Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga. Van Gaal ścięty, Bayern ożywiony

Uwolnieni od postrzelonego trenerskiego megalomana piłkarze z Monachium rozbili Bayer Leverkusen 5:1, wrócili na podium i przybliżyli do udziału w Lidze Mistrzów... trenera rywali Juppa Heynckesa
5 : 1
Informacje
Bundesliga 2010/11 - 30 kolejka
Niedziela 17.04.2011 godzina 15:30
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Bayern Monachium
4
1
5
Bayer Leverkusen
0
1
1
Składy i szczegóły
Bayern Monachium
Bramki:
Rolfes (7. - samobój), Gomez (28., 44., 45.), Ribery (75.)
Kartki:
Tymoszczuk - żółta
Skład:
Butt - Lahm, Tymoszczuk, Van Buyten (83. Breno), Pranjic (15. Contento) - Mueller, Schweinsteiger (80. Ottl), Gustavo, Ribery - Gomez, Klose
Bayer Leverkusen
Bramki:
Derdiyok (62.)
Kartki:
Vidal - żółta
Skład:
Adler - Balitsch, Schwaab, Reinartz, Castro (46. Bender) - Vidal (80. Kadlec), Rolfes - Sam, Ballack, Augusto (56. Kiessling) - Derdiyok
Odpadli z europejskich pucharów, krajowego pucharu, wyścigu o mistrzostwo Bundesligi. Katastrofa już nastąpiła, pozostało jedynie ograniczać jej zasięg. A miejsce poniżej podium, wykluczające z następnej edycji Ligi Mistrzów, miałoby bolesne skutki finansowe (60 mln euro strat) oraz prestiżowe - jej finał odbędzie się za rok właśnie na monachijskim Allianz Arena.

Poprzedniej wiosny jeden mecz dzielił Bawarczyków od sezonu perfekcyjnego. Zdobyli mistrzostwo Niemiec oraz Puchar Niemiec i gdyby nie przegrali finału LM, to oni, a nie Inter, uczyniliby swój klub szóstym europejskim klubem w historii, który wziął trzy najważniejsze trofea. Tamte zasługi trenerowi Louisowi van Gaalowi mało kto pamięta, dziś uchodzi on za ślepego na rzeczywistość dogmatyka bez planu B. I za aroganckiego uparciucha, którego nie sposób przekonać do inwestycji w transfery ani poświęcania treningowego czasu stałym fragmentom gry. I za zwariowanego eksperymentatora bez ustanku przesuwającego po boisku piłkarzy - największym pechowcom (Luiz Gustavo) zdarzało się grać na trzech pozycjach w meczu.

A nad sobą miał Holender szefów żyjących w permanentnym chaosie. Pozbywali się go na raty, od miesięcy. Najpierw podjęli decyzję o zwolnieniu, by natychmiast ją cofnąć; następnie uradzili, iż w trakcie sezonu ogłoszą, że odejdzie po jego zakończeniu; aż wreszcie postanowili usunąć go od razu. Nie wytrzymali po przesądzającym o ubiegłotygodniowym remisie z Nürnbergiem błędzie młodego bramkarza Thomasa Krafta, którego trener wstawił między słupki wbrew woli chyba wszystkich związanych z klubem.

Paradoks polega na tym, że bieżący sezon wcale nie odbiega znacząco od poprzedniego. Wtedy van Gaal też nad drużyną nie panował, też kłócił się z piłkarzami (strojącego fochy Robbena nazywał "dupkiem"), też nie umiał ustabilizować ich gry. Zanim pomknęli po tytuł, biedzili się w Bundeslidze i przełożeni powoli wystawiali trenera za drzwi. W LM wspierała monachijczyków fortuna. Z grupy wyszli jako wiceliderzy; wiele meczów wiosny przegrywali, by odrabiać straty; Fiorentinę i Manchester Utd wyeliminowali dzięki golom na wyjeździe (remisowali w dwumeczach 4:4), w półfinale naskoczyli na kompletnie sflaczały Lyon. Jako jedyni przy obecnej formule Champions League przedostali się do finału mimo czterech porażek. Florentczyków pobili dzięki bramce zdobytej w ostatnich sekundach z tak krzyczącego spalonego, że nawet van Gaal, choć na pomyłce sędziego skorzystał, wzywał do rewolucji technologicznej.

Wady drużyny już wówczas rzucały się w oczy, komentatorzy nie umieli sobie przypomnieć, kiedy poprzednio do finału LM przetrwała drużyna chroniąca pole karne stoperami tak nieporadnymi jak van Buyten z Demichelisem. Mimo to Holender latem nie chciał kupić rekomendowanych mu piłkarzy, a zimą pozwolił odejść Markowi van Bommelowi. I w bieżącym sezonie nie zmieniło się nic poza fundamentalnym drobiazgiem - wyniki skandalicznie się pogorszyły. Tym razem to nie jego ludzie w LM odrabiali straty, gdy odprężony przeciwnik już świętował, lecz Inter eliminował ich w 1/8 finału, choć prowadzili już 2:1, a rywale byli w rozsypce.

Bawarczycy zwolnili zatem van Gaala, choć ten pozostał sobą, a drużyna podupadła raczej przez jego rodaka - Robbena. Zjawiskowy skrzydłowy, od którego zręczniej manipuluje lewą stopą chyba tylko Leo Messi, w pojedynkę rozstrzygał najważniejsze mecze minionego sezonu. Przepychał Bayern do kolejnych rund LM, dawał zwycięstwo w finale Pucharu Niemiec etc. A jego gole wcale nie wieńczyły porywających, zbiorowo organizowanych natarć, lecz były wyrwanymi z kontekstu małymi arcydziełami wybitnego solisty. Niestety, ostatnio Robben - wycieńczony zeszłosezonową grą po finały wszystkich rozgrywek klubowych i po finał mundialu - głównie się leczył (patrz niżej). A ponieważ Bawarczycy nie mogli też stale liczyć na fruwającego po przeciwległej flance Francka Ribéry'ego, nigdy nie spełniło się ich marzenie, by drużynę napędzały najbardziej dynamiczne skrzydła w Europie.

Van Gaal alternatywy nie znalazł. Kiedy monachijczyków przestał ratować Robben, przestali wygrywać. A Robben przestał ratować także dlatego, że jak cała szatnia coraz bardziej męczył się z trenerem oryginałem, który np. chciał, by członkowie drużyny wzajemnie publicznie się krytykowali i sam ich publicznie krytykował. Tydzień temu sfrustrowany skrzydłowy wybuchnął w reakcji na czerwoną kartkę. I został zdyskwalifikowany.

Ale w niedzielę wreszcie nie był niezbędny. Obrońcy tytułu walczyli z Bayerem tak, jakby uwolnieni od van Gaala odkryli w sobie nowe pokłady energii. Napastnik Miroslav Klose z pasją wspierał prawego obrońcę, Thomas Müller odbierał rywalom piłkę w ich polu karnym, Mario Gomez jeszcze przed przerwą ustrzelił hat tricka. Drużynę na pięć ostatnich kolejek przejął Andries Jonker - typ łagodny, przyjazny, niepozujący na nieomylnego. Zanim wziął posadę, spytał o zgodę poprzednika.

Po sezonie zastąpi go prowadzący teraz Bayer Jupp Heynckes - Bayern znów stawia na oryginalność i wbrew najmodniejszym trendom zatrudnia trenera bardzo doświadczonego, już 66-letniego. Jego nie urządzał w niedzielę żaden wynik. Porażka lub remis niemal ostatecznie odbierały mu szansę na tytuł. Gdyby jednak wygrał, bardzo oddaliłby samego siebie od udziału w Lidze Mistrzów.

Pół Robbena

11 - meczów w Bundeslidze rozegrał w tym sezonie Holender. Strzelił 9 goli, miał 4 asysty. Do Ligi Mistrzów zajrzał ledwie dwukrotnie, bramki nie zdobył.

24 - razy wystąpił w Bundeslidze w zeszłym sezonie. Strzelił 16 goli, miał 7 asyst. W LM wystąpił ośmiokrotnie, zdobył cztery bramki.



GALERIA: Wielka radość Lewandowskiego, El Clasico, obite kobiet - weekend na zdjęciach »
kliknij w miniaturkę, żeby przejść do galerii


Więcej o: