsiąść na trybunach, a zabrzanie prowadzili już 1:0. W 4. minucie precyzyjne dośrodkowanie Piotra Madejskiego wykorzystał Przemysław Pitry, który strzałem głową nie dał szans Tomaszowi Wietesze. Bramkarz Stali bez szans był również w 33. min. Zawodnicy z Zabrza przeprowadzili niemalże kopię akcji, po której objęli prowadzenie. Tym razem dobrze dysponowany tego dnia Robert Szczot z łatwością ograł na lewej stronie Cezarego Czpaka, po czym miękko wrzucił piłkę do niepilnowanego Przemysława Kuliga, który z kilku metrów skierował ją do bramki.

Gospodarze, którzy w pierwszej części spotkania nie mieli nic do powiedzenia, niespodziewanie strzelili kontaktowego gola tuż przed przerwą. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Krzysztofa Treli piłkę, która wcześniej odbiła się od słupka po strzale Marka Drozda, wślizgiem dobił Piszczek. - W pierwszej połowie w ogóle nie istnieliśmy. Ta bramka strzelona w samej końcówce była raczej przypadkowa, bo Górnik na wiele nam nie pozwolił. Nie stworzyliśmy sobie żadnych sytuacji podbramkowych, dlatego wynik był lepszy niż wskazywała na to nasza gra - stwierdził strzelec jedynej bramki dla Stali w tym spotkaniu.

Z przysłowiowej "bramki do szatni" niezadowolony był trener Górnika. - Wiedzieliśmy, że Stal jest groźna przy stałych fragmentach gry. Wiedzieliśmy, że nie możemy faulować blisko naszego pola karnego. Ale stało się - stwierdził Ryszard Komornicki.

Gol zdobyty przez Piszczka miał podziałać na Stalówkę mobilizująco. - Po tym jak straciliśmy frajerską bramkę przed przerwą, myśleliśmy że Stal w drugiej połowie zagra bardziej ofensywnie - mówił Madejski.

Słowa pomocnika zabrzan sprawdziły się tylko po części. Mimo, że gospodarze po przerwie przejawiali większą ochotę do gry, to tak naprawdę nie mieli atutów, aby doprowadzić do wyrównania. Znakomitą sytuację miał w 65. min Jurij Michalczuk lecz ukraiński napastnik Stali, będąc na piątym metrze, nieczysto trafił w piłkę, którą po chwili wybili obrońcy Górnika. - Szkoda mi tej sytuacji. Gdyby Michalczuk dobrze uderzył, kto wie jakby ten mecz się dalej potoczył. Gdybyśmy doprowadzili do wyrównania, to napsulibyśmy Górnikowi trochę krwi do końca spotkania - mówił później trener Białek.

Sytuacja ta mogła się zemścić chwilę później. Po akcji Mariusza Przybylskiego z Pitrym, pomocnik Górnika nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Wietechą, który sparował piłkę na rzut rożny. Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Stalówkę w ostatniej minucie spotkania dobił po raz drugi Pitry, który wykorzystał błąd Wietechy.

Stal Stalowa Wola - Górnik Zabrze 1:3 (1:2)

Bramki: Piszczek (45.) - Pitry (4., 90.), Kulig (33.)

Stal: Wietecha - Drozd (59. Gilar), Piszczek, Maciorowski, Lebioda - Czpak Ż , Krawiec (80. Wieprzęć), Michalewski, Trela - Wasilewski (46. Szymiczek), Michalczuk.

Górnik: Nowak - Kulig, Karwan, Pazdan, Magiera Ż - Bonin (67. Dzienis), Strąk (64. Danch), Przybylski, Szczot - Madejski (56. Gorawski), Pitry.

Sędziował: Michał Mularczyk (Skierniewice). Widzów: 2500.