Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Katastrofa samolotu z piłkarzami Chapecoense. Jak jedna z najpiękniejszych historii w brazylijskiej piłce zmieniła się w najstraszniejszą

Katastrofa w Medellin zamieniła najlepszy czas Chapecoense w najgorszy. Rok 2016 już zawsze będzie się kojarzył z tragedią, a nie wielkimi sukcesami małego klubu, który tak trudno było pokonać
To miała być jedna z najpiękniejszych historii roku 2016 w futbolu na zachodniej półkuli. Historia błyskawicznej wspinaczki z dołów brazylijskiej piłki na szczyt. Od groźby bankructwa ledwie kilka lat temu do finału Copa Sudamericana, czyli południowoamerykańskiego odpowiednika Ligi Europy. Historia klubu, który nawet nie ma stadionu na którym dałoby się rozegrać tak ważny mecz, więc rewanż z Atletico Nacional (finały Sudamericana są dwumeczowe) zaplanował w Kurytybie.

2016, rok historycznych sukcesów

Na mecze ligowe wystarcza Chapecoense mała Arena Conda, mieszcząca 20 tysięcy widzów. I tak rzadko przychodziło ich więcej niż 10 tysięcy. Nawet w obecnym sezonie, gdy Chapecoense szło od sukcesu do sukcesu. Wygrało wiosną mistrzostwa stanu Santa Catarina - to południowy stan, w którym mieszkają głównie potomkowie Niemców i Włochów, jest też sporo Polaków. W lidze na kolejkę przed końcem sezonu jest na 9. miejscu, nigdy nie skończyło jej na wyższym. A do finału rozgrywek kontynentalnych dostało się pierwszy raz. I było pierwszym od trzech lat brazylijskim klubem, który awansował do finału Libertadores lub Sudamericana. Zawodzili giganci, a dało radę małe Chapecoense.

Brazylijska Termalica

Chapeco to przedziwne miejsce na mapie brazylijskiej piłki. Mocno upraszczając, trochę jak nasze Wronki czy Nieczecza. Sukcesy zawdzięcza lokalnym biznesmenom. Ten region Brazylii bardzo mocno się rozwija dzięki rolnictwu, prezes Sandro Pallaoro, który przejął klub w 2008 i poprowadził na szczyt, wzbogacił się na handlu owocami. Ale Chapecoense i tak mają budżet kilkanaście razy mniejszy niż giganci brazylijskiej piłki, klub od kilku lat ma zasadę by wydawać tylko tyle ile zarobi, czym też się w brazylijskiej piłce wyróżnia.

Złoty czas prezesa Pallaoro

Chapecoense to najmłodszy klub w brazylijskiej elicie, powstał dopiero w 1973 roku. A większość ich rywali z pierwszej ligi - jeszcze przed pierwszą wojną światową. Chapeco to też najmniejsze miasto w brazylijskiej Serie A. Niespełna 200-tysięczne,. Następne na liście najmniejszych ligowych miast, Santos i Florianopolis (siedziba klub Figueirense, też ze Stanu Santa Catarina) są dwa razy większe. A pozostałe liczą już co najmniej milion mieszkańców.

Gdy w 2013 Chapecoense pierwszy raz awansowało do brazylijskiej Serie A, dopiero się stawało w miarę profesjonalnym klubem. Wcześniej był tam problem nawet z boiskiem treningowym i siłownią, o regularnym płaceniu dobrych pensji nie wspominając. Wszystko się zmieniało w biegu. Jeszcze w roku 2008 klub nie zakwalifikował się nawet do czwartej ligi Brazylii. Wtedy przejął władzę prezes Pallaoro i w pięć lat piłkarze przeskoczyli z czwartej ligi do pierwszej, by w niej zadebiutować w 2014. Zadebiutować, bo wprawdzie grali już w pierwszej lidze pod koniec lat 70., ale wówczas liga nie była jeszcze ligą, tylko dziwną hybrydą ligi i pucharu, w której grało wtedy na najwyższym szczeblu nawet ponad 90 drużyn.

Królowie remisów

Z sezonu na sezon Chapecoense kończyło sezon w Serie A wyżej. Najbardziej znanym piłkarzem był Cleber Santana, 35-latek z przeszłością w Atletico Madryt i Realu Mallorca. Najskuteczniejszym piłkarzem - Bruno Rangel, jeden z najlepszych strzelców ligi. Figuieirense nie grało pięknie, ale bardzo trudno było tę drużynę pokonać. Nikt w lidze brazylijskiej nie ma więcej remisów niż Chapecoense, historyczne awanse w Copa Sudamericana kosztem argentyńskich legend - w 1/8 finału Independiente, w półfinale San Lorenzo - też dokonały się po samych remisach. W 1/8 finału dzięki rzutom karnym, w półfinale dzięki bramce na wyjeździe.

Przeżyło trzech piłkarzy

Finał z Atletico Nacional, czyli tegorocznym zwycięzcą Copa Libertadores, reprezentantem kontynentu w najbliższych klubowych mistrzostwach świata, miał być najważniejszym wydarzeniem w historii klubu. Przy podchodzeniu do lądowania w Medellin samolot czarterowy z 81 osobami na pokładzie rozbił się, wśród sześciu osób które przeżyły jest trzech piłkarzy: z tych którzy grali w półfinale z San Lorenzo ocalał tylko środkowy obrońca Neto. Przeżyli też trzeci bramkarz Follmann i rezerwowy obrońca Alan Ruscher.

Zginął również prezes Sandro Pallaoro, jeden z najlepszych szefów jakich miał brazylijski futbol. Pallaoro, w 2015 wybrany biznesmenem roku w Brazylii, powiedział kiedyś, że tutejsza piłka jest jeszcze bardziej skorumpowana niż tutejsza polityka. Jego największym marzeniem było, żeby klub zakwalifikował się kiedyś do Copa Libertadores.

Lotnicze tragedie z udziałem piłkarskich drużyn