Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga hiszpańska. 17. kolejka: Bój o pieniądze i przerwę świąteczną

Mimo protestów piłkarzy odbyły się niedzielne mecze ligowe. Barcelona pokonała Levante 2:1, Real w poniedziałek gra w Getafe.
Czytaj o meczu Barcelona - Levante

Kilka dni temu związek hiszpańskich piłkarzy zagroził strajkiem, bo według porozumienia z władzami ligi od 23 grudnia do 3 stycznia gracze mieli mieć wolne. - Chcemy przenieść mecze na poniedziałek - tłumaczyli.

Prezes ligi José Luis Astiazarán wyjaśniał, że zmiany są niemożliwe, bo na środę zaplanowano rewanże 1/8 finału Pucharu Króla, a grzebanie w terminarzu rozbiłoby ramówki stacji telewizyjnych. Liga oceniła, że spełnienie żądań związku mogłoby kosztować hiszpański futbol nawet 20 mln euro. Sprawa wylądowała w sądzie, a ten uznał, że nie może rozstrzygnąć sporu, więc mecze się odbyły.

Walka o przerwę świąteczną to tylko część konfliktu obu organizacji. Związek piłkarzy od miesięcy żąda, by liga brała na siebie wypłacanie pensji piłkarzom z klubów mających problemy finansowe. Drugoligowy Betis jest już winien swoim pracownikom 8 mln euro, zadłużone są też Rayo Vallecano i Murcia. Działacze tłumaczą, że liga wypłaci odszkodowanie zawodnikom, jeśli klub ogłosi bankructwo. Na razie federacja ukarała niepłacące kluby zakazem transferów.

Problem dotyczy też piłkarzy występujących w najwyższej lidze. Od kilku dni strajkuje Royston Drenthe. 23-letni Holender latem został wypożyczony z Realu Madryt do Hérculesa Alicante. Dostał tylko jedną pensję. - Gram tam sześć miesięcy. Mam mnóstwo wydatków i nie mogę pracować za darmo. W Hérculesie dużo mówią, ale niewiele robią - wytłumaczył Drenthe i odmówił treningów. Zapowiedział, że jeśli nie dostanie pieniędzy, wróci do Madrytu. Klub zapewnia, że w styczniu będzie miał pieniądze i zapłaci piłkarzowi. - Royston okazał brak szacunku dla Realu, Herculesa i kolegów. Pozwalałem mu na bardzo dużo, ale teraz to się skończy - mówi prezydent Hérculesa Valentin Botella.

W listopadzie o 4 rano Drenthe pędził audi po ulicach Alicante z prędkością 180 km/godz. Sześć razy przejechał na czerwonym świetle. Gdy złapała go policja, tłumaczył, że wiózł ciężko chorego przyjaciela. Przyjaciel okazał się pijany, ale klub skrzydłowego nie ukarał.

Szaleństwo Malagi

Katarski właściciel broniącego się przed spadkiem klubu zapowiadał, że na styczeń przygotował nieograniczony budżet transferowy. Nie kłamał. 3 mln euro zapłacił za Martina Demichelisa z Bayernu, 2 mln za Julio Baptistę z Romy, 1,5 mln dał za Ignacio Camacho z Atletico. Z tego klubu wypożyczył też bramkarza Sergio Asenjo i podpisał kontrakt z Enzo Marescą, który ostatnio grał w Olympiakosie. Kto następny? Hiszpanie plotkują o defensywnym pomocniku Realu Mahamadou Diarrze.

Liczby kolejki

549

meczów w Barcelonie zagrał obrońca Migueli, który występował w klubie z Katalonii 15 lat. Jego rekord wyrównał Xavi w meczu Barcelona - Levante.

Głupia kontuzja Robinho ?