Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Bundesliga. O problemach polskich nastolatków. Milik odwróci trend?

W piątek startuje runda wiosenna Bundesligi. Czy 18-letni Arkadiusz Milik, nowy gracz Bayeru Leverkusen, zrobi w Niemczech furorę? Historia pokazuje, że polski nastolatek wyjeżdżający na Zachód, nie potrafi poradzić sobie z nowymi realiami. Jak będzie z Milikiem? - Na tym transferze może jedynie zyskać - twierdzi Maciej Terlecki, który jako 17-latek nie przebił się do składu Anderlechtu Bruksela.
- Wyjechał zbyt wcześnie - mówił na początku stycznia Adam Nawałka, trener Górnika Zabrze, który przyczynił się do rozwoju talentu reprezentanta Polski. Przed 18-latkiem trudności związane z aklimatyzacją w świeżo poznanym mieście i przebiciem się do składu, złożonego praktycznie z samych gwiazd.

Na przestrzeni ostatnich lat drogą Milika próbowało iść wielu nastolatków (graczy poniżej 20. roku życia). Do celu doszedł zaledwie jeden.

Im się nie udało

Piłkarskie losy Milika przypominają początek kariery Marka Saganowskiego. Gdy obecny napastnik Legii przeszedł do Feyenoordu Rotterdam, nie miał jeszcze 18 lat, ale zdążył zadebiutować w reprezentacji Polski. Traktowano go jak następcę Lubańskiego i Bońka.

W 1996 roku, gdy Saganowski podpisywał kontrakt z Feyenoordem, liga holenderska miała silniejszą pozycję niż dziś. Ajax Amsterdam bronił zdobytego 12 miesięcy wcześniej trofeum Ligi Mistrzów (przegrał w finale z Juventusem), a PSV Eindhoven walczył jak równy z równym z wielką Barceloną w ćwierćfinale Pucharu UEFA (4:5 w dwumeczu). Transfer młodego napastnika ŁKS-u był więc traktowany jak prawdziwy hit.

Z racji wieku - małego doświadczenia i słabego przygotowania fizycznego - Saganowski nie dostał wielu szans gry. - Nie grałem, bo trener powtarzał mi, że jestem za młody - wspominał po latach. Identyczne problemy miał po przejściu do Hamburgera SV. Po roku nieudanych wojaży piłkarz wrócił do kraju, odbudował się - zdobył z ŁKS-em mistrzostwo kraju i wrócił do kadry.

W czasie gdy Saganowski walczył o miejsce w składzie Feyenoordu, trudne chwile w PSV przechodził Piotr Matys. Wychowany w Jagiellonii napastnik nie zdołał zadebiutować w Eredivisie. Swojego szczęścia szukał także w Szwajcarii. W końcu, po 18 miesiącach bez gry, zdecydował się na powrót do polskiej ligi.

Równie krótko trwała zagraniczna kariera Terleckiego. Syn słynnego reprezentanta Polski, Stanisława, również uchodził za wielki talent. Jako nastolatek zaczął grać w II lidze, wiosną 1993 roku na mistrzostwach Europy U-16 zdobył złoty medal. Terleckim interesowało się wiele klubów. Ostatecznie, jako 17-latek, trafił do Anderlechtu.

- To się stało po mistrzostwach świata U-17, w którym wybrano mnie do jedenastki turnieju. Na imprezie było wielu skautów, którzy proponowali mi kontrakt. W sumie nie chciałem wyjeżdżać, ale w Polsce nie miałem perspektyw na grę. Panowała tu zawiść, coś w stylu "przyjechał z mistrzostw cwaniak, trzeba go utemperować." Tak więc wybrałem Anderlecht, bo wtedy była to jedna z najlepszych drużyn na świecie - wspomina Terlecki. Klub słynący z wychowania zdolnej młodzieży nie dał mu szansy zadebiutować w belgijskiej ekstraklasie - Terlecki wrócił do kraju i już nigdy nie zdecydował się na wyjazd z Polski.

Kilka miesięcy po Terleckim do Anderlechtu trafił Bartosz Karwan. 18-letni wówczas gracz zagrał wcześniej w zaledwie 16 meczach Ekstraklasy. Podobnie jak Terlecki i Saganowski nie był gotowy podjąć wyzwania. Karwan przez wiele miesięcy występował w rezerwach Anderlechtu. Ostatecznie nie przebił się do pierwszego składu i wrócił do GKS-u Katowice.

Nie poszczęściło się też koledze Terleckiego z młodzieżowej reprezentacji kraju, Marcinowi Szulikowi, który w 1994 roku przeszedł do St. Etienne. Przez ponad miesiąc czekał na pozwolenie na grę od UEFA, a potem jeszcze dłużej na pensję. Sześć miesięcy później był już graczem Hutnika Warszawa.

W szwajcarskim FC Luzern próbowali się wybić Paweł Drumlak i Piotr Bielak. Zabrakło im umiejętności i cierpliwości. Wobec zaległości finansowych ze strony klubu obaj zdecydowali się wrócić do Polski.

Z powrotem zwlekał za to Dawid Janczyk. Jako 18-latek zdobył mistrzostwo Polski z Legią, kilkanaście miesięcy później przeszedł do CSKA Moskwa. Polak był skazany na porażkę w rywalizacji z Vagnerem Love i Ivicą Oliciem. Po nieudanym podboju Rosji Janczyk wybrał się do Belgii, ale tam - mimo niezłego początku - również nie zrobił oszałamiającej kariery. Dziś, mimo że obowiązuje go kontrakt z CSKA, Janczyk przebywa w Warszawie i nie gra w piłkę.

Jemu się udało

W zasadzie tylko jeden piłkarz, którzy zadebiutował w Ekstraklasie i opuścił ją przed 20. rokiem życia, może mówić o udanej zagranicznej karierze.

W latach 90. 17-letni Arkadiusz Radomski przeniósł się z Lecha Poznań do BV Veendam. Na zapleczu holenderskiej ekstraklasy rozegrał 91 meczów. Dobra postawa zaowocowała transferem do Heerenveen. Radomski zdobył z tym klubem wicemistrzostwo kraju i grał w Lidze Mistrzów. Łącznie w Eredivisie spędził 10 lat i zagrał w 261 spotkaniach.

- Arek miał tę cechę, której brakowało mi, Bielakowi czy Saganowi - cierpliwości. Przeszedł najpierw do II ligi i spokojnie budował swoją pozycję. Ja chciałem grać od razu, denerwowałem się, gdy nie wchodziłem z ławki - tłumaczy Terlecki.

Do innej kategorii trzeba zaliczyć Tomasza Zdebela, Wojciecha Szczęsnego i Grzegorza Krychowiaka. Zdebel już jako 14-latek - a więc junior młodszy, bez doświadczeń w piłce seniorskiej - przeniósł się z GKS-u Katowice do Fortuny Duesseldorf. W Niemczech wyrobił sobie silną markę. Oprócz Fortuny grał m.in. w Koeln, Bochum i Bayerze. Zwiedził też ligę belgijską i turecką. Szczęsny i Krychowiak także emigrowali młodo (w wieku 16 lat), bez choćby jednego meczu w polskiej lidze.

Czy uda się Milikowi?

- Dajmy mu trochę czasu, nie wymagajmy, by od razu wskoczył do składu. Niech gra choćby końcówki, oswoi się z klimatem stadionu i całej ligi - nawołuje Terlecki. Ważne, by trafił na mądrego trenera, który będzie umiał go poprowadzić i rozdysponować siłami. Na tym transferze Milik może jedynie zyskać. Wysoki poziom rywalizacji na treningach może go uczynić tylko lepszym piłkarzem. Czy w Polsce, nawet grając 30 meczów w sezonie, stałby się szybszy, lepszy technicznie? Lepiej, by nie grał, ale trenował w Bundeslidze, niż marnował się w słabej Ekstraklasie - tłumaczy ekspert stacji nSport.

Milik trafił do najbardziej "polskiego" klubu w Bundeslidze. W Leverkusen grało do tej pory najwięcej naszych rodaków, aż ośmiu. Kibice aptekarzy najmilej wspominają Andrzeja Buncola, który w latach 1987-1992 był wielką gwiazdą zespołu, zdobył z nim Puchar UEFA w 1988 roku. 53-letni obecnie były reprezentant Polski, medalista mistrzostw świata w roku 1982, będzie opiekunem Milika. Wielką estymą wśród fanów aptekarzy cieszą się także: Marek Leśniak, strzelec 65 goli w 117 spotkaniach Bayeru, i Jacek Krzynówek - jeden z najlepszych piłkarzy drużyny Klausa Augenthalera, który zdobywał bramki także w Lidze Mistrzów, m.in. przeciwko Realowi Madryt, AS Romie i Liverpoolowi.

W Bayerze grali również (z mniejszym lub większym powodzeniem): Roman Geszlecht, Rudolf Wojtowicz, Radosław Kałużny, Adam Matysek, Tomasz Bobel, Adam Ledwoń, wspomniany wcześniej Zdebel i Mirosław Spiżak, który nota bene również wyjechał z Polski jako nastolatek. W Niemczech został do końca kariery, ale grywał w niższych ligach.

Terlecki twierdzi, że Milik dołączy do Leśniaka, Buncola i Krzynówka. - Dajmy mu jednak trochę czasu. Pierwszy rok niech będzie dla niego przejściowym. Stać go na grę na wysokim poziomie. Gdy się dostosuje, będzie grał w pierwszym składzie. Potrzebuje też szczęścia. Gdy byłem w Anderlechcie, trenowałem z Celestinem Babayaro, który podobnie jak ja nie dostawał szans. Ale nagle, gdy dwóch lewych obrońców doznało kontuzji, wskoczył do składu. Wtedy rozpoczęła się jego wielka kariera. Trener uwierzył, że młody też potrafi grać w piłkę. Niedługo później trafił do Chelsea. Czasem potrzeba więc przychylności losu.

Milik zbierał pochlebne recenzje w czasie okresu przygotowawczego. W obozie Bayeru mówi się, że jeśli sobotni mecz przeciwko Frankfurtowi będzie przebiegał po myśli gospodarzy, Milik wejdzie na boisko na ostatnie 15-20 minut. Na razie Polak będzie jedynie zmiennikiem Stefana Kiesslinga, strzelca aż 12 goli w tym sezonie Bundesligi.