Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga. Dzień, w którym Borussia Dortmund prawie upadła

Równo dekadę temu Borussia Dortmund prawie przestała istnieć. 14 marca 2005 roku w jednej z sal konferencyjnych w terminalu E na lotnisku w Duesseldorfie doszło do spotkania, na którym decydował się los BVB. To, czy klub miał dalej istnieć, zależało od członków pewnego funduszu nieruchomości.
Dortmundczycy na początku XXI w. znaleźli się w dramatycznej sytuacji finansowej. Rzut karny wykorzystany przez Andresa Mendozę z Club Brugge sprawił, że BVB nie awansowało do Ligi Mistrzów w 2003 roku. Rok później w ogóle nie zagrało w pucharach.



Nikomu chyba nie trzeba mówić, jakie pieniądze przeszły Borussii koło nosa. A była ona zależna od wpływów za grę w europejskich pucharach. Zaledwie trzy lata wcześniej BVB pobiło transferowy rekord Bundesligi - pozyskany z Parmy Marcio Amoroso kosztował 25 milionów euro! Borussia nagromadziła w ten sposób sporo długu. Potem sprzedała stadion i najmowała go w leasingu. Już w 2003 roku pożyczyła od Bayernu Monachium 2 miliony euro! Gdy weszła też na giełdę jako pierwszy niemiecki klub w 2000 roku, akcje były początkowo warte 11 euro. Ale w okresie kryzysu ich wartość na Frankfurckiej Giełdzie Papierów Wartościowych bardzo szybko spadła o ponad 80 procent.

18 lutego 2005 roku oficjalnie poinformowano, że sytuacja finansowa jest na tyle zła, że "zagraża istnieniu klubu". W tym samym miesiącu dyrektorem zarządzającym został Hans-Joachim Watzke. Władze przygotowały plan naprawczy. O tym, czy będzie mógł on wejść w życie, decydowano 14 marca na lotnisku w Duesseldorfie. Wierzyciele zaakceptowali plan, ale potrzebna była jeszcze zgoda członków funduszu nieruchomości Molsiris. To Molsiris dwa lata wcześniej kupił Westfallenstadion.

Spotkanie z udziałowcami trwało sześć godzin. Watzke później wspominał, po pierwszych kilku godzinach niektórzy kibice BVB już stracili nadzieję i mieli łzy w oczach. Misja zakończyła się jednak sukcesem. Ostatecznie udało się przekonać ponad 94 proc. członków funduszu. To oznaczało, że Borussia przetrwała.

- Nie chcę przeżywać drugiego takiego dnia. To najgorsza rzecz, przez jaką musiałem przejść - powiedział po wszystkim Reinhard Rauball, prezydent BVB. To specjalista od ratowania BVB; w każdej z trzech kadencji jako prezydent (po raz pierwszy został nim w wieku 32 lat!) ratował klub od bankructwa. Dla niego był to "najtrudniejszy wyjazdowy mecz od 1986 roku". Ale wtedy stawką było "tylko" utrzymanie w Bundeslidze. Borussia rozegrała trzeci mecz barażowy z Fortuną Koeln w... Duesseldorfie właśnie. I wygrała decydujące spotkanie aż 8-0 (w dwumeczu było 3-3, z tego względu grano trzecie spotkanie).

Zasługi za uratowanie BVB przypisuje się głównie Watzke oraz Rauballowi. Ogromny wpływ na pomyślne wdrożenie planu miał również Thomas Tress. Był ekspertem finansowym z firmy RolfsPartner. Po wszystkim dołączył do zarządu Borussii, został dyrektorem i odpowiada za organizację klubu oraz jego finanse. Ci panowie w kolejnych latach spłacili ponad 200 mln euro długu, z czego 80 procent w ciągu dwóch lat. Odkupili stadion, co miało pierwotnie nastąpić dopiero w 2017 roku. Zreorganizowali zespół. Ten w ostatnich latach zdołał wygrać dwa mistrzostwa Niemiec z rzędu, zdobyć Puchar Niemiec i zagrać w finale Ligi Mistrzów. Ale pomimo sukcesów Borussia stara się nie szastać pieniędzmi, by wejść na jeszcze wyższy poziom. Bo doskonale wie, do czego prowadzi nierozsądna polityka finansowa.

Przed sobotnim meczem z 1. FC Koeln kibice przeprowadzą marsz upamiętniający tamte wydarzenia. Podobne zgromadzenie miało miejsce 10 lat temu. Wtedy kibice nieśli transparent z hasłem "not for sale", czyli "nie na sprzedaż". Dziś już nie muszą obawiać się upadłości. A dla Borussii Dortmund 14 marca jest jak drugie urodziny.

Jak się skończą eliminacje Euro 2016 w polskiej grupie? [WYTYPUJ SAM!]