Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Piłka nożna. Koniec Raula, niezwykłego dżentelmena

- Jest numerem 1 w historii hiszpańskiej piłki - uważa Pep Guardiola. A przecież legendarny napastnik Realu Madryt nie był ani mistrzem świata, ani Europy. W niedzielę skończył karierę w nowojorskim Cosmosie, jak Pele i Franz Beckenbauer.
Z klubem z Nowego Jorku 38-letni Raul González Blanco zdobył 22. tytuł w karierze zamkniętej 1013 meczami i 427 golami. Zajęło mu to przeszło dwie dekady. Zadebiutował w Realu Jorge Valdano w wieku 17 lat i 4 miesięcy, jako najmłodszy piłkarz w historii klubu. Na cześć Valdano dał potem imię Jorge synowi. Drugi nazywa się Hugo na cześć Sáncheza, trzeci Héctor na cześć Riala, czwarty Lothar w uznaniu dla Niemca Matthäusa. Futbol naznaczył jego życie i rodzinę.

Gole, zwycięstwa, trofea nie oddają fenomenu gracza z numerem 7, magicznym w historii klubu z Santiago Bernabéu. Przed nim nosili go Emilio Butragueno, Juanito, Amancio, a kilka razy Alfredo Di Stéfano. Po Raulu dostał go Cristiano Ronaldo, który w niewiele ponad sześć lat pobił rekord bramek zdobytych dla "Królewskich". Liczba trofeów przemawia jednak na korzyść Raula. Został twarzą odrodzenia klubu, który czekał ponad trzy dekady na siódmy Puchar Europy. W latach 1998-2002 Raul zdobywał to trofeum trzy razy, stając się częścią galaktycznych z Zidane'em, Figo, Ronaldo, Beckhamem.

A przecież w Realu miał w ogóle nie grać. Mistrzostwo Hiszpanii do lat 15 zdobywał z Atlético, potem jednak nieżyjący już prezes Jes s Gil zlikwidował sekcje młodzieżowe na Vicente Calderón, szukając oszczędności. Raul przeszedł do wielkiego sąsiada, czym naraził się bratu - zaciekłemu fanowi Atlético. W królewskim klubie pobił rekord goli zdobytych w Lidze Mistrzów. Odebrał mu go także Cristiano Ronaldo.

- O ile Ronaldo tworzy legendę Realu na boisku, o tyle Raul robił to na boisku i poza nim - mówi były obrońca klubu Roberto Carlos. Portugalczyk chce być królem piłki, Raul uważał się za jej dłużnika. Czuł, że popularność, pieniądze, powodzenie są zobowiązaniem. I zbytkiem luksusu, bo rzesze fanów zechciały wynieść futbol na piedestał. Jak każdy honorowy dłużnik starał się spłacać długi. Dziennikarze opowiadają, że gdy trzeba było odwiedzić szpital lub dom dziecka, Raul nigdy nie odmawiał.

W 2001 r. otarł się o Złotą Piłkę, był drugi za Michaelem Owenem. On nie kolekcjonował jednak tytułów indywidualnych. Jerzy Dudek w książce "NieRealna kariera" napisał, że skromność Raula to w jakimś stopniu pozory. Że rozmiarem ego przypominał chwilami Cristiano Ronaldo. Wolał, by Real wygrał 2:1 po jego golach niż 3:0 po bramkach kolegów. Polak opowiadał też, że Raul rządził szatnią Realu bez podnoszenia głosu i wulgaryzmów. W Madrycie uważano go za symbol tradycji senorio - klubu dżentelmenów. Dziś już nikt nie chce być dżentelmenem, każdy - zwycięzcą.

Ale i na pomnikowym obliczu Raula były skazy, jak gol zdobyty ręką przeciwko Leeds w Lidze Mistrzów.

Jest piłkarzem spełnionym i zarazem sportowo tragicznym. Jego odejście z reprezentacji zbiegło się z początkiem złotego okresu. Do legendy przeszła kłótnia selekcjonera Luisa Aragonésa z kibicem domagającym się powrotu siódemki z Realu. - To powiedz mi, co drużyna zdobyła z Raulem - wykrzyczał nieżyjący już trener. Selekcjoner usunął z kadry największą gwiazdę, by wstrząsnąć drużyną notorycznych przegranych. Pomogło. W cztery lata Hiszpanie zdobyli trzy złote medale. Raul oglądał to w telewizji. I zniósł z godnością.

Tak jak z godnością zniósł odesłanie do Schalke, które poprowadził do półfinału Ligi Mistrzów. Niemieccy kibice go pokochali, bo nikt nie wkładał w walkę tyle serca. Nie był ani najszybszy, ani najwyższy, ani najsilniejszy. Piłkę kopał jak dzieciak na podwórku, bez nadludzkiej mocy. Trudno uznać go nawet za bajecznego technika. Był chuchrem na pałąkowatych nogach, niemal pozbawionych mięśni. Jego siła kumulowała się w głowie. - To niebywałe, że ktoś tak marnie wyposażony przez naturę został numerem 1 w historii hiszpańskiej piłki - dziwił się Guardiola, rywal z Barcelony i kolega z kadry.

Rozmawiałem z Raulem w 2000 r., w starym ośrodku treningowym Realu. Siedzieliśmy pół godziny na betonowych schodach, mówiąc o ćwierćfinałach Ligi Mistrzów z Manchesterem United (niedługo potem Real wyeliminował obrońców tytułu). Nie chciał autoryzacji, ufał obcym, ale po zakończeniu zapytał, czy mógłbym mu przysłać gazetę z wywiadem. - Przecież to będzie napisane po polsku - powiedziałem. - Właśnie - odpowiedział i wyjaśnił, że kolekcjonuje rozmowy ze sobą publikowane w językach, których nigdy nie będzie mu dane się nauczyć. f