Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

MŚ 2018. Rosyjski futbol na skraju przepaści

Jeszcze niedawno rosyjskie kluby marzyły o zdominowaniu europejskich pucharów, teraz nawet w tych najbogatszych ze strachem sprawdzają najnowszy kurs rubla do euro czy dolara. Na trzy i pół roku przed organizowanymi mistrzostwami świata, tamtejszy futbol z przerażeniem szykuje się na kryzys, jakiego jeszcze nie było.
Jeszcze latem 2012 roku Zenit Petersburg zapłacił za dwóch piłkarzy, Axela Witsela i Hulka, osiemdziesiąt milionów euro. Teraz trener Andre Villas-Boas przyznaje wprost, że najlepszego i najbogatszego rosyjskiego klubu nie stać ani na kolejne transfery, ani na utrzymanie największych gwiazd. Gdy prezydent FIFA, Sepp Blatter odwiedził Rosję w październiku, chwalił ten kraj za znacznie przyspieszone prace związane z organizacją mistrzostw świata w 2018 r. Ale sama federacja jest w opłakanym stanie - jej prezes, Nikołaj Tołstych jest skłócony zarówno z klubami, jak i sponsorami, ale szanse na jego odwołanie są nikłe. Wizerunek ligi, działaczy i piłkarzy wcale nie jest lepszy.

- Jeśli nie znajdziemy środków na funkcjonowanie RFU (rosyjskiego związku piłki nożnej - przyp.red.), sytuacja będzie jeszcze gorsza - przyznał publicznie Siergiej Stiepaszin, który przewodniczył komisji przeprowadzającej audyt w federacji. Selekcjoner reprezentacji Rosji, Włoch Fabio Capello nie otrzymał pensji od prawie pół roku, a federacja nie ma nawet projektu budżetu na rok 2015. W listopadzie jej dług oszacowano na 181 milionów rubli.

Kiedyś tak nie było

Tymczasem RFU musiała wystosować oficjalne oświadczenie, w którym zaprzeczała doniesieniom mediów, według których prezes rosyjskiej Priemjer-Ligi groził, że kluby, takie jak: Amkar Perm, Torpedo Moskwa i Rostow, latem mogą zostać wykluczone z ligi przez problemy finansowe. - Chcielibyśmy, by dziennikarze zachowywali się bardziej profesjonalnie - brzmi oświadczenie. Jednak problemy tych drużyn nie są żadną tajemnicą. Gdy Amkar zwalniał trenera Slavoljuba Muslina, ten mówił o odczuciu ulgi. W tym klubie gra Jakub Wawrzyniak. - Nieważne, czy za euro trzeba było płacić 50 czy 100 rubli, Amkar zawsze miał swoje problemy - mówi Sport.pl jego agent, Mariusz Piekarski - Piłkarze mają obiecane, że do końca roku spłacą im zaległości. Ale nie bardzo w to wierzę.

Piekarski mówi, że inni jego piłkarze grający w Rosji - m. in. Artur Jędrzejczyk z FK Krasnodar, Maciej Rybus i Marcin Komorowski z Tereka Grozny - są w mocnych, wypłacalnych klubach i oni kryzysu na razie nie odczuli. Ale dużo trudniejsze są dziś z Rosjanami rozmowy o nowych transferach.

- Kiedyś tak nie było w rozmowach z Rosjanami - kontynuuje były reprezentant Polski. - Jeśli nic się nie zmieni w sytuacji rubla i rosyjskich finansów, to będzie źle. Kluby odpowiadają na propozycje: tak, jesteśmy zainteresowani, ale nie za tę cenę. Każdy szczegół trzeba negocjować. Na przykład my chcemy, żeby nasi piłkarze podpisywali kontrakty z klauzulą, że wynagrodzenie jest wyliczane według równowartości rubla do euro. I odpowiednio zmieniane razem z kursem. A kluby nie chcą tego robić. To niekomfortowa sytuacja dla obu stron. Widać duży strach przed podejmowaniem decyzji - kończy. Taki zapis w umowie wartej prawie dziewięć milionów euro rocznie miał Fabio Capello, podobnie jest z najlepszymi piłkarzami.

Dlatego choć przed wtorkowym spotkaniem komitetu wykonawczego federacja chwaliła się wygraniem mistrzostw świata niepełnosprawnych, prezesi klubów i dziennikarze mieli na głowie poważniejsze sprawy - kryzys na moskiewskiej giełdzie oraz dramatyczny spadek wartości rubla. Jednak zamiast dyskusji o wyjściu z trudnej sytuacji finansowej głosowano nowy limit obcokrajowców. Ostatecznie przegłosowano projekt, według którego na boisku może być jednocześnie 10 zagranicznych piłkarzy w jednej drużynie. Tylko, czy taki przepis będzie jeszcze w ogóle potrzebny?

Kluby jak federacja - bez budżetu

Po dwóch kolejnych dniach gazeta "Sport Express" opublikowała listę wszystkich klubów z ligi, wyliczając obcokrajowców, których ze względu na kryzys trzeba będzie sprzedać. - Teraz kupowanie piłkarzy z zagranicy jest dla nas niemal niemożliwe - mówił Andre Villas-Boas, portugalski szkoleniowiec klubu. - Wszyscy najwięksi piłkarze (Hulk, Valbuena, Witsel i Kuranyi) odejdą do połowy 2015 roku za cenę niższą niż normalnie. Mniejsze kluby, które są finansowane z pieniędzy rządowych, upadną albo znikną kompletnie - wróży redaktor "Sport Express", Artur Petrosjan, dodając, że dla innych europejskich lig otworzy się nowy, atrakcyjny rynek transferowy po mocno promocyjnych cenach. Piętnastu najbogatszych oligarchów w dwa dni straciło łącznie ponad 8,5 miliarda dolarów - wielu z nich finansuje futbol w swoim kraju. Dlatego rosyjskie kluby będą sprzedawać, by przeżyć.

- Nikt nie wie, co to będzie - żali się w wywiadach Olga Smorodskaja, prezes Lokomotiwu Moskwa. - W moim życiu to trzeci taki kryzys. Boję się tej ciszy wokół katastrofalnej sytuacji naszej waluty, której wartość spadła nawet o 65 proc. Nadchodzący rok będzie bardzo trudny. Nawet nie bardzo mogę powiedzieć, jakie mamy plany transferowe, przecież jeszcze nie udało nam się stworzyć budżetu na 2015! Nikt nie wie, jak podejść do tego tematu - dodaje. I w swojej opinii nie jest odosobniona.

- Nie da się ukryć, że będzie nam coraz trudniej - to głos dyrektora generalnego Spartaka Moskwa, Romana Aschabadze - Oceńcie sami: osiemdziesiąt procent budżetu klubów to wydatki na pensje i premie dla piłkarzy, a w większości wypadków są one ustalane w euro lub dolarach. A przez wydarzenia ostatnich dni, przez spadek wartości rubla, koszty zdecydowanie wzrosły. Nie możemy wykluczyć najgorszego - dodaje w kontekście sytuacji rosyjskich klubów. Najgorszego, czyli w tym wypadku katastrofy związanej z organizacją mistrzostw świata w 2018 roku. - Zaczęto kwestionować sens tej imprezy. Dla Rosji znów nadchodzą ciężkie lata - dopisuje na swoim Twitterze Petrosjan.

Kasa na budowy i kulturę, nie futbol

- Na tym etapie nie sądzę, by kryzys rubla mógł w znaczącym stopniu wpłynąć na organizację turnieju - twierdzi z kolei Manuel Veth, redaktor strony Futbolgrad.com - Jednak FIFA kilka razy kwestionowała sens rozszerzenia mistrzostw do jedenastu miast i dwunastu stadionów. Podobnie jak w Brazylii, siła lokalnych władz jest zbyt duża i na pewno żaden z gubernatorów nie odda ani nie zrezygnuje z raz otrzymanych praw - dodaje. O ile powstawanie obiektów, na których w 2018 roku mają być rozgrywane spotkania przebiega w planie, problemem pozostaje komunikacja między miastami, budowa lub renowacja lotnisk oraz dworców.

- Nie ma takiej możliwości, byśmy zrezygnowali z organizacji mistrzostw świata - dodawał w środę Nikołaj Tołstych na spotkaniu z dziennikarzami. Nie należy spodziewać się interwencji FIFA, przynajmniej na razie. Blatter i jego świta i tak podpisuje ze sponsorami własne umowy w zachodniej walucie. Oni swoje zarobią, choć nie można tego powiedzieć o samej Rosji. Cieszyć mogą się też zagraniczni kibice, których wyjazd na mistrzostwa może kosztować znacznie mniej, zwłaszcza jeśli sprawdzą się negatywne dla Rosji prognozy ekonomistów. Według wstępnych założeń w 2018 r. spodziewanych jest trzy miliony "piłkarskich turystów".

- Tak, czekają nas wielkie wydatki - mówił na corocznej konferencji z przedstawicielami mediów prezydent Rosji, Władimir Putin. Jednak zamiast rozwinąć wątek finansowy tłumaczył, że mistrzostwa świata mogą mieć wielki wydźwięk społeczny, zachęcić ludzi do uprawiania sportu, do wydawania na niego pieniędzy. - Największa różnica w stosunku do innych krajów jest taka, że tam setki tysięcy ludzi więcej jest aktywnych sportowo. My musimy stworzyć taką kulturę. W ponad 12 miastach rozwiniemy infrastrukturę, system zdrowia. To po prostu kolejny krok w rozwoju Rosji. Dlatego nie ma co żałować tych pieniędzy - dodawał Putin.

Więcej niż Soczi?

Jednak przez kryzys tak naprawdę nie wiadomo, ile organizacja mistrzostw faktycznie może kosztować. W listopadzie pierwszy wicepremier Rosji, Igor Szuwałow twierdził, że budżet na budowę stadionów pozostanie taki sam, jak określono go w 2010 roku - na poziomie prawie 6,5 miliarda dolarów. Całościowy był trzy razy większy, ale przez spadek wartości rubla do amerykańskiej waluty on także zmalał, przez co rynek stał się mało atrakcyjny dla zagranicznych inwestorów. Zresztą wydaje się, że budżet na organizację mistrzostw pozostał mocno niedoszacowany, jeśli porówna się go z sumą sięgającą ponoć 50 miliardów dolarów wydaną na zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi.

Reprezentacja pod wodzą Fabio Capello dołuje, włoski selekcjoner nie potrafi jej nadać ani stylu, ani jakości. W lidze głównymi bohaterami są obcokrajowcy, a według powszechnej opinii nawet krajowi piłkarze są mocno przepłaceni, a przecież większość z nich także zarabia w dolarach lub euro. Sponsorzy raczej odwracają się od futbolu klubowego, choćby przez sytuację na trybunach W Rostowie powstaje przepiękny, nowy stadion na 45 tysięcy kibiców, ale klub, choć w tym roku wygrał puchar kraju, jest na skraju upadku. - Tam wciąż liczą, że lokalne władze uratują ich pieniędzmi z lokalnego budżetu - mówi nam Iwan Żidkow ze SportsDaily.ru. Na razie więc to nie turniej w 2018 roku jest zagrożony, ale rosyjski futbol w ogóle.