Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Lewandowski w Madrycie? Plan bardzo Realny

Nie ma wątpliwości, że Real Madryt chce Roberta Lewandowskiego. Pytanie, czy na transfer zgodzi się Bayern, który ma wobec polskiego piłkarza dług wdzięczności
Okładka poniedziałkowego dziennika "As" - krzycząca wielkim tytułem: "Operacja Lewandowski" - nie oznacza, że królewski klub złożył monachijczykom konkretną ofertę. Podane w artykule fakty kończą się na wizycie Cezarego Kucharskiego na Santiago Bernabéu, gdzie agent piłkarza oglądał mecz z Getafe. Wizycie detalicznie zrelacjonowanej i sfilmowanej. Umieszczone na portalu wideo zmontowane jest w stylu kryminalnej intrygi. Widzimy twarz Kucharskiego, który razem z polskim ambasadorem w Hiszpanii i Andorze Tomaszem Arabskim siedzi w stadionowej loży. A kamera wychwytuje zbliżeniami jego reakcje na gole Benzemy i Cristiano Ronaldo. Gdy pojawia się napis: "Koniec meczu", polski agent i Arabski opuszczają swoje miejsca.

To jedyne fakty, o których zresztą agent piłkarza nie chce rozmawiać. Ale właśnie tak zaczynają się wszystkie wielkie sagi transferowe, które wieńczy finansowy rekord lub prawie rekord ustanowiony przez Real. Za kulisami toczą się wielomiesięczne pertraktacje dyplomatyczno-biznesowe, a publikę karmi się igrzyskami medialnymi. Pustymi w treści lub opartymi na drobiazgach. Jak słowa autora artykułu w "Asie" Guillema Balague'a, objaśniającego, że Kucharski siedział na miejscach, które można zająć wyłącznie na imienne zaproszenie władz królewskiego klubu.

Jak wyciągnąć Lewandowskiego z Bayernu

Agent siedział blisko Florentino Péreza, z którym zna się osobiście od dwóch lat, i jego prawej ręki, odpowiadającego za transfery José Ángela Sáncheza. Z tym ostatnim miał według Hiszpanów rozpocząć delikatną operację przyciągania Lewandowskiego na Santiago Bernabéu. A sytuacja jest skomplikowana, bo kontrakt z Bayernem obowiązuje do czerwca 2019 roku. Bawarczycy chcą go przedłużyć, dać Polakowi podwyżkę (aktualna pensja to 10 mln euro za sezon) i uczynić go najlepiej zarabiającym piłkarzem w klubie.

"Królewscy" mają mu oferować 12 mln. Więcej w Madrycie zarabia tylko Cristiano Ronaldo.

Jeśli Polak odrzuci propozycję Bayernu, będzie musiał jeszcze liczyć na to, że monachijczycy przystaną na transfer. Oni pieniędzy oczywiście nie potrzebują - choć Realu nie stać na rzucenie "dowolnej" kwoty - więc pozostaje mu wierzyć w dobrą wolę szefów klubu.

Szefów, którzy mają u niego dług wdzięczności. Madryt chciał Lewandowskiego już latem 2013 roku, jednak ówczesny napastnik Borussii Dortmund nie chciał łamać obietnicy złożonej Bayernowi. Tylko dlatego do transakcji nie doszło. Sprawę szczegółowo relacjonował prestiżowy tygodnik "Der Spiegel", który cytował słowa Maika Barthela (wspólnik Kucharskiego) o "niemoralnej propozycji Realu".

W Realu umieją dopiąć swego

Jeśli Bayern ma zatem przystać na transfer, to nie ze względów biznesowych czy sportowych, lecz czysto ludzkich. Aby nie hamować kariery piłkarzowi, który będzie w idealnym wieku - latem skończy 28 lat - by podpisać kontrakt życia. Monachijski prezes Karl-Heinz Rummenigge chwalił się niedawno, że latem odrzucił stumilionową ofertę Manchesteru United za Thomasa Müllera, ale wcześniej mówił też, że zdaje sobie sprawę, iż co pewien czas musi stracić wielką gwiazdę.

Autor cytowanego wczoraj w całej Europie artykułu w "Asie" pisze, że "Lewandowski wie, iż w królewskim klubie łatwiej niż gdzie indziej będzie mu zrealizować swoje osobiste cele i ambicje". Twierdzi, że Polacy byli zawiedzeni brakiem kapitana swojej reprezentacji w finale plebiscytu Złota Piłka, a medialność Realu pozwoliłaby mu konkurować w przyszłości z Leo Messim, Neymarem i Luisem Suárezem o tytuł gracza numer 1 na świecie.

To wszystko opinie, a nie fakty, ale oddają marzenia madrytczyków. Kilka tygodni temu redaktor naczelny "Asa" Alfredo Relano - przełożony Balague - powiedział "Wyborczej", że Lewandowski to najbardziej pożądany piłkarz przez fanów. A w Realu umieją dopiąć swego. Nawet wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe.

Latem 2000 roku Barcelona nie sprzedałaby do Realu Luisa Figo za żadne skarby. Ale Florentino Pérez uknuł sprytną intrygę i przy okazji ustanowił transferowy rekord świata. Portugalczyk, który miał zamiar zostać w Katalonii i szantażując Barçę, wywalczyć podwyżkę, nagle znalazł się pod ścianą i musiał założyć koszulkę Realu. Tak samo było z Cristiano Ronaldo w 2009 roku. Trener Manchesteru United Alex Ferguson mówił, że Realowi nie sprzedałby nawet wirusa, a już kilka miesięcy później na Bernabéu w glorii najdroższego gracza w historii przenosił się lider jego drużyny.

- Pérez to mój przyjaciel, on dobrze wie, że nie chcę sprzedać Roberta - mówił na niedawnym spotkaniu z polskimi dziennikarzami Rummenigge. Tak samo brzmieli kiedyś prezesi Barcelony i Manchesteru. A determinacja Realu będzie jeszcze większa, jeśli latem sprzeda Cristiano Ronaldo. Portugalczyk skończy w styczniu 31 lat, więc nadchodzi ostatni moment, w którym Manchester United i PSG będą skłonne zapłacić za niego fortunę.

Fortunę będzie kosztował też Lewandowski, jeśli Bayern zgodzi się na transfer. Dwa lata temu Real oferował Borussii 81 mln euro.

O błyskotliwej karierze i pasjach Roberta Lewandowskiego przeczytasz też w książce "Pogromca Realu" >>



Czy Dariusz Szpakowski to powiedział? [QUIZ]




Czy Robert Lewandowski przejdzie do Realu Madryt?