Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga. Czy Borussia Dortmund stała się FC Hollywood?

Borussia ma jednego z najlepszych młodych trenerów, chwalonego do tej pory przez media, lubianego przez kibiców. Z wynikami. Z jeszcze jednym sezonem w kontrakcie. Więc dlaczego władze klubu wypychają Thomasa Tuchela coraz bliżej wyjścia?


Dyrektor klubu Hans Joachim Watzke otwarcie mówi, że między nim a Thomasem Tuchelem coś pękło. I że poza tym, co drużyna pokazuje na boisku, ważne jest też, żeby z trenerem dało się rozmawiać i ustalać wspólną strategię. Dyrektor mówi to w wywiadzie dla dużej grupy medialnej Funke, tuż przed meczem z Hoffenheim, kluczowym dla awansu do Ligi Mistrzów. Prezes klubu Reinhard Rauball bierze stronę dyrektora. Jeden z najważniejszych klubowych działaczy, były szef skautingu Sven Mislintat od dawna z trenerem nie rozmawia. Piłkarze udzielają się anonimowo w gazetach, ze zwierzeniami, że między nimi a trenerem nie ma więzi. Zresztą sugestie, że między piłkarzami a Tuchelem jest chłód pojawiały się już rok temu, pod koniec pierwszego sezonu trenera w klubie, tylko wtedy takie sprawy nie wyciekały do mediów. A Borussia grała tak ładnie, że nie chciało się szukać dziury w całym.

Pierwsze od pięciu lat trofeum jest na wyciągnięcie ręki. Ale atmosfera - zła

Teraz nadal gra ładnie, z Ligi Mistrzów odpadła dopiero w ćwierćfinale, w Bundeslidze jest niżej niż rok temu, ale po zwycięstwie nad Hoffenheim, w meczu kolejki z atmosferą podgrzaną jeszcze przez Watzkego, coraz bliżej jej do bezpośredniego awansu do LM z trzeciego miejsca. A 27 maja gra z Eintrachtem w finale Pucharu Niemiec, do którego awansowała kosztem Bayernu, pokonując go w Monachium. Puchar to jej szansa na pierwsze od pięciu lat trofeum, pierwsze od dubletu mistrzostwo-puchar z 2012, z trzema Polakami w składzie. Dla Tuchela szansa na pierwsze trofeum w karierze. A jednak atmosfera w Borussii jest najgorsza od lat.

Czy Watzke się tylko zagalopował, czy chciał się zagalopować?

Nawet gdy drużyna w ostatnim sezonie pracy Juergena Kloppa była w strefie spadkowej, wszyscy trzymali fason. To dalej była "Echte Liebe", jak w klubowym motto. A dziś nawet kibice Borussii w dyskusjach na swoich forach pytają, czy ich klub nie zmienił się nagle w FC Hollywood, jak nazywano Bayern w czasach gdy jego gwiazdy kłóciły się publicznie. Jedni biorą stronę władz klubu, zmęczonych bardzo zdolnym, bardzo pracowitym, ale też bardzo trudnym w kontaktach trenerem. Inni bronią trenera kosztem Watzkego, któremu zarzucają, że zagrała w nim urażona duma i powiedział publicznie kilka słów za dużo. Pytanie tylko, czy Watzke rzeczywiście mógł te kilka słów za dużo powiedzieć w emocjach, nie przewidując konsekwencji.

Po ataku na autobus Tuchel wziął drużynę w obronę. Ale kosztem Watzkego

Wydawałoby się, że przy takich wynikach odmłodzonej, przebudowywanej Borussii władze klubu będą trenera rozpieszczać jak tylko umieją, żeby go skłonić do przedłużenia wygasającej po następnym sezonie umowy. Tymczasem to, co się w ostatnich dniach w Borussii dzieje, wielu interpretuje jako próbę skłonienia Tuchela, by się z Borussią rozstał rok przed końcem umowy. Watzke o przedłużeniu kontraktu powiedział krótko i raczej oschle: "Ważne są sprawy sportowe, ale też strategia, komunikacja, zaufanie. To żadne czary".

Nieporozumienia między trenerem a jego szefami narastały od dawna (wspomniany Mislintat skłócił się z Tuchelem już miesiące temu, przy okazji prób ściągnięcia z Atletico Olivera Torresa, trener w gniewie zakazał Mislintatowi wstępu na treningi drużyny, szefowie wzięli stronę Mislintata, zmienili mu tylko funkcję w klubie na szefa ds. piłki zawodowej), ale być może udałoby się je jeszcze ukryć, gdyby nie atak na autobus Borussii i następujące po nim dni pełne emocji. Thomas Tuchel nie mógł darować UEFA, że kazała jego piłkarzom grać z Monaco już dzień po ataku, stanął publicznie po stronie piłkarzy, którym kazano grać, nie zwracając uwagi na ich przeżycia. Problem w tym, że opowiadając się w ten sposób za przełożeniem meczu na później,Tuchel w jakimś sensie uderzał w swoich szefów, którzy zgodzili się z UEFA, że trzeba grać już dzień później. I to bardzo zabolało Watzkego, bo część kibiców skierowała wówczas swoje żale do niego.

"- Skargi trenera i piłkarzy pana rozdrażniły? - Częściowo tak"

- Wszystko, co działo się po ataku, oceniam też z punktu widzenia naszych wewnętrznych ustaleń w klubie i tego co było możliwe w tej sytuacji - mówi Watzke we wspomnianym wywiadzie, odbijając piłeczkę w stronę Tuchela. Chodzi o to, że trener wiedział, co ma do wyboru: albo zagrać dzień po, albo zgodzić się na walkower lub w ogóle wycofać się w rozgrywek. Wybrał tak jak działacze: grać. A potem się od nich zdystansował.

- Trener i piłkarze bardzo krytykowali to, że kazano im grać dzień po meczu. Rozdrażniło to pana? - spytali dziennikarze Watzkego.

-Częściowo -odpowiedział dyrektor.

- Jest rozdźwięk między panem a trenerem, to widoczne.

- Tak, jest - przyznał Watzke.

Prezes Borussii Reinhard Rauball stanął po stronie Watzkego. - Nie podejmował decyzji o meczu z Monaco sam, ja też byłem w sztabie kryzysowym, poparłem go i popieram do dzisiaj. Każdy zainteresowany, również trener, mógł dzień po ataku wyrazić swoje zdanie w sprawie terminu meczu. Nie usłyszeliśmy wówczas żadnej prośby o zmianę terminu. Watzke od lat pokazuje, że w trudnych sytuacjach nie myśli o sobie, a o Borussii. Zasłużył na zaufanie - powiedział Rauball w "Bildzie".

Tuchel pytany o słowa swoich szefów zrobił przed meczem z Hoffenheim unik, odpowiedział że nie będzie na to marnował energii. We wtorek, jako gość konferencji holenderskiego związku piłki nożnej, powiedział reporterowi telewizji Fox, że nie ma żadnego starcia trener-szefowie, są tylko kontrowersje, które wywołał wywiad Watzkego. - Ale to jego prawo, udzielać takich wywiadów, jest szefem - mówił trener. A jego agent Olaf Meinking postawił sprawę jasno: ważne jest dla niego, żeby Tuchel nie ucierpiał w tej sytuacji, bo zawsze był szczery w swoich wypowiedziach i zamiarach.

Piłkarze tylko anonimowo. I krytycznie o Tuchelu

Piłkarze oficjalnie tego nie komentują. W mediach pojawiają się jednak ich anonimowe wypowiedzi, sugerujące że nawet wzięcie ich w obronę po ataku nie ociepli ich relacji z Tuchelem, bo to była gra pod publiczkę. Z tych opisów wyłania się trener, który jest znakomitym fachowcem, ale bardzo skomplikowanym człowiekiem. Tuchel już w Mainz, które doprowadził do europejskich pucharów, słyszał, że bywa zbyt despotyczny. Ale prasę miał jeszcze długo znakomitą. Media widziały w nim niemiecką wersję Pepa Guardioli. Zresztą Guardiola chciał, żeby to właśnie Thomas Tuchel był jego następcą w Bayernie (i Guardioli też czasem zarzucano, że w pogoni za doskonałością gubi czasem więź z niektórymi piłkarzami).

Trener przywiązany tylko do tego, co poprawia grę drużyny

Tuchel jest bardzo przywiązany do swojej wizji futbolu: rozmachu w ataku, częstych zmian ustawienia, zmian składu, młodość. Nie ma w nim przywiązania do czegokolwiek, co nie było związane z poprawą gry drużyny. Nie zważa na nazwiska,zasługi, ani sentymenty. To za jego rządów w Dortmundzie z klubem pożegnali się ulubieńcy publiczności Kuba Błaszczykowski i Kevin Grosskreutz. Pozostał w Dortmundzie, ale stracił miejsce w bramce Roman Weidenfeller. Takie decyzje są świętym prawem trenera. Ale piłkarze zarzucają Tuchelowi, że czasem co innego mówi a co innego robi i że gdy wygrywają, wygrywają razem, ale gdy przegrywają, trenerowi zdarza się zasugerować, że to nie do końca jego porażka. - Świadectwo wystawiamy sobie nie tylko tym, jak gramy z Bayernem czy Lipskiem, ale też tym, co pokazujemy przeciw Darmstad - mówił Tuchel po porażce z Darmstradt. - Byłoby dobrze, gdyby to wreszcie dotarło -dodał. Wszyscy zrozumieli: żeby dotarło do piłkarzy. A po porażce z Eintrachtem Tuchel był jeszcze surowszy: "Taktycznie, technicznie, mentalnie, pod względem koncentracji - nasza gra była jednym wielkim deficytem".

"Focus": A w Bayernie się cieszą

Co dalej z trenerem, który wydaje się być w klubie coraz bardziej samotny? Reprezentujący go Meinking mówi "Der Spiegel", że Tuchel i szefowie Borussii są umówieni na rozmowy w sprawie przyszłości po finale Pucharu Niemiec i to się nie zmienia. Nie będzie to też jego zdaniem spotkanie w sprawie warunków rozstania. W mediach krążą już jednak listy ewentualnych następców Tuchela i ewentualnych chętnych do zatrudnienia go.

- Czy będę w przyszłym sezonie trenerem Borussii? Będę trenerem Borussii w najbliższym meczu z Augsburgiem, to jest pewne - odpowiedział Tuchel we wtorek w rozmowie z Fox. Czyli serial trwa.

"A Bayern Monachium - pisze "Focus" - będzie sobie teraz patrzył jak jego niemiecki rywal numer 1 traci do niego dystans. Z własnego wyboru. I nawet nie trzeba było mu żadnego piłkarza podkupić".