Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Czy świetny napastnik musi widzieć piłkę, by strzelić gola. Ronaldo testowany do granic

Taki tytuł nosi film dokumentalny, który bada krańcowe fizyczne i techniczne możliwości megagwiazdy Realu. Premiera odbyła się w środę w Madrycie, wkrótce pokaże go TVP. Cristiano Ronaldo sprawdza m.in. Jerzy Dudek
Castrol od lat próbuje z pomocą technologii używanej wcześniej w lotnictwie opisać mecz piłkarski, wykorzystując arcyszczegółowe statystyki, które przepuszczone przez odpowiednie algorytmy mają umożliwić obiektywną ocenę występu gracza i objęcie kontroli nad każdą sekundą gry. Korzysta z nich m.in. Arsene Wenger. Nie wystarcza mu to, że zna odsetek celnych podań swoich ludzi, on chce wiedzieć, czy podejmowane przez nich wybory - kierunek kopnięcia, biegu etc. - zwiększają, czy zmniejszają prawdopodobieństwo strzelenia lub utraty gola.

Tym razem firma skupiła się na pojedynczym piłkarzu, wyizolowując go z naturalnego dlań środowiska, czyli boiskowych zmagań. Autorzy filmu "Ronaldo tested to the limits" sprawdzili go jako atletę. I zaprosili na plan m.in. Angela Davida Rodrigueza, byłego mistrza Hiszpanii w biegu na 100 m, by porównać ich w sprincie na 25 m.

Rodriguez okazał się minimalnie szybszy, na zwolnionym obrazie widzieliśmy dlaczego - ma idealną technikę, całe ciało angażuje w bieg na wprost. Ronaldo natomiast chybocze się na boki, trwoniąc mnóstwo energii. Gdyby udoskonalił ruchy, poprawiłby wyniki.

Ale udoskonalanie nie ma sensu. Chwilę później widzimy następny test - obaj sportowcy pokonują ten sam dystans, lecz biegną zygzakiem, jak narciarze wymijając rozstawione tyczki. I tym razem to sprinter pozostaje bez szans. Rodriguez biegnie jednostajnie, natomiast Ronaldo, zbliżając się do tyczki, radykalnie skraca krok i znacznie zręczniej skręca w lewo lub w prawo. Na ekranie znów oglądamy w zwolnionym tempie, jak kluczowa dla futbolowej sprawności jest zdolność do nagłej, błyskawicznej zmiany biegu.

To tylko jedna z kilku nietypowych prób, którym poddawany jest Portugalczyk. Film czasem bywa efekciarski i ma niedociągnięcia. Nie wiadomo np., dlaczego o potwornej skądinąd sile jego strzału przekonuje się nas rozbijanym przez kopniętą przez niego piłką szkłem (nie wiemy nawet, jak grubym i wytrzymałym), zamiast znów użyć analogii ze świata sportu. Cios wybitnego karateki? Serwis tenisowy?

Ale testy są inspirujące. A momentami zdumiewające. Jak wtedy, gdy sprawdzamy, czy Ronaldo musi widzieć piłkę, by strzelić gola. Najpierw jupitery są wyłączane, dopiero gdy piłka jest już w powietrzu, więc piłkarz może wcześniej przynajmniej ocenić trajektorię... A potem światło gaśnie już w momencie zetknięcia piłki ze stopą dośrodkowującego partnera...

Sam piłkarz opowiadał w Madrycie - miało być prawie jak w Cannes, na premierę w Palacio de Vistalegre wchodziliśmy po czerwonym dywanie, a Portugalczyka przywiózł w Audi R8 Spyder rajdowy mistrz Carlos Sainz - że trochę się o swoich możliwościach dowiedział i że był zdumiony, na jak wiele go stać. Film zachwalał językiem a la Lech Wałęsa, często mówiąc o sobie w trzeciej osobie: "Dla fanów będzie ciekawy, bo opowiada o Cristiano Ronaldo".

Ale z dziennikarzami rozmawiał o wszystkim, zwłaszcza że przyjechali ze wszystkich stron świata, więc zetknął się ze wszystkimi osobliwościami medialnych obyczajów. Np. przybysz z Bangkoku o nic nie pytał, tylko poinformował bohatera wieczoru, że jego rodacy go kochają, i prosił o odezwę do narodu tajlandzkiego.

Cristiano Ronaldo: To będzie rok Realu

W Manchesterze mówił pan, że Alex Ferguson był dla pana jak drugi ojciec. Kim jest José Mourinho?

Ronaldo: Mourinho to przede wszystkim przyjaciel. Dopiero na drugim miejscu - mój szef, a na trzecim - człowiek, z którym uwielbiam pracować, i jestem szczęśliwy, że mogę stanowić część jego świata. To dziś najlepszy trener w futbolu.

Z nim pokonacie wreszcie Barcelonę?

- Czuję, że staliśmy się bardziej dojrzali, zyskaliśmy doświadczenie, mamy pełniejszą kadrę. Barca pozostaje wielka, ale z podanych wyżej powodów sądzę, że to będzie rok Realu.

Przepaść pomiędzy gigantami a resztą ligi hiszpańskiej nadal się powiększa. To dobrze czy źle?

- Najważniejsze, by rozgrywki miały wysoki poziom, by była w nich mocna konkurencja. A moim zdaniem Primera Division i angielska Premier League to najlepsze ligi na świecie. Może na Wyspach są trochę bardziej wyrównane, ale i tutaj mamy drużyny z szansami na tytuł, jak choćby Valencia.

Jeśli będziecie strzelać co weekend cztery-pięć goli, nie znudzi to i was, piłkarzy Barcy oraz Realu?

- Chciałbym, żeby Real tyle strzelał, ale nie zdoła. Z początku sezonu nie ma co wyciągać wniosków. My też będziemy przegrywać, jestem pewien.

Osobiste cele na ten sezon?

- Chcę cały czas przekraczać samego siebie. Wiem, że ciężko będzie poprawić bilans zeszłoroczny [40 goli w lidze, 53 we wszystkich rozgrywkach], ale nie widzę przed sobą żadnych granic, chcę przeć do przodu. Każdy sezon to dla mnie takie samo wyzwanie, w żadnym meczu nie umiem grać na mniej niż 100 proc.

Czy intensywność sezonu klubowo-reprezentacyjnego nie osiągnęła takiego pułapu, że dotknęła waszych, piłkarzy, granic? Że większego obciążenia, kolejnych meczów wasze organizmy już by nie zniosły?

- Dla mnie jest już normą, że do granic możliwości musimy zbliżać się przez okrągły rok. Ale mnie się to podoba, bo tylko dzięki temu mogę nadal się rozwijać, choćby krok po kroczku.