Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów i Serie A. Nie lubią Mourinho, ale mu kibicują...

We wtorek wszyscy krajowi rywale będą kibicować Interowi, bo zwycięstwa mediolańczyków w Moskwie nad CSKA i awansu do półfinału Ligi Mistrzów Włosi potrzebują z dwóch względów. Po pierwsze: by nie spaść w rankingu UEFA za Bundesligę i stracić jednego miejsca w Champions League. Po drugie: by Roma z Milanem mogły lidera skutecznie ścigać.
W 32. kolejce Serie A po raz pierwszy od miesięcy wygrały razem Inter, Roma i Milan. To sygnał, że walka o tytuł wchodzi w decydującą fazę. Klęskę poniosła tylko ostatnia włoska potęga minionych lat - Juventus stracił w Udine trzy gole, a mógł więcej.

Ale najpierw odezwali się do siebie Jose Mourinho i Mario Balotelli. Wywołali sensację najgłośniejszą i najbardziej upragnioną, bo konflikt między trenerem awanturnikiem a piłkarzem łobuzem nie był dla włoskich wyznawców calcio wewnętrzną sprawą mistrzów kraju, lecz sprawą niemal narodową. Kibice nie mogą patrzeć, jak 19-letni napastnik marnuje ponadprzeciętny talent, a gdyby pozostał nieprzejednany i za swoje wybryki nie przeprosił Mourinho, ten nie powołałby go na mecz do końca sezonu, a potem pewnie sprzedał. Zwłaszcza że ostatnio publicznie poparli go już i właściciel klubu Massimo Moratti, i przywódcy drużyny.

Balotelli po sześciu meczach bezczynności zmiękł, przeprosił i tym samym rozwiązał jedyny kadrowy problem - czy raczej problemik - Interu. Mourinho lubi wystawiać trzech napastników, a po rezygnacji z niesfornego młodzieńca nie miał czwartego na ławce, co znacznie ograniczało możliwość manewru w trakcie gry. Zresztą mediolańczycy nie strzelili więcej niż jednego gola od 28 lutego - wtedy w Udine Balotelli jeszcze grał, i to najlepiej w zespole.

W sobotę koledzy szukali go na boisku od pierwszego gwizdka. Ten odpłacił im golem, trafił w słupek, sam umiał wymyślić sporo w ofensywie, solidnie pracował także, co u niego rzadkie, w defensywie. Bohaterem zwycięstwa 3:0 nad Bologną nie został tylko dlatego, że jeszcze efektowniej wypadł Thiago Motta (dwie bramki i mnóstwo błyskotliwych podań).

Zanim zagrali piłkarze, przemówił Mourinho, ostatnio głównie milczący, bo obrażony. - Jestem szczęśliwy w Interze, ale nie we włoskiej piłce, bo nie lubię włoskiej piłki, a włoska piłka nie lubi mnie - oświadczył.

We wtorek będą mu jednak kibicować wszyscy krajowi rywale, bo zwycięstwa mediolańczyków w Moskwie nad CSKA i awansu do półfinału Ligi Mistrzów potrzebują z dwóch względów. Pierwszy - by nie spaść w rankingu UEFA za Bundesligę i stracić jednego miejsca w Champions League. Drugi - by Roma z Milanem mogły lidera skutecznie ścigać. Piłkarze Interu tak bardzo bowiem skupiają się na europejskich pucharach, że w tym sezonie przegrywali w aż czterech kolejkach Serie A poprzedzających mecze w LM. I choć w sobotę znów wyglądali na odświeżonych, gotowych do sprintu na ligowym finiszu, to w najbliższy weekend czeka ich kolejne wymagające wyzwanie - wyjazd do Florencji.

Mistrzów naciskają piłkarze niepokonanej od 22 kolejek Romy (po wygranej 1:0 w Bari trener Ranieri żałował publicznie, że Mourinho z Balotellim ogłosili rozejm) oraz nierówno grającego Milanu. W Cagliari ci ostatni z fantazją nacierali, szybko i łatwo strzelili trzy gole, ale równie łatwo je tracili lub też, przy sprzyjających okolicznościach, prawie tracili. Po ostatnim gwizdku nie wytrzymał napastnik Marco Borriello i przed mikrofonami ostro skrytykował defensywę. Defensywę kilkakrotnie ratowaną przez rozskakanego w bramce, najlepszego w zespole Didę.

Za najlepszego wśród swoich uznano też stojącego między słupkami Juventusu Aleksa Manningera, ale on turyńczyków ocalić nie był w stanie. Jeśli wicemistrzowie Włoch zdawali się dotąd pogrążeni w letargu, to teraz zapadli w głęboką śpiączkę. W Udine nie potrafili sklecić jednego naprawdę groźnego natarcia, choć rywale też ostatnio tkwili w kryzysie i zaczęli zsuwać się w pobliże strefy spadkowej.

Juventus przegrał 0:3 w chwili, gdy trener Alberto Zaccheroni wreszcie trochę popracował z drużyną. Odpadła z Ligi Europejskiej, więc spodziewał się wyraźnej poprawy w grze. To już 12. porażka turyńczyków w sezonie i jeśli wciąż liczą się oni w rywalizacji o awans do Champions League, to tylko dzięki niesłychanemu ściskowi w środku tabeli. Nastroje w szatni są podłe, trybuny robią się coraz bardziej agresywne (tydzień temu okryty szalikiem osobnik uderzył w głowę obrońcę Jonathana Zebinę), w sobotę skandowały w stronę trenera, by następnym razem dał zagrać juniorom. Piłkarze, którzy po klęsce w Udine nie odezwali się do dziennikarzy, nie sprawiają wrażenia zdeterminowanych być może także dlatego, że niemal codziennie czytają, iż większość z nich latem rewolucja w kadrze wymiecie z klubu na zawsze.

UDINESE - JUVENTUS 3:0 (1:0): Sanchez (9.), Pepe (65.), Di Natale (76.)

CATANIA - PALERMO 2:0 (2:0): Lopez (14., 32.)

ATALANTA - SIENA 2:0 (1:0): Valdes (16.), Pinto (70.)

BARI - AS ROMA 0:1 (0:1): Vucinić (19.)

CAGLIARI - AC MILAN 2:3 (2:3): Ragatzu (17.), Matri (32.) - Borriello (7.), Huntelaar (19.), Astori (38. sam.)

CHIEVO - SAMPDORIA 1:2 (0:1): Mantovani (76.) - Cassano (1.), Pazzini (55.)

GENOA - LIVORNO 1:1 (0:0): Boakye (51.) - Tavano (88.)

INTER MILAN - BOLOGNA 3:0 (1:0): Motta (29., 86.), Balotelli (52.)

LAZIO - NAPOLI 1:1 (1:1): Floccari (4.) - Hamsik (38.)

PARMA - FIORENTINA 1:1 (0:1): Bojinov (68.) - De Silvestri (22.)

1. Inter 32 66 61-28

2. AS Roma 32 65 57-35

3. AC Milan 32 63 52-31

4. Palermo 32 51 46-40

5. Sampdoria 32 51 40-38

6. Napoli 32 49 42-37

7. Juventus 32 48 48-47

8. Fiorentina 32 45 44-37

9. Genoa 32 45 52-52

10. Bari 32 43 38-38

11. Parma 32 43 32-39

12. Cagliari 32 40 50-50

13. Catania 32 38 36-36

14. Chievo 32 38 28-31

15. Udinese 32 35 41-49

16. Bologna 32 35 34-47

17. Lazio 32 34 28-34

18. Atalanta 32 31 31-42

19. Siena 32 26 32-55

20. Livorno 32 26 22-48

Najskuteczniejsi:

22 - Di Natale (Udinese)

18 - Milito (Inter)

15 - Gilardino (Fiorentina)

1,36 - punktów w meczu zdobywa średnio Juventus prowadzony przez trenera Alberto Zaccheroniego

1,57 - punktów zdobywali turyńczycy, zanim zwolnili w styczniu Ciro Ferrarę