Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Fabio Pisacane zwalczył śmiertelną chorobę i zadebiutował w Serie A

- Nie jestem Messim ani Ronaldo, ale mam wam mnóstwo do powiedzenia - mówi 30-letni Fabio Pisacane, piłkarz Cagliari, który po zwalczeniu śmiertelnej choroby zadebiutował w Serie A.
Zespół Guillaina-Barrégo to rodzaj wojny domowej w organizmie człowieka, która wybucha, gdy układ odpornościowy atakuje układ nerwowy. Nerwy i mięśnie przestają wykonywać rozkazy mózgu, w skrajnym przypadku kończy się to paraliżem i śmiercią. Na tę chorobę zapadł 14-letni Pisacane.

Zaledwie miesiąc wcześniej porzucił Neapol, by spełniać marzenia w drużynach juniorskich Genoi. Zostawił dom, wspomina, że jedyną walizkę miał pełną przede wszystkim chłopięcych złudzeń. - Bez piłki życie zdawało się nie mieć sensu - mówi. Los postanowił zmienić jego punkt widzenia.

Pewnego dnia w internacie obudził się, chciał zdjąć pidżamę, ale ręce i nogi odmówiły posłuszeństwa. Był przerażony. Taka jest ta choroba. Lekarz, który pierwszy go badał, powiedział, że przez 30 lat pracy czegoś podobnego nie widział. Chorobę opisał lekarz Jean Landry w 1859 roku, ale dokładny opis przedstawili Guillain, Barré i Strohl po I wojnie światowej.

Płyn rdzeniowy Fabia wysłano do szpitala do Rzymu i stamtąd przyszła diagnoza brzmiąca jak wyrok. 9 września 2000 roku zabrano go do szpitala, wyszedł 18 grudnia. Stoczono wtedy walkę o jego życie, 22 dni spędził w stanie śpiączki. Nowoczesne, skomplikowane leczenie nie dawało wyników, trzeba było sięgnąć po metody najstarsze, czyli kortyzon - zaliczany do steroidów hormon kory nadnerczy. Lekarze mówili zresztą ojcu Fabia, że trzeba się liczyć z tym, że to też nic nie da. - Ten lek uratował mi życie - wspomina.

Ojciec cały czas był przy nim. Jednego dnia Fabio mu mówił, że chciałby wyjść ze szpitala choćby o kulach; innego, że życie bez piłki nie ma sensu. Ojciec wmawiał synowi, że opuści szpital na własnych nogach.

Rehabilitacja zajęła 12 miesięcy. Po nich pierwszy raz wyszedł na boisko. Po kolejnym roku zadzwonił do dyrektora sekcji młodzieżowych Genoi, który przyjmował go jako 14-latka. Wrócił do treningów. Gdy grał w II lidze, w 2011 roku zadzwonił do niego dyrektor sportowy jednego z rywali, oferując 50 tys. euro za sprzedanie meczu. Fabio odmówił i ujawnił sprawę, FIFA wybrała go na swojego ambasadora. - Jak mógłbym ja, który cudem dostałem swoją drugą szansę w futbolu, niszczyć go tak bezwzględnie - tłumaczy.

Dziś gra w Cagliari z Bartoszem Salamonem. W niedzielnym meczu z Atalantą zadebiutował w Serie A. Dostał żółtą kartkę. Nie umiał zapanować nad wzruszeniem, płakał, ale nie z powodu zwycięstwa 3:0. Dziś ma rodzinę, dwoje dzieci, wie, że są ważniejsze rzeczy od piłki. - Choroba, a potem walka o powrót do życia pokazały mi właściwą hierarchię wartości - mówi. Spełniło się jednak jego marzenie. Już nie najważniejsze, ale pierwsze.

Kojarzycie tych piłkarzy? Mieli być największymi gwiazdami futbolu!