Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W Zabrzu do sensacji zabrakło 120 sekund!

Górnik zagrał bardzo dobry mecz, może nawet najlepszy w sezonie. Tylko kilku chwil zabrakło do zwycięstwa nad liderem z Poznania. Tymczasem sytuacja zabrzan w tabeli robi się coraz bardziej dramatyczna.
Weekendowe wieści nie były dobre dla Górnika. Wysokie wygrane Cracovii i Ruchu Chorzów, remis Odry Wodzisław, wreszcie sensacyjne sukcesy Jagiellonii i ŁKS-u nad faworytami. Rywale zdobywali punkty, a tymczasem do Zabrza przyjeżdżał lider tabeli, opromieniony sześcioma kolejnymi zwycięstwami Lech Poznań.

Przed meczem w Zabrzu długo zastanawiano się, jak powstrzymać Roberta Lewandowskiego, który swoimi golami zapewniał sukces lechitom w trzech ostatnich meczach. Ale "Lewy" tym razem nie był pierwszoplanowym bohaterem spotkania, zresztą w ofensywie poznaniacy nie mogli sobie pozwolić na wiele. Powód? Michał Pazdan - lat ledwie 22 - zaczyna grać "po profesorsku". Kolejne jego interwencje wybijały z uderzenia ofensywne zapędy Lecha.

Bohaterem meczu był jednak inny obrońca Górnika. Adam Marciniak, o rok młodszy od Pazdana, w 54. minucie zadziwił wszystkich widzów na stadionie, a za pośrednictwem telewizyjnych kamer pewnie tysięce telewidzów nie tylko w Polsce.

Co zrobił Marciniak? Otóż w biegu z ponad 40 metrów huknął w stronę bramki, a piłka niczym po strzałach Roberto Carlosa wpadła do siatki nad zaskoczonym bramkarzem.

- Przez chwilę myślałem, by podawać, ale nikogo nie zauważyłem i zdecydowałem się na strzał. Pomyślałem, że piłka dobrze mi siadła, a po chwili zobaczyłem ją w siatce. To mój gol życia. Nawet na treningach nie udało mi się tak strzelić - cieszył się sprowadzony zimą z ŁKS-u zawodnik. - To było coś niesamowitego! Marciniak dobrze uderzył, ale miał przy tym sporo szczęścia. Gdyby teraz dać mu dziesięć piłek, to pewnie ani raz by tak nie trafił - Kotorowski jeszcze długo po meczu nie mógł otrząsnąć się z wrażenia po golu.

Tymczasem fascynująco zapowiadający się pojedynek trenerów wypadł na remis. Kasperczak i Smuda to od dawna pretendenci do posady selekcjonera kadry, wyraźnie obaj spotkanie potraktowali prestiżowo. Szkoleniowiec Górnika zaskoczył zmianą Mariusza Magiery (grał w dwóch dotychczasowych meczach) na znacznie mniej doświadczonego Marciniaka. W meczu z liderem ryzyko było spore, ale młodziak odwdzięczył się za zaufanie dobrą grą i golem rzadkiej urody. Po straconej bramce Smuda natychmiast wprowadził na boisko Sławomira Peszko, który długo pauzował po kontuzji. To była także dobra zmiana. Po podaniu Peszki w doliczonym już o cztery minuty czasie gry strzałem samobójczym piłkę do siatki wpakował Paweł Strąk. - Szkoda, że tak dramatycznie to się dla nas skończyło. Ale taka jest piłka. Nie możemy tracić wiary - podsumował nieco podłamany Kasperczak.

Smuda zaś nie był już tak skory do żartów jak jeszcze kilka dni przed meczem, gdy wszystkim zapowiadał, że "przygotował Heńkowi kolejny zespół do przejęcia". - Byli zdeterminowani. Rywale nie pozwolili nam rozwijać naszej gry, siedzieli na nas krótko, nie mogliśmy grać skrzydłami - tak Franz tłumaczył przyczyny niepowodzenia w meczu z ostatnim w tabeli zespołem.

Co dalej z Górnikiem? Jego sytuacja robi się coraz trudniejsza, zwłaszcza po niespodziewanym niedzielnym sukcesie Piasta w Gdyni. Teraz przed zabrzanami dwa trudne wyjazdy - do Legii, a zaraz potem do wspomnianych Gliwic. - Teraz to już z każdym musimy wygrywać. Czy to Legia, czy ktoś inny, nieważne - zapowiada Robert Szczot.

Warto wspomnieć o kibicach, których blisko 20 tysięcy zjawiło się na stadionie w Zabrzu. Po trzech tegorocznych kolejkach zabrzanie są bezapelacyjnym liderem pod względem frekwencji. Ich spotkania w Chorzowie i dwa w Zabrzu oglądało blisko 80 tysięcy widzów! Czy taki zespół miałby spaść z ligi?

Górnik Zabrze - Lech Poznań 1:1 (0:0)

Bramki: 1:0 Marciniak (54.), 1:1 Strąk (samobójcza (90 + 2)

Górnik: Nowak Ż - Bonin, Banaś Ż , Pazdan, Marciniak - Gorawski, Strąk, Danch, Przybylski, Pitry (87. Madejski) - Szczot (90. Kiżys)

Lech: Kotorowski - Wojtkowiak Ż , Bosacki, Arboleda, Djurdjevic - Injac (61. Peszko), Murawski, Stilić, Lewandowski, Bandrowski Ż - Rengifo Ż .

Sędziował: Paweł Gil (Lublin). Widzów: 20000.



Rozmowy pod szatnią

Robert Szczot (Górnik): Podobnie jak w ostatnim meczu z Arką byliśmy lepsi i podobnie jak wtedy nie udało nam się wygrać. Zamiast sześciu punktów mamy ledwie dwa. W naszej sytuacji z każdym musimy grać o komplet punktów, czy to Lech, czy Legia, czy ktokolwiek inny.

Tomasz Bandrowski (Lech): Stoczyliśmy tu twardą walkę. Nasza gra nie była dziś rewelacyjna, ale najważniejsze jest to, że jednak wywozimy z Zabrza punkt. Rywale postawili sprawę na ostrzu noża, nie odstawiali nóg, wiedzieli, o co grają.

Adam Marciniak (Górnik): Chcieliśmy spełnić życzenie kibiców, którzy śpiewają "zagraj jak za dawnych lat". Ten mecz z liderem był chyba jak za dawnych lat. A moja bramka? Przez chwilę myślałem, by podawać, ale nikogo nie zauważyłem i zdecydowałem się na strzał. Pomyślałem, że piłka dobrze mi siadła, a po chwili zobaczyłem ją w siatce. To mój gol życia.

Krzysztof Kotorowski (Lech): Bramka dla Górnika to coś niesamowitego! Marciniak dobrze uderzył, ale miał przy tym sporo szczęścia. Gdyby teraz dać mu dziesięć piłek, to pewnie ani raz by tak nie trafił. Dla nas ten remis to stracone dwa punkty.

Damian Gorawski (Górnik): Szkoda tego straconego gola. Ale ten punkt z liderem i tak jest dobrym osiągnięciem. Dziś na boisku była bardziej gra siłowa niż techniczna.

not. pp

Zdaniem trenerów

Franciszek Smuda (Lech): Przed meczem jeszcze w Poznaniu zapowiadałem, że w Zabrzu czeka nas najtrudniejszy z dotychczasowych wyjazdów. Bo Górnik, ostatni w tabeli, jest zdeterminowany, by zdobywać punkty. I tak rzeczywiście było. Nie pozwolili nam rozwijać naszej gry, siedzieli na nas krótko, nie mogliśmy grać skrzydłami. Mieliśmy swoje sytuacje, ale nie wykorzystaliśmy ich. Remis jest sprawiedliwy.

Henryk Kasperczak (Górnik): Mecz był zacięty i mógł się podobać. Spotkały się zespoły o diametralnie różnych celach. Oba bardzo chciały wygrać. Szkoda, że tak dramatycznie to się dla nas skończyło. Ale taka jest piłka. Nie możemy tracić wiary.

not. pp