Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Real - Barcelona 3:1. Stec: Jeden zwierzak i superdrużyna

Luis Suárez wtargnął na boisko i zaczął działać tak, jakby chciał wywrzeszczeć światu, że to wszystko dyrdymały - opowieści, że po przerwie w grze trzeba "odzyskać czucie piłki" i na powrót przyzwyczajać się do intensywności meczu o niebagatelną stawkę, że z nową drużyną trzeba się długo zapoznawać, by nauczyć się współpracy z partnerami - pisze na blogu po wygranej Realu z Barceloną Rafał Stec, dziennikarz "Wyborczej" i Sport.pl.
3 : 1
Informacje
Primera Division 2014/15 - 9. kolejka
Sobota 25.10.2014 godzina 18:00
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Real Madryt
1
2
3
FC Barcelona
1
0
1
Składy i szczegóły
Real Madryt
Bramki: Ronaldo (35. karny), Pepe (51.), Benzema (61.) Kartki: Żółta: Carvajal (74.), Ronaldo (90.) Skład: Casillas - Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo - Kroos, Modrić (Arbeloa 89.), Isco (Illarramendi 83.), James Rodriguez - Cristiano Ronaldo, Benzema (Khedira 87.)
FC Barcelona
Bramki: Neymar (4,) Kartki: Żółte: Messi (9.), Neymar (14.), Pique (34.), Iniesta (38.) Skład: Bravo - Alves, Pique, Mascherano, Mathieu - Xavi (Rakitić 60.), Iniesta (Sergi Roberto 72.), Busquets - Suarez (Pedro 69.), Messi, Neymar
Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!


Owszem, jego bezczynność była nietypowa. Nie uziemiła go kontuzja, mógł normalnie trenować, oswajać się z barcelońskim stylem. Ale i tak swoboda, z jaką po czterech miesiącach odsiedzianych na trybunach odnalazł się w szlagierze nad szlagierami, meczu obsadzonym wyłącznie piłkarzami wybitnymi lub znakomitymi, była imponująca. Jak ćwierkałem na Twitterze - Suárez to zwierzę, futbol to najwyraźniej jego natura, czynność niemal fizjologiczna, której nie sposób "zapomnieć".

Może dlatego wszędzie, gdzie podpisywał kontrakt, już w debiucie strzelał gola. Może dlatego wczoraj potrzebował ledwie czterech minut, by dać Barcelonie inauguracyjną asystę. I kilku następnych, by zaserwować kolejne świetne podanie, które nie stało się asystą tylko przez nieporadność Messiego. To on w nowym ofensywnym supertercecie katalońskim wyglądał najlepiej, ba, moim zdaniem wyglądał najlepiej w całej jedenastce - bez piłki, szukając wolnej przestrzeni między obrońcami, biegał więcej niż Neymar i Messi razem wzięci, wymyślił najwięcej podań kluczowych (choć grał trochę ponad godzinę), jako jedyny wśród gości dwukrotnie odzyskiwał piłkę. Wrócił do futbolu wygłodniały i dał kibicom nadzieję.

Nadzieję chyba jednak niezbyt wielką, bo Barcelona wciąż wygląda na drużynę w fazie rekonstrukcji, poszukującą nowej tożsamości. Co z tego, że przez osiem kolejek krajowej ligi była nietykalna, skoro Paris Saint Germain i Real Madryt wtłukły jej sześć goli? Dziś zgodnie z przewidywaniami kardynalne, rozstrzygające błędy w obronie popełniał Pique, co prowokuje do pytania, dlaczego trener Luis Enrique znienacka, w najważniejszym meczu jesieni, wyrzucił na kraniec defensywy Mathieu (a Albę zesłał do rezerwy). Nie wiadomo też, dlaczego umieścił w podstawowym składzie coraz wolniej tuptającego Xaviego Hernandeza, a nie twardszego, bardziej nadającego się do gwałtownej walki w środku pola Rakiticia.

Im dłużej trwał mecz - który się przecież wspaniale dla Barcelony, jak mawiają nasi trenerzy, "ułożył" - tym bardziej doceniałem prowadzącego rywali Carlo Ancelottiego. Katalończycy nie umieją się wygramolić z fazy rekonstruowania drużyny całą wieczność, on swoją rekonstruuje rok w rok, bo do kombinowania zmuszają go transferowe szaleństwa prezesa. I w inauguracyjnym sezonie zrekonstruował ją na miarę triumfu w Lidze Mistrzów (poprzedzonego wychłostaniem broniącego trofeum Bayernu Monachium), a w bieżącym - na razie - na miarę 9 zwycięstw z rzędu ozdobionych 38 golami. Dzisiaj nie miało nawet znaczenia, że słabował Cristiano Ronaldo - podawał ze skandaliczną, 60-procentową celnością, wszyscy inni uczestnicy El Clásico osiągnęli przynajmniej 75-procentową. Real Madryt to znów drużyna świetnie współpracująca, uprawiająca futbol, by tak rzec, wielowymiarowy, bo potrafiąca zadusić przeciwnika na wiele sposobów. Kiedy przychodzi ważny wieczór, to po stałym fragmencie gry wysoką na murawą unoszą się obrońcy (Ramos w finale Ligi Mistrzów, Pepe w El Clásico). Kiedy zaniemoże Gareth Bale, to rozkwita - i to jak! - Isco. I kiedy stawka rośnie, to swoje temperamenty poskramiają nawet obaj stoperzy, znani z, eufemizując, wybuchowości. To niesamowite, że Pepe i Ramos przetrwali dzisiejszy mecz kartki, podczas gdy oglądali je wirtuzoi - Messi, Neymar, Iniesta i Ronaldo.

Słowem, Real gra po królewsku. Kiedy rozglądam się po Europie - po boiskach, nie tabelach - widzę go wśród trzech superdrużyn górujących ponad wszystkimi innymi, obok Chelsea i Bayernu Monachium. Szkoda, że zderzyć się ze sobą mogą dopiero wiosną.

Najlepsze memy po meczu Real - Barcelona (3:1) [KLIKNIJ]


Więcej o:
Komentarze (4)
Real - Barcelona 3:1. Stec: Jeden zwierzak i superdrużyna
Zaloguj się
  • loppe

    Oceniono 29 razy 27

    Real po prostu wreszcie ma świetnego, najlepszego trenera Ancelottiego, jakiego potrzebował do swojego kurnika pełnego gwiazd. Przecież oni od roku grają w pewien sposób, sposób Ancelottiego. I dopiero z tym sposobem te gwiazdy wygrywają LM, gromią Bayern w półfinale na wyjeździe, a teraz strzelają już ponad 4 gole na mecz średnio! Ancelotti! Myśląca twarz twardego mistrza...

  • satrustequi

    Oceniono 14 razy 10

    Na zdjęciu owszem jest James, ale nazwać tego drugiego Messim.....???!!!!

  • Baltazar Gąbka

    Oceniono 6 razy 0

    Myślę jednak, że drużynie która przechodzi małą rewolucję ( czy jak kto woli przebudowę ), taka porażka - z takim przeciwnikiem - dobrze zrobi. Będzie trochę jak zimny prysznic i pokarze gdzie i jakie elementy są do poprawienia. Myślę i mam nadzieję, że wiosną Barca będzie już zupełnie inną drużyną..........

  • bigosmiszcz

    Oceniono 35 razy -3

    Ja zawsze byłem za Realem, ZAWSZE !!!

    Wierny kibic zwycięskich drużyn.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX