Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Primera Division. Największe ryzyko i szansa Gary'ego Neville'a

Dla fanów angielskiej piłki to niepowetowana strata. Dla kibiców hiszpańskich wielka niewiadoma. Dla niego samego - zarazem największe życiowe ryzyko i szansa. O nowym trenerze Valencii, Garym Neville'u, pisze Michał Okoński, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego? i komentator Sport.pl.
Jeśliby pisać historię angielskiego dziennikarstwa sportowego, zatrudnienie Gary'ego Neville'a przez telewizję Sky Sports byłoby jednym z najważniejszych wydarzeń w ostatnim ćwierćwieczu, a on sam - jedną z największych osobowości medialnych (dość powiedzieć, że zachwyty nad jego ujawnianymi w paśmie Monday Night Football kompetencjami wygłaszała nawet aktorka Keira Knightley). Jakie warunki musiałby spełnić, żeby podobnym wydarzeniem w historii hiszpańskiej piłki było jego pojawienie się w Valencii?

Piłkarz wojownik, ekspert idealny

Jako piłkarz był raczej krewkim i pyskatym prowokatorem (pamiętamy skandal, jaki wywołał w 2006 roku, podczas meczu MU z Liverpoolem, kiedy po zwycięskim golu Rio Ferdinanda przebiegł przez całe boisko, by celebrować przed sektorem gości - w sprawie zamieszek, jakie wówczas wywołał, musiała prowadzić śledztwo policja). Jako wychowanek słynnego "rocznika 92", mniej więcej równocześnie wprowadzanej przez sir Aleksa Fergusona do Manchesteru United generacji przyszłych mistrzów - Beckhama, Giggsa, Scholesa czy Butta - uchodził za najmniej utalentowanego. Że ktoś taki okaże się aż tak elokwentnym analitykiem wydawało się rzeczą nieprawdopodobną - tymczasem w ciągu ostatnich lat Neville wyrósł na eksperta idealnego, uwielbianego zarówno przez intelektualistów, jak kibicowskie masy. Gigantyczne doświadczenie z boiska - jako prawy obrońca i wieloletni kapitan Czerwonych Diabłów zdobył osiem tytułów mistrza kraju i trzy puchary Anglii, wygrywał też Ligę Mistrzów, a w reprezentacji kraju zagrał 85 razy - połączył nie tylko ze znajomością ludzi futbolu (te rzucane mimochodem anegdoty czy żarty zza kulis...), ale nade wszystko z gigantyczną kompetencją taktyczną i pogłębianą stale wiedzą o dokonujących się nieustannie w tym świecie zmianach.

Jego analizy poszczególnych spotkań, w połączeniu ze skalą dokonywanego wcześniej researchu (potrafił przypominać bramki, akcje i błędy z meczów sprzed miesięcy czy nawet lat, nie ograniczając się tylko do Premier League, ale pokazując europejski kontekst) przyciągały przed ekrany widzów nie tylko zainteresowanych futbolem. Jego wielki multimedialny stół, pozwalający na pokazanie każdej akcji, wycięcie i przesunięcie w dowolne miejsce sylwetki piłkarza, przyspieszenie i zwolnienie, dorysowanie strzałek, zaznaczenie wolnej przestrzeni (wszystko za pomocą jednego, przypominającego ołówek touchpada) budził zazdrość. Jego spory z partnerem ze studia Jamiem Carragherem hipnotyzowały na długie minuty (kto powiedział, że wypowiedź eksperta należy zmieścić w kilkudziesięciosekundowej przerwie między reklamami?). Momenty, w których wychodził zza stołu, by - mimo obcisłego garnituru - samemu zamarkować jakieś zagranie, wywoływały uśmiech, ale były wyrazem tej samej pasji, z którą rozpędzał się przy linii bocznej na Old Trafford, a po treningach potrafił godzinami doskonalić się w czynności pozornie tak banalnej jak wyrzucanie piłki z autu. Fakt, że w dziennikarstwie sportowym nowej generacji taką wagę przywiązuje się do rozumienia taktyki, jest w ogromnej mierze jego zasługą.

Oto dlaczego decyzja Gary'ego Neville'a o porzuceniu telewizyjnego studia i wyjeździe do Walencji, choć w sumie nie zaskakująca, została przyjęta z takim smutkiem wśród kibiców Premier League. Ze smutkiem, a zarazem z niepokojem.

Englishman in Valencia

Decyzja nie była zaskakująca, bo przecież Neville pracował w ciągu ostatnich lat również jako asystent Roya Hodgsona w reprezentacji Anglii (i - mimo nowego zajęcia - zamierza robić to nadal, przynajmniej do mistrzostw Europy), a kursy trenerskie zaczął robić od razu po zakończeniu kariery piłkarskiej, ostatnio otrzymując licencję UEFA Pro. Nie była zaskakująca także dlatego, że obecny właściciel Walencji, singapurski miliarder Peter Lim, ma z Nevillem wspólne interesy: wraz z innymi przedstawicielami "rocznika 92" są współudziałowcami maleńkiego klubu Salford City, inwestują również w hotele i nieruchomości.

Sam Neville mówił, że propozycji swojego przyjaciela i partnera biznesowego nie mógł odrzucić: tyle lat komentował pracę innych szkoleniowców, że straciłby wiarygodność nie próbując teraz wejść w ich rolę. Jego decyzja jest jednak potrójnie ryzykowna - stąd niepokój życzliwej Anglikowi publiczności. Po pierwsze, przykład takiego Marka Lawrensona, który próbował w pewnym momencie porzucić obowiązki eksperta telewizyjnego w nadawanym przez BBC Match of the Day i wspomóc Kevina Keegana podczas pracy trenerskiej w Newcastle, okazał się zniechęcający. Ktoś, kto podczas swoich występów medialnych nie stronił od ostrych ocen poszczególnych trenerów i piłkarzy, będzie teraz brany pod lupę bez taryfy ulgowej, na jaką zwykle mogą liczyć szkoleniowcy-debiutanci: łatwo wyobrazić sobie, że każdy ostry cytat z jego dawnych opinii zostanie odnaleziony i wykorzystany przeciwko niemu.

Po drugie, zaczyna pracę nie w świecie przez siebie oswojonym, tylko za granicą, bez znajomości języka, więc z koniecznością porozumiewania się z większością piłkarzy za pośrednictwem tłumacza (sam z właściwą sobie szczerością przyznaje, że jako telewizyjny ekspert decyzję o zatrudnieniu kogoś takiego przyjmowałby krytycznie). Po trzecie, obejmuje drużynę pogrążoną w kryzysie i osłabianą kontuzjami, a umowę podpisał tylko do końca sezonu - w tym przypadku pojawia się nieuchronne pytanie, czy piłkarze zatrudnieni na dłuższych niż on kontraktach nie przyjmą strategii na przeczekanie. On sam, oczywiście, nie zamierza im tego ułatwiać: do końca sezonu czy dłużej, przeprowadzka do Walencji czeka całą jego rodzinę, nawet niechętnie zmianie szkoły córki.

W ślad za bratem

Ci, którzy znają go dobrze, mówią, że jest tytanem pracy, w ślad za swoim mentorem Aleksem Fergusonem rozpoczynającym aktywność zawodową o szóstej rano (na tę godzinę szuka obecnie nauczyciela hiszpańskiego). Niewykluczone, że gdzieś u źródła jego pracowitości jest na poły tylko uświadomiona rywalizacja z młodszym bratem, którego kariera piłkarska na wczesnym etapie rozwijała się dużo szybciej - mimo różnicy wieku Phil jako pierwszy zaczął np. grać w angielskich drużynach juniorskich, był również jako zawodnik o wiele bardziej uniwersalny, występując nie tylko na bokach obrony, ale także w środku pola. Z czasem jednak role się odwróciły: to Gary został np. kapitanem MU i to Gary będzie dziś trenerem Valencii, podczas gdy bratu pozostaje zadowolić się rolą asystenta (to akurat jedno z nielicznych ułatwień dla nowego trenera: Phil pracuje już w Walencji od lata, poznał klub i piłkarzy, a nawet podciągnął się trochę w hiszpańskim).

Z bliska przyglądał się pracy sir Aleksa Fergusona i Roya Higgsona, ale mówi, że zamierza rozwinąć własny styl - daleki zapewne od "suszarek" tego pierwszego (to już nie te czasy, a i sam Ferguson z wiekiem łagodniał ), ale także od dżentelmeńskich manier drugiego. Podczas zgrupowań reprezentacji Anglii z powodzeniem pełnił rolę pośrednika między 68-letnim Hodgsonem a młodszymi o dwa pokolenia piłkarzami. Ci ostatni chwalili jego innowacyjność podczas treningów, a dziennikarze szeptali między sobą, że fakt, iż w trudnym wyjazdowym meczu ze Szwajcarami (wygranym ostatecznie przez Anglików 2:0) reprezentacja zagrała ustawiona w "diament", było właśnie inicjatywą Neville'a.

Drugi Pochettino

Jak będzie ustawiał Valencię? W niedawnym tekście dla "Daily Telegraph" deklarował wprawdzie, że za najwybitniejszego trenera w świecie uważa nieodmiennie Jose Mourinho, ale od razu zastrzegając, że sam jako aspirujący trener chciałby się wzorować na Mauricio Pochettino. Pracy Argentyńczyka w Tottenhamie przyglądał się nie tylko jako ekspert telewizyjny, ale również jako gość w ośrodku treningowym, komplementując styl gry, organizację pracy, zajęcia mające podnieść kondycję i wytrzymałość piłkarzy i szanse dawane młodym. Czy oznacza to - podobnie jak jego zachwyty nad wyznawcą podobnej filozofii, Jürgenem Kloppem - że nowa Valencia będzie grać wysokim pressingiem, w bardziej zwartym szyku, a sam Neville przywiązywać będzie wagę do tego, żeby jego zawodnicy potrafili biegać więcej i pracować ciężej od rywali? Czy w nienajstarszej generalnie drużynie młodzi zawodnicy odgrywać będą jeszcze większą rolę niż do tej pory? Na pewno jego celem, podobnie jak Argentyńczyka w Premier League, będzie pierwsza czwórka w tabeli (na razie Valencia jest na dziewiątym miejscu).

Ale przykład Pochettino może być inspirujący z jednego jeszcze powodu, o którym Neville również wspominał w artykule dla "Daily Telegraph". Chodzi o sposób, w jaki Argentyńczyk poradził sobie z wymagającym prezesem Danielem Levym, zmieniającym trenerów jak rękawiczki albo jak Valencia: w ciągu 11 lat po odejściu z hiszpańskiego klubu Rafy Beniteza zatrudniano tam wszak 13 trenerów. Oczywiście nie wszystko to idzie na karb działań Petera Lima, który kupił zadłużony klub dopiero półtora roku temu, ale jego postać również budzi wątpliwości kibiców hiszpańskich -chodzi głównie o przyjaźń z superagentem Jorge Mendesem, który pomagał mu przejąć 70 proc. udziałów w klubie, a także zatrudnić ośmiu piłkarzy i poprzedniego trenera, oraz o niedawne odejście popularnego prezydenta Amadeo Salvo i dyrektora sportowego Rufete.

Ważny krok w celu zapewnienia sobie sympatii kibiców i przekonania ich, że nie jest tylko przejściowym kaprysem kolegi-właściciela, zrobił Gary Neville natychmiast po rozpoczęciu pracy, zapraszając fanów na otwarty trening. Odpowiedzieli pozytywnie: trzy tysiące widzów ledwo się pomieściły w wokół niewielkiego stadionu w Ciudad Deportiva de Paterna.

Manchester, Anglia

Kilka godzin przed jego debiutem na ławce trenerskiej - w meczu, który musi wygrać z Lyonem, by (przy założeniu, że Gent nie pokona pewnego już awansu Zenitu) móc zagrać w fazie pucharowej Ligi Mistrzów - można jeszcze wierzyć we wszystko. Także w to, że jego hiszpańska przygoda zakończy się sukcesem. Wtedy Gary Neville nie wróci wprawdzie do studia Sky Sports, ale otworzą się przed nim inne drzwi. Po Euro 2016 kończy się umowa Roya Hodgsona z angielską federacją, a kibice i władze Manchesteru United sprawiają wrażenie coraz bardziej zmęczonych oglądaniem ukochanej drużyny Neville'a kierowanej przez Louisa van Gaala.

Najciekawsze w opisywaniu osoby nowego trenera Valencii wydaje się to, że jego każdy krok po zakończeniu kariery piłkarskiej - czy to medialny, czy biznesowy - sprawiał wrażenie dokładnie przemyślanego. Niewykluczone, że zgadzając się na podjęcie pracy w Hiszpanii w tym właśnie momencie również doskonale wiedział, co robi.

Znasz przepisy piłki nożnej? Oj, zdziwisz się. Rzut z autu do bramki i gol? A może rożny?[QUIZ]