Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga francuska. Polityka zagraża gwiazdom. Piłkarze drżą o swoje pensje

Lewicowy kandydat na prezydenta François Hollande zasugerował, że w przypadku zwycięstwa najbogatsi zapłacą 75-procentowy podatek. Najbardziej dotknięci pomysłem oprócz menedżerów wielkich firm poczuli się piłkarze i prezesi ich klubów
- Jeśli ta propozycja przejdzie, nasze rozgrywki zostaną zdegradowane do drugiej ligi europejskiej. To będzie śmierć francuskiego futbolu - zapowiada w dzienniku "L'Équipe" prezes ligi Frédéric Thiriez. - Byłoby to zjawisko bez precedensu w Europie. Podniesienie stopy podatkowej z 45 do 75 procent spowodowałoby natychmiastową emigrację najlepszych zawodników - dodał.

- To całkowita demagogia - stwierdził powołany przez aktualnego prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego minister sportu, były dżudoka David Douillet. - Nie sądzę, żeby już u nas grający opuścili Francję, ale to na pewno wstrzymamy przyjazd na nasze boiska obcokrajowców - temperuje oburzenie środowiska Philippe Piat, prezes związku zawodowego piłkarzy. Obrońca PSG Christophe Jallet stwierdził, że ktoś chce koniecznie "sprowadzić na ziemię tych, którym się powodzi".

Ile straciłby Pastore?

Realizacja postulatu Hollande'a dotknęłaby jedną czwartą, czyli 120-150 zawodników Ligue 1, bo tylu zarabia minimum milion euro na rok. Dziennik "Le Parisien" wyliczył, że właściwie cały zespół Paris Saint-Germain znalazłby się w szponach bezlitosnego fiskusa. Najwięcej straciliby argentyński pomocnik Javier Pastore (zarabia 350 tys. euro brutto miesięcznie) oraz Brazylijczyk Nene (335 tys. miesięcznie). Obaj zapełniają po brzegi paryski stadion Parc des Princes swoją atrakcyjną i skuteczną grą. Nene strzelił 12 goli i miał cztery asysty, a dorobek Pastore to siedem bramek oraz dwie asysty.

Francuska liga w ostatnich latach stała się bardzo atrakcyjna finansowo, choć płaci się tam większe podatki niż w Anglii, Hiszpanii, Niemczech. Cztery lata temu sprzedała prawa telewizyjne za 670 milionów euro na sezon. W tym czasie Marsylię stać było na kupno Lucho Gonzaleza, Lyon na sprowadzenie Lisandro Lopeza, Lille zatrzymało Edena Hazarda pomimo ofert z największych europejskich klubów. W tym roku w Paris Saint-Germain zainwestowali Katarczycy, których wspomniany Pastore kosztował rekordowe 42 miliony euro. Na transfery wydał ponad 80 milionów, zimą zachorowali na Davida Beckhama. Byli gotowi płacić mu 800 tysięcy euro miesięcznie. Brutto.

Anglik za namową żony został w Kalifornii, ale co by było, gdyby sprzeciwił się Victorii Beckham? - Przy podatkach Hollande'a na pewno byśmy go tu nie zobaczyli - zauważa prezes Lille Michel Seydoux.

Czy nie zarabiają za dużo?

Najbardziej ucierpiałyby kluby. Według wyliczeń księgowych jeden piłkarz, który zarabia netto 2 miliony rocznie (dziś jest ich w Ligue 1 około 20), kosztuje pracodawcę 4,1 miliona euro. Oznacza to, że prawo budżetowe Hollande'a przyczyniłoby się do 2,5-krotnego zwiększenia obciążenia dla klubu - w tym konkretnym przypadku - do 10 milionów euro na zawodnika. PSG, Marsylia, Lyon musiałyby, by zachować dotychczasowe pensje swych gwiazd, zwiększyć budżet o kilkadziesiąt milionów lub - utrzymując reżim finansowy - zejść w wypłatach do poziomu małych klubów.

Ważny jest nie tylko aspekt sportowy. - Przecież importowanie gwiazd to większy wpływ do budżetu państwa z podatku. Jak można tego nie zauważyć? - pyta się Seydoux. W ubiegłym roku kluby dostarczyły do państwowej kasy 600 milionów euro. A takie Lille - położone w regionie z dużym bezrobociem - poza rozrywką rozgoryczonym mieszkańcom daje też zatrudnienie. - Jeśli nie będzie widzów, nie będę mógł opłacić moich dwustu klubowych pracowników - mówi Seydoux.

Francuscy internauci wcale gremialnie nie potępili pomysłu kandydata na prezydenta. To wciąż pokłosie blamażu reprezentacji trójkolorowych na ostatnim mundialu. Wizerunek francuskiej piłki bardzo przez to zmarniał. "Zarabiają mnóstwo za nic" - piszą w komentarzach kibice.

- Piłkarzom trzeba płacić. Zarabiają uczciwie. Są jak wielcy aktorzy, co jest zawsze wyjątkowym zjawiskiem - broni swoich pracowników prezes Lille, który działa również w branży filmowej.