Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Górnik przedłużył nadzieje na utrzymanie

Kilkanaście tysięcy kibiców zrezygnowało z piłkarskiej uczty przed telewizorami i zamiast El Clasico w Madrycie dopingowało z trybun Górnika. Zabrzańscy piłkarze odpłacili im kompletem punktów w arcyważnym meczu z Lechią.
Henryk Kasperczak po ostatnim gwizdku w meczu z Lechią uściskał się ze swoimi asystentami, poklepał schodzących z boiska piłkarzy, bił brawo w stronę wiwatujących widzów. - Presja, która na nas ciąży, jest ogromna. Zawodnicy na szczęście dobrze sobie z nią radzą - powiedział dziennikarzom na konferencji.

Ulga szkoleniowca była uzasadniona. Górnik wygrał drugi raz z rzędu na własnym boisku, po raz drugi ograł rywala, który też walczy o utrzymanie. Kasperczak ma wytłumaczenie sukcesów swoich zawodników. - Oni są jak muszkieterowie z powieści Dumasa. Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich - komplementował graczy.

Mecz Górnika toczył się równocześnie z najsłynniejszym chyba światowym starciem ligowym - El Clasico w Madrycie. Zabrzańscy kibice nie żałowali, że poświęcili mecz Realu z Barcą na rzecz ligowego spotkania na Roosevelta. W komplecie stawili się na stadionie imienia Ernesta Pohla i ze wszystkich sił dopingowali swoich pupili. - Oni są wspaniali - rozpływał się potem Kasperczak. - W trudnych momentach, gdy Lechia naciskała, nie mieliśmy ani chwili zwątpienia. Przy takim dopingu nogi same rwały się do walki - dodawał lider zabrzan Adam Banaś.

- Scenariusz meczu z Lechią miał być taki: zaatakować, szybko strzelić gola, a potem kontrolować przebieg gry - mówił mi przed spotkaniem pomocnik Dariusz Kołodziej.

Kasperczak dokonał w składzie kilku zmian, nieco zaskakujących - na ławkę rezerwowych posadził bramkarza Michala Vaclavika i napastnika Przemysława Pitrego, zaś do zespołu włączył odsuniętego przed miesiącem za "brak zaangażowania" Piotra Madejskiego.

Plan szybkiego zdobycia gola mógł runąć już w 3. minucie, gdy sam na sam przed bramkarzem wyrósł Maciej Kowalczyk. Strzał napastnika Lechii Sebastian Nowak obronił nogami. Miejscowi dodatkowo się zmobilizowali i rozpoczęli realizację scenariusza Kasperczaka - w 9. min po akcji Madejskiego bramkę zdobył Mariusz Magiera.

Z zapowiadanym kontrolowaniem gry było potem różnie. Zabrzanie mieli co prawda swoje syutuacje (Robert Szczot, Madejski, Dawid Jarka), jednak kwadrans przed końem spotkania dali się rywalom zamknąć niczym w hokejowym "zamku". - Jestem dumny z moich chłopaków, że w II połowie mimo niekorzystnego wyniku, potrafili zdominować grę - zapewniał Tomasz Kafarski, młody trener Lechii.

Kasperczak tym razem zrobił jednak dobre zmiany. Nie wprowadził obrońców, ale Przemysława Pitrego i Kołodzieja. Ten ostatni tuż przed zakończeniem regulaminowego czasu strzelił nie do obrony i podwyższył wynik. - Darek okazał się naszym jokerem - mówił Nowak. - Darek dał nam drugi oddech - dodawał Banaś.

W Zabrzu zapowiada się bardzo gorący maj. Górnik po wygranej nad Lechią nie może zwolnić tempa i powinien zdobywać komplety punktów w co najmniej trzech z czterech ostatnich meczów. Muszkieterów Kasperczaka czeka teraz trudny mecz w Łodzi, potem na Roosevelta emocjonujące odwiedziny trenera Ryszarda Wieczorka z Odrą, wreszcie wyjazd do będącej w równie trudnej sytuacji Cracovii. Te trzy spotkania zapewne rozstrzygną o losie klubu z Zabrza.

Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk 2:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Magiera (9.), 2:0 Kołodziej (87.)

Górnik: Nowak - Bonin, Banaś, Pazdan, Magiera Ż - Szczot (77. Pitry), Przybylski, Strąk, Danch, Madejski (83. Kołodziej) - Jarka (88. Kiżys).

Lechia: Kapsa - Bąk, Wołąkiewicz, Cvirik, Mysona - Wiśniewski (62. Rogalski), Piątek, Surma, Kaczmarek - Kowalczyk (75. Buzała), Zabłocki Ż (84. Rybski).

Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa). Widzów: 18000.



Rozmowy po meczu

Tomasz Kafarski, trener Lechii: Spotkanie było bardzo ciekawe. Szybko strzelony gol otworzył grę obu zespołów. Jestem dumny z moich piłkarzy, że w II połowie potrafili zdominować grę. Szkoda, że nie udało się wyrównać.

Henryk Kasperczak, trener Górnika: To było zacięte spotkanie, oba zespoły chcą się utrzymać w lidze. Psychologicznie Lechia była w nieco lepszej sytuacji, bo miała cztery punkty więcej od nas. My zaś cały czas gramy pod presją. Weszliśmy w decydującą fazę sezonu, muszę podziękować zawodnikom za pokazany charakter.

Adam Banaś, obrońca Górnika: Mamy świetny kolektyw, każdy może strzelać gole. Tym razem ja nie strzelałem, a zrobili to Mariusz i Darek. Dzięki wspaniałym kibicom nie było zwątpienia w trudnych momentach meczu. Co do mojego urazu, to do 75. minuty grało mi się dobrze, potem zacząłem odczuwać mięsień brzucha.

Krzysztof Bąk, obrońca Lechii: Mieliśmy wręcz idealną sytuację na początku meczu, szkoda, że jej nie wykorzystaliśmy, bo wtedy spotkanie inaczej by się potoczyło.

Mariusz Magiera, obrońca Górnika: Nie wiem jak to wytłumaczyć, po raz kolejny po zdobyciu gola podświadomie cofamy się. Tak było w meczu z Lechem, gdy straciliśmy gola w doliczonym czasie. Tym razem na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Dariusz Kołodziej, pomocnik Górnika: Gdy piłka po moim uderzeniu odbiła się od słupka, byłem zasłonięty i zupełnie nie widziałem, w którą stronę leci. Później zobaczyłem, że wpadła do siatki. Była ogromna radość. Rola jokera mnie nie satysfakcjonuje, będę robił wszystko, by grać w pierwszym składzie.

Sebastian Nowak, bramkarz Górnika: Cieszę się, że pomogłem kolegom. W zespole jest wiara w cel, jakim jest utrzymanie. To jest najważniejsze. Jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa.

Piotr Madejski, pomocnik Górnika: Nikomu nie mam zamiaru niczego udowadniać. Gram dla naszych wspaniałych kibiców i mam nadzieję, że moja gra przełoży się na lepsze wyniki Górnika. O tym, że zagram, dowiedziałem się na przedmeczowej odprawie. Wcześniej odbyłem rozmowę z trenerem. Powiedziałem, że jestem gotowy pomóc Górnikowi.

not. pp