Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Od mistrzostwa do walki o utrzymanie. Co się stało z Leicester City?

W 18 miesięcy Leicester City przeszło drogę od cudownego utrzymania w Premier League, przez zdobycie mistrzowskiego tytułu, po awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów i powrót w dolne rejony ligowej tabeli. Dlaczego "Lisy" Claudio Ranieriego w tym sezonie zawodzą?
Wygrana z West Hamem (1:0) i bezbramkowy remis z Middlesbrough - tak dobrej serii w lidze Leicester nie miało od października. Po poniedziałkowym remisie z beniaminkiem Ranieri i Wes Morgan chwalili zespół za grę, zwłaszcza za postawę w defensywie. Drużyna, która niewiele ponad pół roku temu biła potentatów, dziś cieszy się z dwóch czystych kont z rzędu w starciach ze średniakami. Słowa menedżera mistrza Anglii i jego kapitana najlepiej pokazują jak wielkie zmiany zaszły na King Power Stadium w zaledwie kilka miesięcy.

Po 20 kolejkach Leicester zajmuje 14. miejsce w Premier League (może spaść na 15., jeśli Stoke nie przegra we wtorek z Watfordem). Ekipa Ranieriego zgromadziła 21 punktów (5 zwycięstw, 6 remisów, 9 porażek), od strefy spadkowej dzieli ją tylko sześć punktów. Przed rokiem, w tym samym momencie sezonu, "Lisy" były drugie, na koncie miały o 19 "oczek" więcej (11 zwycięstw, 7 remisów, 2 porażki). Co stało się z drużyną, która w poprzednich rozgrywkach zachwycała na angielskich boiskach?

Efekt Kanté

Odpowiedzi na to pytanie na łamach BBC szukał napastnik Watfordu Troy Deeney, który jeszcze w kwietniu w programie "Match of the Day 2" tłumaczył fenomen Leicester. 28-letni zawodnik za główną przyczynę obniżki dyspozycji "Lisów" uznał odejście N'Golo Kanté, który latem wzmocnił Chelsea.

W poprzednim sezonie Premier League Francuz podjął 175 prób obioru i miał aż 156 przechwytów - najwięcej ze wszystkich piłkarzy w lidze. 25-latek swoją formą zachwyca teraz kibiców na Stamford Bridge.

- Prawdopodobnie największa zmiana zaszła w ich środku pola. W porównaniu do zeszłego sezonu, teraz łatwiej jest przedrzeć się przez ich linię pomocy. W poprzednich rozgrywkach, nawet jeśli się to udawało, to każdy obawiał się powrotu Kanté. Przeciwnicy Leicester rozgrywali piłkę ze świadomością, że muszą robić to bardzo szybko, bo w innym wypadku Francuz za chwilę będzie na swoim miejscu i zaliczy odbiór. Nawet jeśli chwilę się spóźnił, to obawy pozostawały i zmuszały do błędów - tłumaczy Deeney.

I dodaje: - Teraz w środku pola rywale Leicester mają więcej miejsca. Zawsze czułem, że Kanté pracuje za dwóch, więc bez niego drużyna nie jest w stanie osiągnąć takiego samego balansu, jaki miała z Francuzem grającym w parze z Dannym Drinkwaterem. Kanté był wszędzie, teraz wydaje się być jeszcze lepszy, ale z jego umiejętności korzysta Chelsea.

Rywale oswojeni ze stylem

Według Deeney'a problemem mistrzów Anglii jest też fakt, że rywale nie są już zaskoczeni ich stylem gry, dzięki czemu udaje im się ograniczyć poczynania "Lisów" w ofensywie. Mocno cierpi na tym najskuteczniejszy w zeszłym sezonie piłkarz Leicester - Jamie Vardy. W poprzednich rozgrywkach Anglik strzelił 24 gole w lidze, średnio oddawał 3,2 strzału na mecz. Teraz 29-latek na koncie ma raptem pięć trafień, średnia uderzeń na spotkanie wynosi zaledwie 1,4. Z 46 do 38 proc. spadła też celność jego strzałów.

- Taktyka Leicester w poprzednim sezonie oparta była na wykorzystywaniu skrzydłowych w kontratakach. Teraz nie wygląda to inaczej. W starciu z nami także starali się wykorzystywać Riyada Mahreza. Wydaje mi się, że przeciwnicy zdążyli się przyzwyczaić do ich stylu i potrafią lepiej reagować na określone sytuacje - mówi Deeney.

- W zeszłym sezonie zespoły przede wszystkim były zaskakiwane tempem, w jakim Vardy potrafił znaleźć się za plecami ich defensyw. Poza tym Leicester nie musiało przejmować się tym, czy rywale będą potrafili się dobrze ustawić i zareagować. "Lisy" miały pewność siebie i przekonanie, że bramkę mogą zdobyć w inny sposób. Spójrzcie choćby na gola, którego Vardy strzelił Liverpoolowi.



- Teraz zespoły, które grają przeciwko Leicester, bronią bliżej własnej bramki, bo wiedzą jak duże zagrożenie stanowi szybkość Vardy'ego. Przeciwnicy częściej dają "Lisom" rozgrywać piłkę i wygląda na to, że taki styl pasuje im zdecydowanie mniej. Zwłaszcza przy wyraźnym spadku pewności siebie.

Zmiana podejścia

Wyraźnym problemem mistrzów Anglii w tym sezonie jest gra na wyjazdach. Na obcych stadionach Leicester zdobyło raptem 3 z 30 punktów! Brak wygranej, trzy remisy i aż siedem porażek poza King Power Stadium sprawia, że drużyna Ranieriego zajmuje przedostatnie miejsce w lidze pod tym względem.

- Leicester stało się zespołem do pokonania, co wpłynęło na zmianę stylu u przeciwników. W zeszłym sezonie rywale chcieli jak najdłuższej utrzymywać z nimi bezbramkowy remis i szukać szansy na zwycięstwo w pojedynczych okazjach. My w listopadzie zagraliśmy z nimi agresywniej i dzięki temu wygraliśmy 2:1 - wspomina Deeney.

- Dla nas było to pierwsze spotkanie od porażki 1:6 z Liverpoolem, więc chcieliśmy jak najszybciej zrehabilitować się przed własną publicznością. Zaatakowaliśmy ich pressingiem i już w 33 sekundzie wyszliśmy na prowadzenie. W zeszłym sezonie Leicester zaczynało dość głęboko, z całą czwórką obrońców na własnej połowie. Z nami wyszli wyżej, a gdy szybko stracili piłkę trudno im było wrócić na właściwe pozycje.

Europejskie puchary robią różnicę

33 - tylko tyle zmian w podstawowym składzie dokonał w poprzednim sezonie Ranieri. To zdecydowanie najmniej z całej czołówki minionych rozgrywek. Leicester, które w przeciwieństwie do najgroźniejszych rywali nie grało w europejskich pucharach, miało ogromny komfort przygotowywania się do kolejnych ligowych meczów. Teraz, z powodu udziału w LM, "Lisy" grały regularnie co trzy-cztery dni.

- Częściowo to wina kontuzji, ale częstsza gra Ranierim zmiany. Kiedy drużyna grała raz na tydzień w tym samym składzie, zawodnicy rozumieli się bez słów, każdy wiedział co robi kolega bez piłki. Latem klub wydał sporo pieniędzy, jednak piłkarze, których sprowadził są inni. To zrozumienie jest tylko wspomnieniem - mówi Deeney.

- Po pierwsze, zawsze trudno jest wprowadzić kilku nowych zawodników do niezawodnej maszyny. Po drugie, nowi piłkarze muszą zachowywać się inaczej, kiedy przychodzą do zespołu mistrzowskiego, niż kiedy wzmacnialiby każdą inną drużynę. Zawodnicy, którzy kosztowali nawet kilkanaście milionów funtów muszą odstawić na bok swoje ego i wpasować się do mentalności, która dała drużynie sukces. Nie wiem jak dokładnie wygląda to w Leicester, ale mówił o tym nawet Ranieri. To zawsze zajmuje trochę czasu - dodaje.

- Kolejną częścią ich problemu jest LM i podejście do innych rozgrywek. Nie twierdzę, że "Lisy" lekceważą jakiekolwiek mecze, ale na pewno trudno jest im utrzymać ten sam poziom motywacji na wszystkich frontach. W ciągu 18 miesięcy duża część składu przeszła drogę od utrzymania w lidze, przez jej wygranie do awansu do fazy pucharowej LM. Z jednej strony są wśród 16 najlepszych zespołów w Europie, a z drugiej muszą walczyć w dolnej połówce ligowej tabeli.

- Przed rokiem Newcastle i Aston Villa wydały dużo pieniędzy w zimowym okienku transferowym, jednak spadły z ligi. W Watfordzie możemy pozwolić sobie na sprowadzenie piłkarza z Juventusu, co pokazuje możliwości tutejszych klubów. Standardy w Premier League bardzo urosły, przez co nawet mistrzowie nie mogą być pewni utrzymania. W każdym meczu musisz dawać z siebie absolutnie wszystko, bo w innym przypadku będziesz miał spore kłopoty. To widać na przykładzie Leicester - kończy Deeney.

Wybrano największe niewypały transferowe. Jest reprezentant Polski...