Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Wątpliwości Guardioli. "Nie mam kontroli"

Boiska są takie same, też gra się jedenastu na jedenastu - odpowiada krytykom Pep Guardiola. Jednak jego Manchester City przegrał z Leicester 2:4 i kontynuuje kiepską serię. Z ostatnich 15 spotkań drużyna hiszpańskiego szkoleniowca wygrała tylko cztery.
Gdyby stworzyć ogólny schemat gry przeciwko drużynom Guardioli, to sposób w jaki Manchester City został rozbity przez Leicester był wzorcowy. Długie podania za linię obrony, kontry rozgrywane na jeden, dwa kontakty z piłką, pressing na niepewnie rozgrywających środkowych defensorów, dyscyplina pod własną bramką, zamykanie przestrzeni na prostopadle zagrania.

Dość. Wystarczy dodać, że po 20 minutach sobotniego meczu w Leicester gospodarze prowadzili już trzema golami. I chociaż spotkanie trwało, to w Anglii zaczęło się wskazywanie winnych. Zwykle jest ich w Manchesterze City dwóch: Claudio Bravo i John Stones. Tym razem także nie ominęła ich krytyka.

Dwa słabe ogniwa

To łatwe cele. Stones jest najdroższym obrońca w angielskim futbolu, jednym z największych talentów na Wyspach, któremu zarzuca się, że nie potrafi. bronić. Stoper kosztował City latem 50 mln funtów, ale chociaż wciąż imponuje rozegraniem, dryblingiem w obronie, to popełnia koszmarne błędy w kryciu, ustawieniu i pod pressingiem. Pod okiem Guardioli jest krótko, ale nie rozwija się jako środkowy obrońca, ale wyłącznie jako ten wprowadzający piłkę. Z Leicester to jego złe podanie do bramkarza skończyło się asystą przy trzecim golu Jamie'ego Vardy'ego.

Z Bravo sytuacja jest inna: o jego rozwój i talent na Wyspach nie dbają, bo Chilijczyk zabrał miejsce reprezentantowi Anglii. Joe Hart nie potrafił tak dobrze rozgrywać piłki, więc Guardiola sprowadził golkipera z Barcelony, a jeden z najważniejszych piłkarzy kibiców City został zesłany na wypożyczenie do włoskiego Torino. I teraz każdy słabszy mecz, a nawet gol rywali przy którym Bravo zawalił najmniej, jest powodem, by Guardioli wymianę w bramce wypominać. Argumentów nie brakuje, przecież po raz pierwszy w jego karierze szkoleniowej prowadzona drużyna straciła w dwóch kolejnych meczach ligowych trzy lub więcej goli. Tydzień temu kontrami rozbiła City Chelsea (1:3).

Te specjalne rzeczy

Guardiola w charakterystyczny dla siebie sposób nie krytykuje indywidualności, broni swojego pomysłu na grę - "Uważam, że to najlepszy styl", powiedział także w sobotę - ale dopuszcza możliwość minimalnych zmian. - Nie jestem zawiedziony przez piłkarzy, bo wiem, jak ciężko trenują, by grać perfekcyjnie. Ale na boisku nie mamy kontroli, może to moja wina. Sam muszę się poprawić, by tę kwestię rozwiązać. Zawsze chcę mieć kontrolę, w tej lidze jest jednak inaczej. Pozostanę sobą, wierny stylowi. W Premier League są takie same boiska, także gra się jedenastu na jedenastu, ale macie pewne wyjątkowe różnice - tłumaczył w sobotę Guardiola.

Nikt nie spodziewał się, że proces adaptacji stylu Guardioli do ligi angielskiej będzie tak trudny. Zwłaszcza, że wygrał pierwszych 10 spotkań, jego City grało z polotem, zaskakując rywali pressingiem, intensywnością i kombinacjami podań oraz różnorodnością rozwiązań taktycznych. I to Guardiola pouczał dziennikarzy, że Anglia pod względem wielu aspektów piłkarskich wcale nie jest wyjątkowa. W tamtych spotkaniach City straciło tylko 6 goli, od pierwszej wpadki - 25 w 15 meczach.

Czego jednak obawia się Hiszpan? Przede wszystkim drugich piłek - tych momentów w których żadna z drużyn nie jest w jej posiadaniu, nie ma kontroli. Zwykle w takich sytuacjach to City jest bardziej ryzykownie ustawione, z obrońcami na połowie przeciwnika, przestrzenią do wykorzystania za plecami stoperów. I rywale szybko odczytali, że te momenty są decydujące, że obrońcy Guardioli (Kolarow, Otamendi) są zbyt wolni, że pomocnicy (Silva, De Bruyne) nie mają jeszcze instynktu do pressingu. Dlatego w poprzedniej kolejce Diego Costa, Eden Hazard i Willian rozjechali kontrami obronę City, a w Leicester demolki dokonali Vardy, Islam Slimani i Rhiyad Mahrez. - Bardzo w to wierzyli, w długie podania, drugie piłki. - tłumaczył bezradny Guardiola. Przy ich szybkości, technice i niespotykanej swobodzie ci piłkarze musieli to wykorzystać.

Bez kontroli i bez kompromisu?

O ile Guardiola wreszcie zaznaczył, że może będzie musiał dokonać pewnych korekt w swojej strategii, o tyle można się zastanowić, jak daleko jest gotów posunąć się ten szkoleniowiec. Można być pewnym, że nie zdecyduje się poświęcić posiadania piłki (to dla niego świętość), zaangażowania w ofensywę (korzysta z tylko jednego defensywnego pomocnika, boczni obrońcy de facto spełniają role skrzydłowych), wysokiego pressingu (to najlepszy "rozgrywający") czy wymienności pozycji (to gubi rywali).

Ale skoro to są podstawy jego filozofii, to trudno wyobrazić sobie, by nagle City zaczęli wygrywać mecze z 40-proc. posiadaniem, broniąc się na własnej połowie. Szukanie możliwych kompromisów Guardioli jest fascynujące, ale niezwykle trudne. Także dla samego menedżera, który pomimo dłuższej słabszej serii to dopiero w Leicester wyglądał na najbardziej bezradnego i zadumanego.

Pewnie znów zamknie się w swoim gabinecie, odpali DVD i obejrzy ostatnie spotkania, by znaleźć odpowiedź. Musi działać szybko, bo do końca roku - w nowym dla siebie, a zarazem najbardziej intensywnym momencie sezonu Premier League - gra jeszcze cztery mecze. W tym z Arsenalem i Liverpoolem, czyli drużynami, które Manchester City już wyprzedziły w tabeli. Jeśli przegra, to może nie tyle zakończyć swój udział w walce o tytuł, ale na pewno bardzo swoją sytuację skomplikować.

Anna i Robert Lewandowscy zachwycili podczas imprezy świątecznej Bayernu! [DUŻO ZDJĘĆ]