Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Puchar bezdomnego Króla. Real nie chce dać stadionu na finał!

José Mourinho proponuje Chiny, prasa plotkuje o paryskim Stade de France, Baskowie i Katalończycy marzą o madryckim Santiago Bernabeu, ale Real stadionu udostępnić nie chce. Wybór areny, na której odbędzie się finał Pucharu Hiszpanii, zamienił się w kolejną bitwę El Clásico
Kiedy po raz ostatni Athletic Bilbao zagrał z Barceloną o krajowy puchar na Santiago Bernabeu, triumfowali Baskowie. Mało kto pamięta, że jedynego gola strzelił Endika Guarrotxena, do dziś szokuje za to bójka, która wybuchła po ostatnim gwizdku. Zaczęło się od Diego Maradony, pragnącym zemsty na Andonim Goikoetxei, zwanym "Rzeźnikiem z Bilbao", który kilka miesięcy wcześniej złamał mu nogę. Tym razem kopał Argentyńczyk, po chwili kopali już wszyscy, nie zważając, na której części ciała rywala lądują ich pięści, a przede wszystkim stopy.

Dziś rywalizacja zespołów, które najczęściej zdobywały krajowy puchar (Barca - 25, Athletic - 23 razy), znów jest gorąca - emocje wywołuje wybór areny finału (kiedy dokładnie, nie wiadomo, w grę wchodzi 20 i 25 maja).

Hiszpania nie doczekała się stadionu narodowego, madrycka La Peineta, przygotowywana na igrzyska w 2016 r. (ostatecznie odbędą się w Rio de Janeiro) jest rozbudowywana. Gospodarza meczu o krajowy puchar ustala się więc, gdy znani są jego uczestnicy.

Mestalla nie sprawdziła się trzy lata temu, gdy w finale zmierzyły się te same zespoły. Obiekt w Valencii mieści 52,5 tys. widzów, chętnych było 30 tys. więcej.

La Cartuja jest niewiele większa, poza tym Sevilla leży daleko od miast obu finalistów.

W grę wchodzi Vicente Calderón, ale na stadionie Atletico Madryt 20 maja koncert zagra Coldplay.

Przez chwilę zastanawiano się nad Camp Nou, ale Barca nie naciskała. Doskonale pamięta, że w 2002 r. Deportivo pokonało Real i ku rozpaczy kibiców ze stolicy świętowało trofeum na Santiago Bernabeu. O graniu na stadionie rywala nie chce słyszeć Athletic.

Optymalnym rozwiązaniem wydaje się więc dom "Królewskich".

Jest duży (85 tys. widzów), kibice z Bilbao dotarliby na niego w cztery, a ci z Katalonii - w sześć godzin, i odpowiada obu drużynom. Kapitan Athletic Andoni Iraola mówi, że to "perfekcyjne rozwiązanie", rzecznik Barcy uważa, że "tego wymaga dobro hiszpańskiej piłki".

Hiszpańską piłkę do czerwoności rozpala jednak rywalizacja Katalończyków z Realem. I choć w tym roku ekipy z Madrytu w finale zabraknie, obserwujemy właśnie kolejną bitwę El Clásico.

Real tłumaczy, że na drugą połowę maja zaplanował remont stadionu. Argumentuje też, że może potrzebować obiektu kilka dni po finale Ligi Mistrzów (19 maja), by świętować zdobycie trofeum.

Nikt jednak nie ma wątpliwości, że na myśl o fecie ludzi ubranych w bordowo-granatowe koszulki kibiców Realu bolą zęby. Przeżyli to w 1997 r., gdy Barcelona pokonała Betis, i więcej przeżyć nie chcą. Tydzień temu Santiago Bernabeu zatrzęsło się w czasie meczu z Levante, gdy trybuny ryknęły, że "finału pucharu tutaj się nie rozgrywa". Guti, były piłkarz i ulubieniec kibiców, mówi, że choć Real to klub dżentelmenów, czasami musi myśleć o sobie. Trener Madrytu José Mourinho twierdzi, że nie obchodzi go, gdzie zostanie rozegrany mecz. Dla niego może się odbyć nawet w Chinach.

Real drżał już trzy lata temu, gdy był gospodarzem finału Ligi Mistrzów, a Barcelona zmierzała po swój drugi triumf z rzędu w tych rozgrywkach. Cięgi za pomysł zorganizowania spotkania zbierał były prezes Ramon Calderon, który oczywiście planował, że Santiago Bernabeu będzie miejscem świętowania dziesiątego Pucharu Europy w historii klubu. "Królewskich" uratował Mourinho. Jego Inter pokonał wtedy Katalończyków w półfinale.

Dziś Calderon mówi, że zachowanie działaczy Realu świadczy o ich małości, ale większość kibiców się z nim nie zgadza.

Przeciwnicy rozegrania finału w Madrycie tłumaczą, że osiem lat temu to Barcelona nie chciała gościć u siebie Realu. Mecz z Saragossą odbył się więc na dużo mniejszym stadionie olimpijskim. Nic nie dają tłumaczenia, że wówczas Barcelona nie protestowała, a decyzję podjęła federacja. W Madrycie boją się też, że Baskowie i Katalończycy, podobnie jak w 2009 r. w Valencii, wygwiżdżą hiszpański hymn, czyli "Marsz Królewski". Krajowy puchar w Hiszpanii nazwa się Pucharem Króla.

Hymn wygwizdano by nawet, gdyby finał odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Tam spotkania na pewno nie będzie, ale Katalończycy plotkują, że do federacji zgłosił się paryski Stade de France. Nikt poważnie tej propozycji jednak nie traktuje.

Federacja decyzję podejmie za kilka dni. Nie może zmusić Realu do zorganizowania finału, więc prawdopodobnie mecz zostanie rozegrany w Walencji.

W zamieszaniu nie bierze tylko udziału Marcelo Bielsa. Trener Athletic powiedział, że wszystko mu jedno, a o miejscu rozegrania finału mógłby się dowiedzieć kilka godzin przed jego rozpoczęciem.

Santiago Bernabeu nie dla Pucharu Króla >