Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sportowa wojna Rosji z Turcją. Rubin Kazań odwołał obóz, siatkarze nie lecą na LM

Rosyjskie drużyny siatkarskie nie polecą na Ligę Mistrzów do Turcji, kluby piłkarskie odwołują zimowe obozy, a ministerstwo sportu w Moskwie zaleca rozwiązywanie kontraktów z tureckimi zawodnikami.
Nie ma chyba na świecie drugiego kraju, w którym sport jest tak mocno związany z polityką jak w Rosji. Gdy wybuchła afera z fałszowaniem przez moskiewskie laboratorium wyników antydopingowych badań lekkoatletów, natychmiast tłumaczono to zemstą polityczną Zachodu, mimo że dowody winy Rosjan były miażdżące. Z tego samego powodu po zestrzeleniu przez Turcję bombowca Su-24 tylko kwestią czasu było, kiedy spór polityczny odbije się na sporcie.

"Tureckie oferty odrzucimy"

Witalij Mutko, rosyjski minister sportu, natychmiast nakazał sprawdzenie, czy przy budowie stadionów na mistrzostwa świata w 2018 r. pracują tureckie firmy. Pytany przez dziennikarzy w piątek zakomunikował, że nie znalazł żadnej. Ale gdy minął weekend, jednak trochę się ich znalazło. - Te firmy nie mają wpływu na projekty, bo głównymi wykonawcami są nasze spółki. Kontraktów nie będziemy więc zrywać, ale żaden nowy nie zostanie podpisany. Wszystkie tureckie oferty od razu odrzucimy - zapowiedział.

W niedzielę ogłoszono, że Rosja wprowadza sankcje wobec Turcji. M.in. przestaje importować żywność za 1,7 mld dol. rocznie. Mutko stwierdził, że ograniczenia dotyczą także sportu. Od 1 stycznia rosyjscy pracodawcy nie będą mogli zatrudniać pracowników z tureckim obywatelstwem. - Jeśli ktoś chce w zimowym oknie transferowym sprowadzić do Rosji tureckiego sportowca, to informuję, że takiej szansy nie dostanie - podkreślił Mutko, który jest też prezesem federacji piłkarskiej. Zaapelował także, by nie jeździć na zimowe zgrupowania do "wrogiego kraju".

Pierwszy zareagował Rubin Kazań, odwołując obóz w Antalyi. To jedyny klub w rosyjskiej ekstraklasie zatrudniający tureckiego piłkarza. Gökdeniz Karadeniz występuje w zespole z Tatarstanu od siedmiu lat. 35--letni reprezentant Turcji ma kontrakt do 2018 r., ale nie musi się bać utraty pracy. Władze Rubina stwierdziły, że nie zamierzają się go pozbywać. - W rzeczywistości jest prawie Rosjaninem, wspaniałym człowiekiem. Gdyby wszyscy [Turcy] byli tacy, na świecie byłoby lepiej - wsparł szefów Rubina Mutko.

Według dziennikarzy zakaz wyjazdu na obozy w Turcji uderzy w biedniejsze kluby. Najbogatsze i tak przygotowywały się zimą w Hiszpanii, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Katarze. Pozostałych nie stać na takie wyjazdy, bo kryzys i spadek kursu rubla już i tak mocno dały im się we znaki. Pytani przez media prezesi twierdzą, że alternatywą mogą być loty na Cypr lub okupowany przez Rosję Krym. Ural Ufa, Mordowija Sarańsk, a nawet... armeński Piunik Erywań już zapowiedziały, że z Turcji rezygnują.

Rosyjskie kluby nie poleciały do Turcji

Najwięcej zamieszania konflikt wywołał jednak w siatkówce. Dynamo Moskwa i Biełogorje Biełgorod nie poleciały na mecze Ligi Mistrzów do Turcji. Ten drugi zespół we wtorek wieczorem miał zagrać w Izmirze z Arkasem, zaś drużyna z Moskwy - w środę w Ankarze z Ziraatem Bankasi. Oficjalnie powodem jest troska o bezpieczeństwo zawodników, a inicjatywa miała wyjść od klubów. Inaczej sytuację przedstawił jednak Aleksander Jaremienko, sekretarz generalny rosyjskiej federacji. - Dostaliśmy polecenie, żeby nie jechać. To decyzja nadrzędnych organów - ujawnił. Rosjanie zaproponowali, by spotkania rozegrać na neutralnym terenie lub je przełożyć. Sami jednak nie wierzą, że ich oferta będzie rozpatrzona. Oczywiście nie mogło się obejść bez komentarza Mutki, według którego w całym europejskim sporcie stosowane są podwójne standardy - wobec Rosji i innych krajów. - Musimy być przygotowani na walkowery wobec rosyjskich klubów - dodał minister.

Takich obaw nie mają Turcy. W środę w Kazaniu Zenit zmierzy się z Halkbankiem Ankara, w którym występuje Michał Kubiak. Wicemistrz Turcji już zapowiedział, że przyleci na mecz, podkreślając, że sportu nie wolno mieszać z polityką. W Rosji emocje są jednak tak duże, że racjonalne argumenty się nie liczą. Jewgienija Starcewa, rozgrywająca siatkarskiej reprezentacji, boi się grać w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich, który 4 stycznia ma się rozpocząć w Ankarze. - Po tym wszystkim, co pokazują nam w telewizji, uważam, że turniej powinien zostać przeniesiony - powiedziała. Włosi już zadeklarowali, że przejmą kwalifikacje. Włoszki i Rosjanki są w jednej grupie z polską reprezentacją. Żadna decyzja na razie nie zapadła.