Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Rooney: rekord pełen paradoksów

Jest najskuteczniejszym napastnikiem w historii reprezentacji Anglii. Czy "najskuteczniejszym" na pewno oznacza "najlepszym"? O karierze Wayne'a Rooneya, przed dzisiejszym meczem MU - Liverpool, pisze Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i komentator Sport.pl.
3 : 1
Informacje
Premier League 2015/16 - 5. kolejka
Sobota 12.09.2015 godzina 18:30
Wyniki szczegółowe
1 Poł
2 Poł
Wynik
Manchester United
0
3
3
Liverpool
0
1
1
Składy i szczegóły
Manchester United
Bramki: Blind (49.), Herrera (70. - karny), Martial (86.) Kartki: Darmian - żółta Skład: De Gea - Darmian, Smalling, Blind, Shaw - Carrick (72. Schneiderlin), Schweinsteiger - Mata (65. Martial), Herrera, Depay (46. Young) - Fellaini
Liverpool
Bramki: Benteke (84.) Kartki: Clyne, Milner - żółta Skład: Mignolet - Clyne, Skrtel, Lovren, Gomez - Can, Lucas (88. Moreno), Milner - Ings (74. Origi), Benteke, Firmino (65. Ibe)
W końcu się stało: w 84. minucie meczu ze Szwajcarią Wayne Rooney podszedł do rzutu karnego, trafił i pobił 45-letni rekord Bobby'ego Charltona: z pięćdziesięcioma bramkami stał się najskuteczniejszym piłkarzem w historii angielskiej kadry. Następne dni upłynęły pod znakiem powrotu "Rooneymanii": przypominano wszystkie bramki kapitana Manchesteru United dla swojego kraju (34 prawą nogą, 5 lewą, 11 głową; 42 z pola karnego, 8 z dystansu; 6 karnych, 2 rzuty wolne), pokazywano motywacyjne przemówienie do kolegów po meczu, a w końcu zestawiano bohatera chwili z największymi dotychczas gwiazdami Anglii. Lepszy od Bobby'ego Charltona, który swoje 49 bramek zdobył rozgrywając mecz mniej od Rooneya? A od Gary'ego Linekera, który do strzelenia 48 goli potrzebował tylko 80 spotkań? Od Jimmy'ego Greavesa, którego średnia wciąż wydaje się nie do pobicia (44 gole w 57 meczach)? Tylko jak ich porównywać? Charlton i Lineker byli gwiazdami mundiali - Rooney poza Euro 2004 na żadnej wielkiej imprezie nie błyszczał. Ten pierwszy zdobył mistrzostwo świata, ten trzeci - tytuł króla strzelców. Z drugiej strony Greaves i Lineker byli typowymi snajperami - Charlton zaś (tu przyznajmy: podobnie jak Rooney) wiele bramek zdobywał, atakując z głębi pola lub ze skrzydła. W dawnych czasach nie dokonywano zmian i rzadziej zdarzały się okazje do grania ze słabeuszami typu San Marino - z drugiej strony nieco tylko słabsi rywale nie bronili się tak skutecznie jak teraz.

Bohater niespełniony

Zostawmy jednak porównania na boku: choć Wayne Rooney uzyskał właśnie szczególne miejsce w historii angielskiego futbolu, wszystko wskazuje na to, że po latach będziemy pisać jego biografię jako człowieka niespełnionego. To pierwszy paradoks: najskuteczniejszy w historii reprezentacji, a wkrótce także klubu, a w dodatku jeszcze najlepiej opłacany, z Manchesterem United wygrał wprawdzie Ligę Mistrzów i klubowy puchar świata, dokładając pięć mistrzostw kraju, ale z reprezentacją wracał z kolejnych turniejów rozczarowany, podobnie zresztą jak ciut tylko starsi przedstawiciele "złotego pokolenia", Beckham, Gerrard czy Lampard.

Najbliżej był pewnie na Euro 2004, jako zaledwie osiemnastolatek: zaczął turniej fenomenalnie, strzelił cztery gole w czterech meczach, ale w kluczowym spotkaniu ćwierćfinałowym, z Portugalią, zszedł po 27 minutach gry z pękniętą kością śródstopia, Anglicy zaś dali sobie wydrzeć prowadzenie i, jak to zwykle bywa, przegrali w rzutach karnych.

Dwa lata później na mundial w Niemczech jechał z ledwo zrośniętą kością śródstopia (kolejne angielskie fatum, oprócz rzutów karnych...), grało mu się źle, a w końcu - sprowokowany przez Ronaldo - wyleciał z czerwoną kartką ("Wayne Rooney nie powinien był w ogóle grać w tym turnieju. Nie był gotowy" - orzekł po latach Alex Ferguson w swojej autobiografii). Na Euro 2008 Anglicy nie pojechali w ogóle, wyeliminowani przez Chorwatów po słynnym meczu na Wembley, gdzie ich ówczesny trener Steve McClaren chronił się pod parasolem tyleż przed deszczem, co przed wściekłością fanów. W RPA, w 2010 r., Wayne Rooney był cieniem samego siebie w związku z tykającą już bombą skandalu obyczajowego - ale rozczarowała cała drużyna, śmiertelnie wynudzona przez Fabio Capello podczas zbyt długiego zamknięcia w Rustenburgu. Podczas Euro 2012 znów słyszał tylko: "Rooneyu, musisz" - naród czekał na jego powrót po dyskwalifikacji za czerwoną kartkę podczas eliminacyjnego spotkania z Czarnogórą na ostatni mecz fazy grupowej. Rok temu w Brazylii zdobył bramkę - pierwszą na swoim trzecim mundialu - ale Anglicy i tak nie wyszli z grupy.

"Za każdym razem zbyt dużo na siebie brał, zbyt wiele chciał udowodnić - innym i sobie. I jak to często bywa w podobnych sytuacjach, na chęciach się kończyło"- pisałem jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw w Brazylii Na razie niewiele wskazuje, by w przyszłym roku na mistrzostwach Europy miało być inaczej: Anglicy mają wprawdzie młode talenty (Raheem Sterling, Harry Kane, Daniel Sturridge, Alex Oxlade-Chamberlain), ale wkomponowanie ich do drużyny, w której miejsce na szpicy zajmuje weteran MU, przysparza Royowi Hodgsonowi wielu problemów. Żeby nie szukać daleko: nie jest przypadkiem, że Harry Kane rozpoczął mecz ze Szwajcarami na ławce, bo w preferowanym ustawieniu 4-3-3 z przodu może grać albo on, albo Rooney.

Bohater przeszkadza

To paradoks kolejny: w angielskiej debacie napastnik MU pojawia się czasem jako obciążenie - już przed mundialem w Brazylii Paul Scholes pytał, czy Hodgson, będzie miał, za przeproszeniem, jaja, żeby posadzić swojego kapitana na ławce. Ileż to razy mówiło się, że na każdych wakacjach tyje (o siedem kilo - wyznawał w książce "Moja dekada w Premier League"), że jest wypalony, że nie starczy mu pary na długie granie, że po tylu kontuzjach stracił dynamikę i miota się bez sensu między rywalami. Dopiero za miesiąc przekroczy trzydziestkę, a podobne teksty czytywałem już, kiedy był dwudziestopięciolatkiem.

Do tych, znanych już zresztą dobrze, tematów w ostatnich tygodniach doszedł jeszcze jeden. Niezależnie od angielskiego rekordu i bramek strzelonych w eliminacjach Ligi Mistrzów, w Premier League w tym sezonie Anglik wciąż jeszcze nie strzelił gola, a i w poprzednich rozgrywkach, naznaczonych eksperymentami z ustawianiem go w środku pomocy, zdobył najmniej bramek w historii swojego pobytu w Manchesterze. Z okolic Old Trafford, a bardziej jeszcze z pobliża ośrodka treningowego w Carrington, dochodzą coraz głośniejsze pomruki niezadowolenia ze współpracy zawodników z Louisem van Gaalem - mówi się o rozmowie, którą odbyli liderzy drużyny (Carrick i właśnie Rooney) na temat metod treningowych Holendra. Van Gaal zdementował to wprawdzie na piątkowej konferencji prasowej przed meczem z Liverpoolem (mówił, że rozmowa dotyczyła atmosfery, która popsuła się w związku z gruntowną przebudową składu), ale z majowego wywiadu, jaki przeprowadził z Rooneyem Gary Neville dla Sky Sports, wynika, że problem jest szerszy - i dotyczy kwestii taktycznych.

Rozmawiając z byłym kolegą, a dziś cenionym ekspertem telewizyjnym i współpracownikiem Roya Hodgsona, Rooney wspominał, jak Louis van Gaal, formułując swoje oczekiwania wobec niego, przywoływał czas swojej pracy z Bayernem i napastników, którzy w trakcie meczu mieli średnio dziesięć kontaktów z piłką, ale za to strzelali po dwa gole. "Jasna cholera, chcę więcej niż dziesięć kontaktów z piłką" - komentował Rooney, ale zaciskając zęby przystosowywał się do sytuacji, w której coraz częściej przychodzi mu nie biegać już tyle po boisku, szukając gry, tylko zostawać między dwójką obrońców ("Ja mam kontrolować stoperów, a nie oni mnie" - podsumowywał w rozmowie z Nevillem).

Czy to na pewno dobra strategia? Czy Wayne Rooney jako napastnik nie jest najgroźniejszy wtedy, kiedy ma jak najwięcej swobody, nieraz np. wróci się do drugiej linii, a nieraz zbiegnie na skrzydło? Na pewno krytykując angielskiego rekordzistę za niewielką skuteczność w klubie wypada mieć te wymagania van Gaala w tyle głowy - i pamiętać, że wolno i przewidywalnie grający koledzy nie stwarzają mu, jak na razie, szczególnie dobrych sytuacji.

Bohater z charakterem

Ale jest w tym wszystkim paradoks najważniejszy: Wayne Rooney upada i podnosi się, zaciska zęby, po czym idzie dalej. Po każdym kryzysie, po każdym skreśleniu przez fanów i po każdej fali medialnych krytyk, staje się coraz mocniejszy.

A było tych kryzysów przecież co niemiara. Przerwy w grze, wywołane kontuzjami, i trudy powrotów - ze względu na swoją budowę, rzeczywiście traci formę łatwiej niż inni; Alex Ferguson poświęcił temu parę ładnych akapitów "Autobiografii". Czerwona kartka w meczu z Portugalią, tym razem na mundialu 2006, za faul na Ricardo Carvalho (to wtedy Cristiano Ronaldo puszczał oko do ławki rezerwowych ). Wywrzeszczana do kamery krytyka fanów podczas mundialu w RPA. Wspomniany skandal obyczajowy - rewelacje prostytutki, z którą miał sypiać, kiedy żona była w ciąży. - by po kilkudziesięciu dramatycznych godzinach podpisać nowy kontrakt (Holandii Robina van Persiego i sprowadzającego do klubu Falcao, ale wkrótce wygrał rywalizację z tymi napastnikami, tak jak wcześniej nie dawał się wygryźć ze składu Tevezowi, Berbatowowi czy grającemu również jako napastnik Ronaldo. W Manchesterze przetrwał wszystkich wyżej wymienionych. W Premier League - wszystkich, z którymi wyszedł po raz pierwszy na boisko jako reprezentant Anglii. Debiutował w tej lidze 13 lat temu i wciąż nie schodzi ze szczytu.

Może więc takiego Rooneya zapamiętamy i takiemu wystawimy pomnik? Bez mundialowego medalu Charltona, bez złotego buta Linekera, z pewnością też bez wdzięku i elegancji ich obu, niezbyt wymownego, a przecież potrafiącego poderwać kolegów (jak po ubiegłorocznej porażce z Liverpoolem i przed świetnym meczem z Tottenhamem, kiedy rozmawiali w szatni bez udziału trenera). We wstępie do "Mojej dekady w Premier League" sir Alex Ferguson wspominał, że jako młody chłopak Rooney miewał problemy dyscyplinarne, że w pierwszych latach kariery często dawał się wyprowadzić z równowagi, brakowało mu szacunku dla autorytetów i był w gorącej wodzie kąpany, później jednak swoim zachowaniem zaczął wyznaczać standardy reszcie drużyny. "Trzeba mieć niezwykle silny charakter, żeby okiełznać w taki sposób własny temperament i przekuć wady w zalety, a on to osiągnął ciężką pracą nad sobą" - pisał oszczędnie skądinąd gospodarujący pochwałami Szkot.

Bohater z północy

Szukając odpowiedniej metafory, można oczywiście odwołać się do niemiłosiernie nadużywanego podobieństwa ze Szrekiem. Można mówić o tolkienowskim krasnoludzie albo o krecie, ryjącym w ziemi, wytrwałym, upartym i... brzydkim. Można jednak także wspomnieć o dziwnej rzeźbie, leżącej na zboczu autostrady A1 w pobliżu Gateshead; rzeźbie, którą skądinąd sir Alex postanowił pokazać swoim piłkarzom podczas podróży na mecz z Newcastle, jeszcze w sezonie 2008/09.

"Anioł północy", dzieło sir Antony'ego Gormleya, ma 52 metry wysokości i 80 rozpiętości skrzydeł - już z samych tych rozmiarów widać, że jest zwalisty i krępy. Opisując go kiedyś w "Tygodniku Powszechnym" Agata Bielik-Robson zauważała, że jego głowa celuje równo w linię horyzontu, a skrzydła nie zrywają się do lotu w niebo. "Niebo nie wydaje się jego żywiołem; właściwym elementem jest ziemia, twardy grunt. Angel of the North jest więc taki, jak większość mieszkańców niegościnnych, szarych, przemysłowych regionów angielskiej północy: prosty, twardy, uparty i całkowicie » down to earth «".

Imperium dawno upadło, mistrzostwa świata z 1966 roku zostały zapomniane. Ton wydarzeniom w światowej polityce i w światowym futbolu dawno nadaje ktoś inny. A przecież Anglia uparcie odmawia zejścia ze sceny. Paradoks ostatni: czasami myślę, że Antony Gormley wyrzeźbił Wayne'a Rooneya.

Więcej o:
Komentarze (5)
Premier League. Rooney: rekord pełen paradoksów
Zaloguj się
  • grzespelc

    Oceniono 2 razy -2

    A ile z tych 50 bramek strzelił z karnych, a ile inni?
    Tak na marginesie to bardziej kuriozalnego karnego, niż ten z San Marino w życiu nie widziałem...

  • maly_obibok

    Oceniono 2 razy -2

    Do dzisiejszych rekordów strzeleckich w reprach, proponuję podchodzić z dużym dystansem. Kiedyś nie grały w eliminacjach tacy dostarczyciele bramek jak San Marino, Andora, Azerbejdzan czy od niedawna Giblartar. Osiągnięcia Linekera, Charltona, Mullera, Deyny, Laty, Eusebio lub Platiniego były dużo więcej warte niż Rooneya, Klosego lub Lewandowskiego, bo były to gole strzelane trudniejszym rywalom i w mniejszej ilości meczów.

  • boul81

    Oceniono 2 razy 0

    Może i strzelił najwięcej bramek, ale Gary`emu Linekerowi czy Alanowi Shearerowi, to mógłby buty wiązać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX